GRZEGORZ KIELAR – Urodził się i mieszka w Tarnowskich Górach. W przeszłości pracował jako nauczyciel. Laureat kilku „Turniejów Jednego Wiersza”. Jego teksty były prezentowane w krakowskim i katowickim radiu, weszły również do antologii Czy w tym mieście mieszka poeta. Wydany w 2011 roku tomik I chyba lepiej tak jest jego debiutem książkowym. W 2012 i 2015 roku zdobył główną nagrodę na XVIII Konfrontacjach Literackich w Głogowie. W 2014 roku ukazał się jego drugi poetycki tomik Skrajem, a w marcu 2016 węzły węzełki. W tym też roku zdobył III nagrodę w II Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Rodziny Wiłkomirskich w Kaliszu. Jest współorganizatorem spotkań poetyckich w ramach Salonu Literackiego przy Tarnogórskim Centrum Kultury.

 

 
 
 

Chłopiec z Aleppo

Ma dwanaście lat i włosy w kolorze węgla
mieszka z matką i dwiema młodszymi siostrami
w jednym pokoju w Gaziantep Ze swojego Aleppo
przed bombami uciekli trzy lata temu

Matka mu mówi że teraz jest głową rodziny
dlatego chłopiec zgrywa twardziela i próbuje sprostać
nowej roli choć wymiotuje ze strachu przed każdym
pójściem do pracy Przez sześć dni w tygodniu razem
z siostrami pracuje w szwalni szyjącej dwa tysiące
sztuk dżinsów dziennie Ma od tego niebieskie
plamy na dłoniach Tych plam nijak nie da się zmyć

Kiedy igła wbiła mu się w stopę trafił z tężcem do szpitala
Leżał tam okrągły miesiąc Przychodziła do niego matka
Prosiła żeby wziął się w garść stanął na nogi i wrócił do pracy
Za żadne skarby nie chciał brać się w garść Na szpitalnym łóżku
mógł się wyspać za wszystkie czasy i nigdy nie był głodny

Zanim chłopiec z Aleppo zbudzi siostry i pomaszeruje
do szwalni leży na swoim materacu i liczy pustaki w murze
jest ich dwanaście w pionie i dziewięć w poziomie
zna je na pamięć Liczył je już setki razy

Każdego dnia czeka na ojca Wierzy że kiedyś usłyszy
warkot silnika starej mazdy i razem pojadą do knajpy skosztować
baklawy z pistacjami

 

 

 

Nikt

nazywam się Nikt
niektórzy mówią na mnie Nemo
choć znikąd jestem uwikłany w materię
można mnie dotknąć do żywego

kiedyś znałem odpowiedzi
na ważne pytania wiedziałem
po co i dlaczego
dziś ta wiedza przydaje się
na nic
w głowie mam nieporządek
a w sercu kołatanie bez końca
piszę wiersze do szuflady i listy
do chłopca z plasteliny

ubywam po trochu
choć ciągle próbuję trzymać fason
patrzę więc jestem
słucham więc jestem
dotykam więc jestem
jestem więc błądzę
mój autopilot uległ awarii
pogubiłem się w regułach gry
z której dawno wypadłem
a moje wyrywne serce głupio wciąż
lgnie i lgnie

kiedy idę jest w miarę
kiedy stoję to sam sobie
na przeszkodzie

mam blizny po spojrzeniach
sprzed pół roku i zamęt pod nogami
schody omijają mnie z daleka
a czas znosi na pobocze
ze mną niewygoda
ze mną pod górę
jestem dla nikogo
jestem poniewczasie
jestem out i off

nazywam się Nikt
nic tu po mnie
po mnie tu nic

 

 

 

Wiatr

nazywam się Wiatr
jestem znikąd albo skądś
sam dokładnie nie wiem
ale z pewnością od zawsze

występuję o każdej porze roku
dnia a nawet nocy od kiedy pamiętam
cierpię na bezsenność
jestem bardzo nerwowy i nad wyraz
ruchliwy
nie umiem usiedzieć na jednym
miejscu dlatego przemieszczam się
stale i wciąż
umiem wiele: wieję dmucham zacinam
hulam na całego
bywam łagodny i porywisty
ciepły i bardzo zimny
wchodzę też bez pukania kiedy
otwiera się okna i drzwi
czasem mieszkam w kominie

mam wiele imion dlatego nie obchodzę
urodzin
pojawiam się jako zefir bryza wicher
i tajfun a nawet pospolity cug
moim imieniem nazwano też miasto
w Ameryce Północnej

bywam niewidzialny dlatego często
szuka się mnie w polu
niektórzy rzucają na mnie słowa albo sieją
po drodze mi z gałęziami drzew skrzydłami
ptaków i dymem
jestem z natury ciekawski – zaglądam za kołnierz
i pod spódnice potrafię też spojrzeć komuś
w oczy

nazywam się Wiatr
wędruję między ziemią a niebem
jestem szalony i nieprzewidywalny
nie ma na mnie siły

