PAWEŁ ORZEŁ – ur. w 1985 r. w Madrycie. Prozaik. Ostatnio wydał dziennik-niedziennik Nadgody (2017).

Foto: M.L.

 

 

niemądry tekst o chmurach

 

– Co by było, gdyby chmury były brązowe?

Trawa jest dowodem. Samym w sobie. Lub nawet samą sobą. Bo nic innego oni nie mają. Rozmowy o ścianie, o gabarycie, o łóżku i uzależnieniu od tego wszystkiego. Na nic. Śmieją się. Jeszcze raz śmieją się. To tylko chwila. Kobieta przebrana za niedźwiedzia. I pamięć o moim byciu boso na placu zabaw. Późno zakochałem się. Nie umieją odczytać liczby gablot i multimediów. W sumie nie jest to takie ważne. Skrzypce lekko podskakują. Chcesz nudzić się. Nie, nie – ja chcę nudzić się. Smucić się, gdy wszystkim wesoło. Wyobrażać sobie, jak on wchodzi i krzyczy-wybucha na konkretne kobiety. Przyjemna bezradność. Zabłocone buty. Bagienko. Trudno przejść od tych myśli do artefaktów. Wśród nich źdźbło trawy, które staje się własnym mitem. Nie mogę słuchać o Jezusie. Kocha mnie, chce tulić do serca, zawsze będzie kochać i wybaczy, i czegoś oczekuje, i czegoś nie oczekuje – nie wiem. Nie jest swoją radością, siłą, nadzieją. Ziewanie nad wszystkim. Trzeba coś w tej przestrzeni umieścić. Chcę uważać siebie za wierzącego. Jest mi źle, gdy słyszę te zapewnienia. Polanka brzozowa. Łąka rozkopana przez dziki. Telefon, za którym przestałem tęsknić, kot. Zwykła msza trydencka. Brak miejsca. Brak pomysłu. Kupowanie biletu. Niedługo spotkają się z córką. Nic nie zrobią – jak zawsze. Kleszcze, kleszcze, ixodidae. Zostaję z katarem.

Znośność.
Znośność.
Dość.

– Proszę mi podać tę siatkę i worek.

Pewnie jestem samotnym i głupim człowiekiem. Al leer lo cual me acordé de aquello de “mi reino no es de este mundo”, y pensé que para un verdadero cristiano ––si es que un cristiano verdadero es posible en la vida civil–– toda cuestión, política o lo que sea, debe concebirse, tratarse y resolverse en su relación con el interés individual de la salvación eternal, de la eternidad. O Lord, save my sinful soul. Pero es que esa paz se da en la guerra y la guerra se da en la paz. From local punishment. Porque la esencia de hombre es la pereza, y, con ella, el horror a la responsabilidad. From the far-away zone. ¿Qué es el Cristo histórico? From being frisked. Bossuet pudo decir muy bien: “¡Tú cambias, luego no eres verdad!”; pero se replicaba: “¡Tú no cambias, luego eres la muerte!”. From the tall fence. La Reforma quiso volver a la vida por la letra, y acabó disolviendo la letra. From the severe prosecutor. De dónde que los místicos nos hablen de matrimonio espiritual y que la mística sea una especie de meterótica más allá del amor. From the Devil or from the devil owner. Los verdaderos ateos están locamente enamorados de Dios. From small rations. Está acostumbrado a ver el milagro de que vuele un águila o que hable un hombre o un loro, y un milagro más no le sorprende. From dirty water. Acabo de leer en Variété, del poeta Paul Valéry: “Pero la esperanza no es más que la desconfianza del ser respecto a las previsiones precisas de su espíritu. Sugiere que toda conclusión desfavorable al ser debe de ser un error de su espíritu”. From steel handcuffs. ¡Nada!, otra palabra española henchida de vida, de resonancias abismáticas, que el pobre Amiel –– otro agonizante solitario, ¡y cómo luchó con la virilidad! –– graba en español en su Diario íntimo. From hidden obligations. Derecho y deber no son sentimientos religiosos cristianos, sino jurídicos. A cold cell. A todo esto nos dicen que desaparecerán juntos el cristianismo y la civilización occidental o grecorromana y que vendrá, por el camino de Rusia y del bolschevismo, otra civilización, o, como quiera llamársela, una civilización asiática, oriental, de raíces budistas, una civilización comunista. And short haircuts. Pero no cabe cristianismo individual más que en el celibato; el cristianismo dentro de la familia no es ya cristianismo puro, es compromiso con el siglo. Save us from the death penalty. No se puede ser hoy, en el siglo XX, más santo que se pudo ser en el siglo II o en el IV o en el XI. Amen. Juan Sala y Serrallonga, el bandido que cantó el egregio poeta catalán Juan Maragall, a la hora de morir en la horca para purgar todas sus culpas ––ira, envidia, gula, lujuria, avaricia, robos, esesainatos…––, decía al verdugo: “Moriré rezando el credo; pero no me cuelgues hasta que no haya dicho: creo en la resurrección de la carne”. Amen. Las Escrituras dicen que el que ve la cara a Dios se muere. ¡Y el que no se la ve, también! Amen. Llego a la conclusion de este escrito, porque todo tiene que concluir en este mundo y acaso en el otro. Pewnie tak.

