ROMA JEGOR – Mieszka i pracuje w Mikołowie. Członek ZLP – Oddz. w Krakowie, oraz Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego w Katowicach. Laureatka konkursów poetyckich i autorka czterech tomików wierszy: Wieczór w kocim futrze, Bieleją księżyce paznokci, Salamandra i Tatuaż na jabłku. Wiersze publikowane były w czasopismach: „Śląsk”, „Migotania”, „SosnArt”, „Arkadia”, „Akant”, „Znaj”, „Lamelia”, „Hybryda”, „Literat Krakowski”, „LiryDram”, „sZAFa”, a także w antologiach pokonkursowych, oraz na internetowych stronach: Fragment, Polis2008, Poeci.pl, PoeciPolscy.pl, Śląska Strefa Gender, Parnas.pl, PKPzin, Poeci Po Godzinach, Modowo.pl, zlp-kraków-pl, Babiniec.pl. Również w audycjach poetyckich na antenie Radia Katowice.

Foto: Arek Łuszczyk

 
 
 

Ląd słony

Jak to możliwe że ktoś taki jak ty nie pisze prawdy
że nie pisze też kłamstwa
że nie pisze
Jak to możliwe że wszystkie słowa ugrzęzły
w kanale La Manche w delcie Mekongu Nilu
w mazurskich jeziorach i karwieńskich błotach
Jak opisać to milczenie które gliniane mury i piaskowe wieże
wznosi pomiędzy naszymi ciałami
Wysłałbyś piosenkę nutę tytuł fugi zaśpiew w którym organki
(bo przecież nie organy, nie płucoserca albo precjoza szyszynki)
- i dusza moja śpiewałaby rozstania we wszystkich portach
radosna uradowana jak trzcina z której robiliśmy smyczki gwizdki
i głosy perkoza
Jak to możliwe że żadnego słowa zza kulisy nieba
chociaż wiesz że od smutku wypadają mi włosy i zatykają tętnice
kruche niczym przesuszone struny harfy
niczym lewe strony ląd słony i kaldery
spochmurniałe od padłych ptaków naszych słów
tych pierwszych i tych ostatnio zmarłych

 

 

 

Nici

Kiedyś byliśmy młodzi dziś jesteśmy mądrzy
Już wiemy ja przegrywać i jak pięknie umrzeć
Wiemy co to jest strata zdrada albo zadra
zebra po której trzeba kroki czarno białe
Wiemy co z tą miłością i jak karmić kamień
jak się modlić pomstować pomścić
i przebaczyć
Jak dzieci rodzić piękne pięknie drzwi otworzyć
oczy zamknąć na chwilę kiedy w niej zbyt gorzko
Kiedyś byliśmy młodzi dziś jesteśmy mądrzy
W niczym to nie pomaga gdy się lamie krosno

 

 

 

O porze niemożliwej

Czasami trzeba uwierzyć
gdy nie masz pewności
zdać się na puls na wiatr na rzut cienia na ścianę
O porze niemożliwej lub nieprzejednanej
poszukać w sobie krzyża popołudnia
co jasno się zaczyna i kończy zwyczajnie

Czasami trzeba złagodnieć
cienkie zapałki słów osuszyć dać się uwieść
czyjejś zadartej skórce przy paznokciu
co sterczy jakby była szczytem Araratu
Zbudować na niej bajkę dla dziecka
jawę dla snu dekolt w łódkę

Miłość odczynić uczynić
zagonić w najdalsze kąciki ust
do molekuł do szpiku kości
dosączyć dołączyć do niego do siebie
do tego tłumu w nas z którego
rozbiega się wszechświat

 

 

 

Rybitwy
               Sting: „That's not the shape of my heart”

Znajomi oglądają foldery kupują bilety
czują już smak lata na języku drogi
Też mieliśmy ten plan: jakaś plaża wino w szklankach
Robinson z Robinsonką w pozycjach plemiennych
Jak można było nam nigdy nie dotrzeć do takich drobiazgów
Teraz zaułek zamułek dojście do ściany
i tylko książki szafki pełne przypraw
z bibułką uczuć i życiem jak zegar wypatroszony z kukułek
Chodzi teraz po ścianach i boli
wije się nitką rtęci w wąskiej szklanej rurce
Twój jęk okrąża już ziemię szósty raz
wyrywa włosy kruszy dusze
kamieniom każe spadać na wszystkie nasze jeziora
Gdzie indziej białe żagle złote ryby niebieskie migdały wody
Tam śpiewają ogniska BB Kingi Stingi
Tu rybitwy przylatują płakać
na nikomu nieznaną melodię

 

 

 

Rzeczy ładne

Trzeba było dziewięciu miesięcy
żeby się urodził
ten jasny atłas nieba
liczę drzewom różowe paluszki
kto by pomyślał – październik
i taka ładna transfuzja
kiedy wsiąka we mnie czerwień
liścia

 

 

 

Żona Lota

To mogła być silna kobieta
ale uczucia złamią każdego
Poprowadzą tym żlebem co zrzuca w przepaście
i patrzy jak bieleją piszczele słów wielkich
Trzeba być nieustraszoną
nie spojrzeć w dół w bok w prawo
i nie liczyć komór
zamków zatrzasków zacięć żyletek księżyców
otwartych złamań kłamań ściegów krzyżykowych
kordonków blizn bliznowców niczym śpiąca rafa
Trzeba być nieśmiertelną
przeżyć wszystkie śmierci
wstać rano włożyć stanik pończochy i szminkę
wbić sobie w głowę grzebień
co gordyjski węzeł myśli musi utrzymać
w ładzie i w ładowni
łodzi tej zgrabnej czaszki
ze światłem na wylot

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.