 

 

 

Woda

nazywam się woda
niektórzy mówią na mnie deszcz
jestem niezbędna i niezastąpiona
bywam po trochu albo całą gębą

można mnie spotkać w szklance
i w studni fontannie w zarośniętym
rzęsą stawie w rwącej rzece i oceanie
występuję też pod postacią mgły
szronu a nawet lodów na patyku

czasem uderzam do głowy a czasem
spływam jak po gęsi
bywam tłem i sceną zdarzeń kontekstem
metaforą i alegorią pojawiam się w snach
i wierszach
w odległej przeszłości zagrałam główną rolę
w Księdze Rodzaju

przepadają za mną młyny dzieci i świtezianki
kiedyś zdarzyło mi się zostać nawet muzą
Moneta Straussa i Czajkowskiego

nazywam się woda
jestem kroplą i żywiołem trwam nieprzerwanie
beze mnie nie istnieje nawet
nic

 

 

 

Sen

nazywam się Sen
moim starszym bratem jest Chaos
obaj maczaliśmy palce w stworzeniu świata
od ponad czterech miliardów lat jestem do usług

za dnia nie rzucam się w oczy choć przydarzam się
niekiedy w przelocie
czasem daję znać o sobie gdy ciemne świta
a jasne zapada
najchętniej jednak składam wizyty późną nocą

żyję z tego co widzę i podglądam
bez przerwy jestem na twojej osi czasu
idę krok w krok za tobą i cały czas mam cię
na oku
układam z tych kawałków opowieści kręcę filmy
i puszczam historie nie z tej ziemi
w swoim kinie
kiedy biorę cię w posiadanie nie masz odwrotu
jestem wtedy szamanem i wodzirejem
scenografem i reżyserem
u mnie możesz zagrać główną rolę
w mojej rekwizytorni mnóstwo kostiumów
szpargałów i bibelotów – bierz co ci się
żywnie podoba

mam wiele twarzy
bywam kamienny proroczy i zimowy
czasem melodramatyczny i ckliwy
a najczęściej niejednoznaczny - mieszam porządki
utrudniam jasność widzenia łamię szyk w zdaniach
i mylę tropy
próbuje się mnie objaśniać w sennikach
jednak symbolika moich kotów węży
pająków czy studni nie jest wcale taka
oczywista
bywam zadaniem z metafizyki mam wiele rozwiązań
dużo o mnie wiedzieli: Alicja z krainy czarów
Józef K i Salvadore Dali

nazywam się Sen
lubię przeglądać się w gwiazdach i twoich oczach
jestem bardzo rad kiedy mogę przynieść ulgę
jestem mostem pomiędzy
we mnie cała nadzieja dni moje są niepoliczone
ze snu powstałeś i w sen się obrócisz

 

 

 

Kamień

zadzwonił którejś nocy
i poprosił żeby przyszła
kiedy stanęła w drzwiach wiedziała
że zostanie z nim do końca

był jak dziecko
układał się do ręki kiedy
go myła a potem karmiła rosołem
z lanymi kluskami

nie lubił rozmawiać o śmierci
jak się ma osiemdziesiąt z hakiem
to śmierć bywa czasem najlepszym
lekarstwem na życie – mówił

za to opowiadał o drozdach
cudowronkach błękitnych
o jeżach i kotach dachowcach
świat też do nich należy - dodawał

o kamieniach jeszcze opowiadał
zwłaszcza o malachitowym co go trzymał
na komodzie pod starym zegarem
i o tym że kamienie nie kłamią
patrzą prosto w oczy jak psy
i sprowadzają dobry sen

chciał żeby na odchodne ten kamień
do kieszeni włożyć

i żeby na cmentarzu
tylko trąbka

 

 

 

Bliżej

wolę liczbę pojedynczą od mnogiej
dlatego bliżej mi do ciebie niż do gwarnej
ulicy w samo południe

długo pomieszkiwaliśmy w jednym wierszu
nic o sobie nie wiedząc
teraz przyglądamy się tym samym majowym
chrabąszczom synogarlicy za oknem
po drodze nam z prążkowanym dachowcem
udającym tygrysa

siadamy dzisiaj na tym samym stołku
ze zwichniętą nogą uciekamy od rondla
co stanął w ogniu i od drzewa powalonego
piorunem
podajemy rękę bezpańskiemu psu
patrzymy w oczy podobnym miłkom powojom
i zawilcom a w bezgwiezdną noc próbujemy
dodać otuchy temu samemu strachowi na wróble

bliżej mi do ciebie niż do humorzastego pana Boga
do którego przestałem wysyłać listy
kiedy się w końcu okazało że przestał
we mnie wierzyć

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.