– Tu na zakupy.

I doszedłem do miejsca, w którym boisz się utraty świadomości. Przytomności. Zapadasz się w sen, bym na chwilę mógł nie być sobą. Ciągle widzę tych samych ludzi. Z pracy i z pracy. Nie ma nikogo innego. Przepraszam siebie i wchodzę w głąb tej narracji, która chce mnie z pewnością zmęczyć. Jest trochę smutno – jest trochę wesoło – jest trochę prawdziwie. Nie musisz (tylko) chodzić do toalety. Tam niczego nie znajdę. Potykam się o pojedyncze kartki. Staram się zrozumieć, na czym polega moje z(a)danie. [Długopis wypisuje się, choć nie ma do tego prawa. Dawno nie pisałem. Może on też woli pozostać w niczym. Przyciskam mocniej dłoń do biurka. Wciąż pozostaję przy barbarzyńskich rozwiązaniach. Rzeźbię po kartce. Coś tam w ręce boli. Sąsiedzi zepsuli drzwi. Daję palcom przeciągać się. Nie wyjdę znów z mieszkania. - - - Zmieniłem wkład. Etsi ego peccator, accepto]. Z jednej strony wygląda to następująco: kaleka – pani księgowa – kadrowa – pani J. – wicedyrektor – znaczki lub pokój kątów. Zimno. I jeśli kogoś stać na spojrzenie ponad głowami: moja kochana – nie wiem – nie wiem – jeszcze bardziej nie wiem – siostra – szafki – wykładzina – nie wiem – porozkładane papiery – rośliny – ja – malarz – nikt – duma – Matka Boska na erotycznym obrazie – ściana, którą chcę wyburzyć – jeleń w lodówce. Zmęczenie bez źródła. Obiad. Meandryczne zmęczenie. Dopływy zmęczenia. Jakieś morze.

Przepraszam się na chwilę z o. Maksymilianem, który jest bardziej popielniczką niż rzeźbą. Zgadzamy się we wszystkim, różniąc się w każdym aspekcie. Może to kwestia miejsca. Mówi, że Cariña nasikała znów na kołdrę. Że pralka odzyska świadomość. A ja pożalę się niebu. Najbardziej wtedy, gdy kotce z pyszczka jeszcze raz będzie pachnieć rzeźnią.

Spryskiwacze z kolei pachną krwią. Słońce pachnie krwią. Dla osoby obok Jezus był kobietą. Nudzę się i tęsknię za tym (…). Skóra boli. Trudno z nią walczyć. Nic nie rozumiem. Najmniej atrakcyjną ideą w chrześcijaństwie jest obietnica zmartwychwstania. Tyle, tyle oraz tyle. I nic. Jest deszcz, chociaż nie pada.

– A tam schowam trupy.

