ANNA DOMINIAK – polonistka, poetka, recenzentka, związana ze środowiskiem literackim Gorzowa Wlkp. i Zielonej Góry. Teksty poetyckie i krytycznoliterackie publikuje na łamach pism: „Pegaz Lubuski”, „Pro Libris”, „Autograf”, „Gazeta Kulturalna” i „Migotania” oraz na portalu pisarze.pl. Zajmuje się także redakcją książek. Autorka arkuszy poetyckich Masala chai oraz W nim my. Jej wiersze weszły w skład antologii: Poeci Polscy 2016 (Warszawa 2016), „Za trawą wszechświat. Antologia 45. Warszawskiej Jesieni Poezji” (Warszawa 2016) oraz Wiersze bez dachu nad głową. Antologia 39. Międzynarodowego Listopada Poetyckiego (Poznań 2016). Stale współpracuje z pismami „Pegaz Lubuski” oraz „Gazeta Kulturalna”. Laureatka drugiego miejsca Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. T. Stirmera (Erotyk na Krechę). Mieszka i pracuje w Świebodzinie.
 

 
 
 

Wczoraj

Nie pozostało nic poza zapachem zatoki
gdzie piliśmy zimne piwo
w najzimniejszych dniach tamtego lata
do bólu palców utrwalałeś obrazy
naszego niepewnego domu
nocami dzieliłam sny z niewidzialnym tobą
i tylko poduszka przypominała
że miałeś kiedyś ciało
uparcie uczyłeś jak zapomnieć sztuki lewitacji
ziemia pełna ostów podpierała moje plecy
a twoje oczy zamarzały o świcie

 

 

 

Dzisiaj

Słyszę jak milczą umarłe ptaki
odkąd postanowiłeś nie istnieć
a przecież tyle zaułków
katedr i zatok wytyczonych na mapie
zakazanego czasu
czekało na nasze kroki

pozostało tylko wspomnienie
przykurzony kadr
senne miasteczko
szybki puls dojrzałego sierpnia
gdy biegłam
a domy zasklepiały się przede mną
i nikt nie pytał skąd jestem
dlaczego nie przestaję cię szukać

 

 

 

Madonna

To ja nią byłam
gdy święci opuścili ewangeliarze
młoda madonna wbiegłam na chodnik
to się stało jesienią
kolor mojej sukienki do dziś nieustalony

spotkałam cię w cieniu kościoła
gdzie jawnogrzesznice szukają ochłody

zaproszona do wnętrza pustelni
(tak pięknie wabiło słońce września)
nie przewidziałam dwunastu stacji
drogi którą napisałeś dla nas
żebym przeminęła ja i żebyś przeminął ty

i nie zauważyliśmy
kiedy przepłynęły nad nami trzy zimy
spłonęły nasze domy
zamieszkałeś w cieniu dwóch modrzewi

 

 

 

Nocą

Zgadywałeś moją nagość palcami
w poszukiwaniu blizn zataczałeś koła
wiodły do serca
po drodze odkryłeś nieczynne źródło
przemówiło dreszczem
rozpocząłeś podskórną erozję tamtej jesieni

wypłukiwanie trucizn

 

 

 

Zstąpienie

Pisaliśmy powieść na dwie ręce
powieść o jadowitym słońcu żółtych liściach
rozwarstwionej zieleni września
i niskich mgłach jesieni

nigdy więcej nie podchodź do mnie
bliżej niż na odległość słowa

nie znieczulaj zastrzykiem z pszenicy
wymyślę ci wszystko co zechcesz
falowanie pól niebieskie wody
kościoły na wyspach
nad ranem policzę uderzenia serca
wsłuchana w płacz rybitw
przypomnę morze
które szumiało sto lat wcześniej

 

 

 

Powracający

Czasami mu się śnią
(nie tylko Scylla i Charybda)
tańczące szczury

biegają po białych łąkach
za głosem zakwitających dziewcząt

w ich oczach kołyszą się tonące statki
na których on wsłuchany w kłamliwe nuty
wypatruje lądu
zapisuje imiona syren
woła je imionami bogiń
Itaką nazywa każde miejsce
gdzie witają go słodkim lotosem

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.