|

 

ALICJA ŁUKASIK – rocznik 93, autorka tomiku Przebudzenie. Nie ma odwagi, żeby nazwać się poetką, dramatopisarką i malarką, ale wszystkie te czynności wykonuje i sprawiają jej wielką przyjemność. Mieszka w Poznaniu.
 

 
 
 

Dzienniki Zenona Kałuży

Zenon Kałuża nie jest postacią fikcyjną – nawet na ostatniej stronie tomu znajdziemy jego biografię, skąd dowiadujemy się, że jest m.in. poetą, który zakończył Zawodową Szkołę Kroju i Szycia w Bolesławcu. Nie jest to więc człowiek z wysokich sfer – podobnie jak i poezja Wiśniewskiego nie jest wyrafinowana skomplikowana i całe jej piękno tkwi w prostocie. Zenon Kałuża dotąd nie publikował swoich książek, być może dlatego Radosław Wiśniewski chciał mu oddać coś w rodzaju hołdu i udzielić mu głosu we własnej poezji. Tam wspomina, że jego przodkowie nie należeli do rasy panów, więc ginęli na wojnie.

Nietypowy jest też sam blurb. Owszem, pojawia się nazwisko znanego nam Krzysztofa Śliwki, ale obok wypowiadają się – fryzjerka, kelnerka. To kolejny dowód na to, że ta poezja nie jest kierowana tylko do wyrafinowanego czytelnika, ale także do prostego człowieka. Tak rzeczywiście jest – Radosław Wiśniewski prozaizuje wiersze, łączy je z innym gatunkiem – dziennikiem. Zadaje pytanie: ile znaczy śmierć urzędasa, przeciętnego człowieka? Tyle co nic, skoro jego sprawa nie zostaje nagłośniona. Pospolita jest też ciekawość ludzka – dociekanie, ile kto z renty uzbierał.

Jaka jest opinia o samobójcy rzucającym się pod pociąg? Że ciul, szmata jebana, że na pewno pijany i jak chciał skończyć ze swoim życiem to mógł wskoczyć do rzeki, nie robiąc nikomu problemów (spóźniające się pociągi). Czyżby wyłaniała się stąd niewrażliwość społeczna?

Wiśniewski nie uwzniośla – związek dwojga ludzi jest swego rodzaju przepychanką. Jest mniej trwały niż umowa z wydawcą, związek z kotem czy gitarą. Bohater nie popiera tabliczek upamiętniających śmierć (np. Marka Edelmana) – są odczłowieczające i uprzedmiotawiające. Słowa nie oddadzą przeżyć ludzi. Tak jak nie jest w stanie ich oddać do końca poezja.

Prawda jest taka, że nie doceniamy tego, co mamy i czasem musimy się pocieszyć tym, że ktoś inny ma gorzej:

Ręka pomału
             wraca do sprawności. Ale to nic przy tym,
             co się człowiek napatrzy na sali rehabilitacyjnej

Smutne to, ale jakże prawdziwe i szczere – uzewnętrzniające prawdziwą naturę człowieka, nawet jeśli nie jesteśmy z niej dumni. Kraj to nieciekawy i jałowy – pisze Wiśniewski. To kolejny powód do kompleksów, to znowu uświadamia nam, że jesteśmy pospolici i żyjemy w przeciętnym kraju.

             Nie ma nic sensownego w kinach
             może tylko
             kłamstwa

Filmy nie mówią nam nic o życiu, są tylko przekłamaną fikcją. Nie dość, że kultura masowa nie ma nic ciekawego do zaoferowania, to jeszcze jest kłamliwa i obłudna.

             Jest praca w Porcie dla
             Tkaczy Szyn

Mimo sprozaizowania i prostoty, doszukać się tutaj można gry słownej, odwołującej się jednak do współczesnej kultury. Wbrew pozorom nie jest to więc tomik pisany tylko z myślą o prostym odbiorcy, nie orientującym się w kulturze. Choć i taki z lektury coś dla siebie może wynieść.

Obok dzienników pojawiają się też senniki Zenona Kałuży. I tu okazuje się, jak ważne są dla niego sny – mają funkcję proroczą lub stają się powodem do zmiany czegoś. Jednak sny mają też drugie oblicze – wracają w nich motywy głęboko zakorzenione w świadomości, niekoniecznie pozytywne.

Trzeba pochwalić Radosława Wiśniewskiego za odwagę – odwagę wypowiadania się w imieniu osoby żyjącej. Robi to sprawnie i wielce poprawnie. Wiersze czyta się szybko i chętnie – są proste, bezpośrednie, jednocześnie coś w nas pozostawiają. Tego właśnie oczekuje się od poezji.


Radosław Wiśniewski, Dzienniki Zenona Kałuży, Dom Literatury, Łódź 2017

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.