I – Jeszcze nie wszedł do pociągu, a już zaczął nudzić się. II – Postanowił obudzić kota. III – Musiał ściąć włosy. IV – Po głupim wypadku zaczął więcej o sobie myśleć. V – Postanowił ukochaną obdarowywać kwiatami, które sam zrywał codziennie rano. VI – Zmuszono go do pójścia do psychiatry. VII – Polubił herbatę ze świeżej melisy. VIII – Uznał, że kłamstwo i krótka pamięć są tym samym. IX – Na szklanych drzwiach przyglądał się brzozom zza jego pleców. X – Wciąż miał problemy z czytaniem. XI – Zaczął myśleć o sobie jak o instalacji artystycznej. XII – Nikogo nie spotkał w legendarnej kawiarni. XIII – Nic mu się nie stało.

[Pisane (od razu) na klawiaturze] – jeśli mam kiedyś zabić się / to po cichu / popełnić samobójstwo / by nikt nie wiedział o tym / nikt nie rozumiał rodzaju przygnębienia / bez powodu / tyle / tyle / i tyle / prawie nic nie udaje się.

Tak napisał sobie na kartce. Po wizycie u psychiatry.

* * *

…u l u b c z y s t e i n o w e s ł o w a p o d c u d z e o p o w i e d z e n i e c z e g o ś j e s z c z e r a z s t w o r z e n i e z a g a d k i o d t w o r z e n i e f a k t u p i s a n i a a n i e d o w o d u n a p i s a n i a i w k o ń c u s t w o r z e n i e t e k s t u d o c z y t a n i a w m y ś l a c h a n i e n a g ł o s w y e k s p o n o w a n i e t e g o w s z y s t k i e g o c o p o t r a f i t a k ł a t w o u c i e c / e z c z s e j y z s a r t s e i n ń e i n ś a j y w ę i s a g a m o d e i n t k i n a ż r a k s o e i n t k i n a t y p e i n t k i n c i n e z c z s e j o t c i n o t u n o f e l e t ę n o r t s w e i n e z r j o p s e n o i n k ę l a z i e i n e i m u s e t u r p z o r m e ł i b o r z e i n ś o g e z c e ż o ł a z a k o ę i s y b i l ś y m e n l a g a ł b i l a k i n z y z r ó t k m e ł ą n g ą i c ą b o s a z h c y r ó t k e i z d u l y c o n z i k n y z c u ą z d o h c y z r p m i n z z a r w h c u z r b a z ę i s ę i p a ł ę n a t s w y d g e z r b o d k a t t s e j o b ć a h c e i m ś u ę i s ę i f a r t o p ę ż e l e z c z s e j y d g o n a r i c ś o n w e p e i n i u d y t s w e i c u z c u o t m a n z j e i p e l z a r o c ą b o s d a n ę l o r t n o k ę c a r t i j c a m r o f n i e i n m j e c ą j a ż ą i c b o o w o k t a d o d ś j e i k a j j e i n w e p j a n i u l o h o k l a m e w y ł p w d o p / k e n u r e z i w y n n e i m i z e b / y t k a j i k a t ś o t k ć y z r e i w e c h c e i n t k i n y d e i k a z d a g z e i n ę i s c i n e i w i c ś a ł w y d e i k s o ł w d o p a c ą z c z s a ł g a c ą j a l a w r t u a c ą j a k s i c w m a t a c ą j a…

Tak pisał, kiedy indziej. Dla nikogo [to nie miało znaczenia]. Gubił się w zdaniach i gestach, które z jakichś względów nie poddawały się wpływom czasu. Parę słów wykrzyczanych przez ukochaną w chwili gniewu wiele tygodni temu, było równie nowych jak słowa szeptane w łóżku tuż przed zaśnięciem. Z wiekiem coraz trudniej było mu funkcjonować w takim układzie [w ścisku] z samym sobą.

Niechcący wyszedł mi kolejny Tekst funeralny.

(…)

„Dojrzali zaś przyjmą pokarm stały, gdyż przez praktykę mają zmysły wyćwiczone do rozróżniania między tym co dobre i złe” [Hebr 5,14].

(…)

Ich lag und schlief, da träumte mir
ein wunderschöner Traum;
es stand auf unserm Tisch vor mir
ein hoher…

IV-VII 2017

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.