|

 

KATARZYNA KUROCZKA – poetka, autorka opowiadań, eseistka, autorka wywiadów (m.in. z Wiesławem Myśliwskim), literaturoznawca, doktor nauk humanistycznych, stypendystka Ministra Kultury (2014). Urodziła się na Śląsku i nadal na nim mieszka. Wiele o nim pisze. Ostatnio popełniła książkę naukową Literatura światów planowanych. O prozie socrealistycznej na Górnym Śląsku. Publikowała w rozmaitych pismach, m.in. „Prowincji”, „Śląsku”, „Metaforze”, „Szafie”. Prowadzi bloga: www.littera.blog.pl.
 

 

 
 
 

Krótka historia konfliktu
 

Tego dnia spadł pierwszy śnieg. Zaskoczeni ludzie przemykali przytuleni do mijanych murów, próbując osłonić się nimi niczym parawanem przed ciekawskimi spojrzeniami okien. W taki dzień nie wiadomo, kto obserwuje przechodniów i w jakim celu. Może to tylko znudzona bezczynnością staruszka, a może ktoś, kto czeka na potknięcie się pieszego, aby go natychmiast ocenić w sercu, wymyślić prawdopodobny powód zahaczenia o wystająca kostkę brukową lub poślizgnięcia się na cienkiej warstwie białego puchu. Już płyną w neuronach informacje o wypitym wcześniej kieliszku lub dwóch, o niezdarności idącego, o problemach z koordynacją, równowagą, krążkiem międzykręgowym, błędnikiem, o początkującym Parkinsonie, stwardnieniu rozsianym, o zamyśleniu i nieobecności. A tymczasem pieszy przeszedł już pod kolejne okna, z perspektywy których obmyślane są dalsze historie jego choroby, niefrasobliwości, bo w zimę wybrał się w takich śliskich butach; zakochania, które przesłania mu oczy niewidzialną mgiełką; w końcu samotności, która wypchnęła go z domu na pośmiewisko przypadkowych obserwatorów.

Czas natomiast leniwie przesuwa wskazówki zegara, dręczy idących wiecznym trwaniem ich upokorzenia i napełnia do syta przepastne żołądki głodnych sensacji. Tak…!, czas jest dzisiaj zdecydowanie sprzymierzeńcem znudzonych podglądaczy, miłośników życia bliźnich, które wydaje się o wiele bardziej interesujące niż ich własne. To ostatnie chowane jest wstydliwie za delikatnie przysuniętą kotarą, wpychane pod najbardziej puchową pierzynę lub przynajmniej najlichszą kołdrę, spod której wystawiany jest tylko nos z rozbieganymi ponad nim gałkami i dłonie przytrzymujące kurczowo brzeg materii, by nie ześlizgnęła się przypadkiem, obnażając nagość ubierających się w myślach w cudze kostiumy.

Kim oni w tym domowym zaciszu, a może raczej na tej bezludnej wyspie, nie są!? Wyobraźnia podpowiada im coraz śmielsze kreacje. W głowach pękających od nadmiaru możliwości tłoczą się bohaterowie teatru cieni, defilują w pochodach wokół łóżek, przesuwają się po firankach lekko niczym aniołowie unoszący duszę do nieba, zwisają w garderobach podzieleni kolorystycznie i gatunkowo, kładą się obok i zasypiają niewzruszeni podnieceniem swoich twórców.

Podczas gdy podglądacze śmiało mierzą przed lustrem iluzji swoje nowe wcielenia, obserwowani uciekają przed spojrzeniami kolejnych okien, próbując osiągnąć cel swej ryzykownej wędrówki. Przeklinają w myślach pomysł opuszczenia ciepłego kąta w taką pogodę; zastanawiają się, jak długo jesienne podeszwy zatrzymają pierwszy zimowy chłód i klejący się do nich uporczywie śnieg; bluźnią ciekawskim ukrytym za firankami, zasłonami, roletami, opartym o parapet, krzesło, stół, byle wygodniej było inwigilować bliźnich, których jakaś nagła potrzeba lub obowiązek wyrzuciły na tę poniewierkę po świeżo zasypanych chodnikach.

Napięcie pomiędzy jednymi i drugimi rośnie z każdym krokiem spacerujących w niewiadomym kierunku i każdą myślą podpatrywaczy, próbującą rozwikłać tajemnicę przechodniów – odkryć cel ich pielgrzymki. Z tego rojowiska spojrzeń i oskarżeń można wysupłać jedną wspólną dla obu stron nić – niewiedzę. Jedni i drudzy nic nie wiedzą o sobie nawzajem i z tej właśnie ignorancji kiełkują wzajemna niechęć oraz błędne hipotezy, które zaciskają wokół umysłów i serc żelazne obręcze.

A czas płynie nieubłagalnie wolno, sprzyjając hermetycznemu zamykaniu się metalowych kręgów, obrysowywaniu grubym konturem stworzonych w wyobraźni profili, okopywaniu granic pomiędzy inwigilowanymi a śledzącymi. Za chwilę nie będzie już możliwa żadna rozmowa. Wszystkie wywody będą się opierały na fantomach stworzonych przez zakleszczone umysły. A potem wybuchnie wojna, po której nie będzie możliwy żaden świat. Urojone skapitulują, a rzeczywisty zapadnie się do rozmiarów ucha igielnego.

Pozostaną tylko wielbłądy…

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.