MAŁGORZATA MACIASZEK – urodzona w 1984 w Kaliszu. W latach 2007-2012 studiowała na Wydzale Grafiki i Komunikacji Wizualnej Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Dyplom z „Kobiecego plakatu” broniła w pracowni prof. Eugeniusza Skorwidera. Artystka i feministka. Zajmuje się sztuką video, fotografią, wykonuje obiekty. W latach 2010-2013 współprowadziła galerię „Siłownia” w Poznaniu. Prowadzi bloga m-maciaszek.blogspot.com. Swoje próby prozatorskie publikowała dotychczas na stronie Liternetu.
 

 
 
 

ręce do góry! ratujcie się ludzie!

ręce do góry ręce do góry
rozdęte słowa ciągnę za sobą jak puszki
grzechoczą uderzając o krawężnik podskakują
radośnie wznoszą się a ja
za nimi lecimy dotykamy dłońmi chmur
słowa nie mają szyi
gdybyście mogły mnie teraz zobaczyć
nie macie oczu
jak puszki
puste rozdęte pękają ścianki emalia łuszczy się
wylewam się z nich
pada ciemny deszcz
brudny od obrazów
ręce do góry ręce do góry
ludzie spadam na was jak lawina znienacka z góry wlewając się w was
części drobne antykwaryczne pchły obskakują płaszcze
zalane puszkami farby
rozdarłam niebo
otwarło się na was
męczyć będę koszmary gonić będę w ciemny zaułek
poniesiecie zgon zasłużony słowem czynnym
nie może podnieść pękniętej ściany
powodzie pożary trzęsienia
milczy
i co mi teraz zrobisz?
rozpadam się w wiry trąby huragany
bierzcie ze mnie jedzcie i pijcie to ciało i krew
to moja rozpacz

 

 

 

a w lesie

w lesie
małe tuli się w korze mchu
a małe u korzenia
naturalnie że jestem dzikim psem na uwięzi
wyją stadem
w rozpuszczonych gałęziach sosny
lasy sosnowe wyjątkowo pachną
wierzchołki traw targane niepewnie
psia sierść przylizana gładko
wzywane głębokie poruszenie szarpie łańcuchem z muszli
bardzo nie lubię ślimaków boję się ich właściwego rozumu
płyną po powierzchni kuchenne historie
a pies szczeknie a nie wolno szczekać psu a nie wolno
wchodzić psu a nie wolno

 

 

 

kobiety – kobiety

zaczynam patrzeć na was
jakbym miała zabić co do jednej
ostatniej róży kwitnącej
pościnam was i wasze głowy opadną
łagodnie na ziemię w geście poddania
o królowo! o kurwo! chylą szyje i kulą się
pięści skrzydła gawrona
drżące szarpią róg
mojego królewskiego płaszcza
oto berło o pani!

rozdepczę łby wasze zmiażdżę zawistnie
przygniotę obcasem ciężkim wgniotę w mokrą ziemię
rozgniotę piękne wasze
powaby rozczochram wydłubię
wam oczy

spuszczone ze smyczy obroże
na szyjach zbyt krótkich głuchych i ślepych
poorane porannym chłodem zimno ogarnia
ogary poszły w las
kryjcie się wijcie

zasiadam na tronie

   

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.