|

 

ALICJA ŁUKASIK – rocznik 93, autorka tomiku Przebudzenie. Nie ma odwagi, żeby nazwać się poetką, dramatopisarką i malarką, ale wszystkie te czynności wykonuje i sprawiają jej wielką przyjemność. Mieszka w Poznaniu.
 

 
 
 

Dar meneli
 

Rybicki ma plan mowy, który wytrąci retorykę z równowagi, by rzecz słowami samego poety. Gdyby ktoś za definicję poezji uznał tekst wyrównany do lewej i poszarpany z prawej strony, miałby problem z estetyką autora Daru meneli. Wersyfikacja – no właśnie. Ani klasycystyczna, ani Herbertowska, ani Różewiczowska. Po prostu Rybicka – słowa rozstrzelone po różnych częściach kartki, jakby autor nie chciał zmarnować tej prawej, wolnej przestrzeni, która zwykle pozostaje pusta. To jakby chcieć wprowadzić w poezję czystą anarchię. Jak to czytać? Poziomo? Pionowo? Nie ma na to recepty, bo i sam Robert Rybicki prywatnie jest antysystemowy i chodzi własnymi, niesystemowymi ścieżkami.

Poeta znikąd, a zarazem poeta zewsząd. Dotąd brak stałego miejsca zamieszkania, etatu, a wszędzie idzie go spotkać – Wrocław, Poznań, Kraków, Aleksander Kujawski.

Rozumiecie. Wpławń.
             Nicgarstek, w kleszcze, wydoby
             znikądem, na pohybel.
             Ludzkiemu rozu
             mowaniu

Na pohybel też i słowom. Bo słowotwórstwo ma swoje granice, które Rybicki z chęcią przekracza. Poezja jest w melodii zatraceny, w znaczeniu zmęczeny. To jakby próba wyjścia poza samo znaczenie. Liczy się melodia, rytm, niepoprawne słowotwórstwo, które przypomina po trosze Mirona Białoszewskiego. Podobnie jak Białoszewski słucha języka mówionego, nieoficjalnego i niekoniecznie poprawnego (poprawność, zasady i systemowość Rybickiego w ogóle nie interesują): kde (jako skrót od kurde). Na pohybel gramatyce: geometria być przeszłością. Autor Daru meneli walczy o to, aby słowo nie miało stałego znaczenia, aby było elastyczne, dawało się uformować wedle potrzeb jego użytkownika, aby dźwięczało i wybrzmiewało:

             snów
             snow
             słów,
             slow

Akademickie dysputy i interpretacje Rybickiego zasadniczo nie interesują, wręcz pluje na to, tak jak i pewnie pluć będzie na mój komentarz o jego książce. Rybicki pisze sobie, pisze dla siebie, pisze dla tych szarych ludków, których nie obchodzą akademickie dysputy. W tym sensie stąpa twardo po ziemi.

Wszystko, co ma bohater, wszystko, co ma Rybicki to plecak, z którym podróżuje z jednego miejsca do drugiego. Niektórzy mogliby nazwać go menelem – Rybicki sam ich uprzedza i z niekłamaną szczerością, a nawet dumą wspomina o tym w wierszu Hunting for Oswald Egger. Człowiek ze śmietnika – mówi, nie wstydząc się tego.

Rybicki jest oddalony od wszystkiego, co dla każdego człowieka byłoby symptomem bezpieczeństwa. Odrzuca stałe miejsce zamieszkania (więzienie), poprawny język (na rzecz słowotwórstwa, własnych fantazji) i tożsamość. Ma tu na myśli nie tyle tożsamość, co gombrowiczowskie gęby, które są mimowolnie do człowieka przyssane.

Rybicki wykorzystuje kilka języków. Jako anarchista nie ogranicza się wyłącznie do języka polskiego (nawet wymyka się tu klasyfikacjom jego tomiku jako części poezji polskiej). Bo jak tu nazwać sformułowania pochodzące z różnych języków, których łączy zaledwie rym i rytm? Tego właśnie Rybicki poszukuje w poezji – muzyki, muzykalności, tego, co zasłyszane, nieprzeczytane i przetworzone przez gros akademików.

Dookoła wyobraźni druty kolczaste

Wyobraźnia Rybickiego ma się dobrze, wychodzi poza schematy, nawet wtedy, gdy gdzieniegdzie przypomina Białoszewskiego. Natomiast poezję współczesną ocenia jako powielanie pomysłów, standardowych metafor czy sposobów myślenia. Poezja ma powstawać przez komunikację – nie przez samodzielne dłubanie w języku – nawołuje autor Daru meneli.

Miłosz dążył do formy bardziej pojemnej, Rybicki chce tę formę ograniczyć. Nie akceptuje „darów” XXI wieku – czaty są dla niego unikaniem rozmów „face to face”. Prawdziwości doszukuje się tam, gdzie nie dotarła elektronika – na jarmarkach, targowiskach. Żyjemy w zelektronizowanym świecie, który upada pod ciężarem informacji. Jak tu żyć? Jaką odpowiedź daje Robert Rybicki? Być daleko od tego, wrócić do analogii, do tego, co pierwotne – owych jarmarków i targów.

Dla anarchisty człowiek uzależniony od wypłaty, od pracy jest sprowadzony do parteru. To nie praca i nie płaca reprezentują człowieka, ale coś zupełnie innego. Wyobraźnia przekraczająca granicę? Język łamiący poprawność? Bycie poza systemem i bycie bezwstydnym znacznie ułatwia życie.

 O poezji zaangażowanej wyraża się jasno i negatywnie. Zauważa, że istnieje moda na zaangażowanie społeczne. On jest od niej daleki. Jest wolnym człowiekiem, który raz skręci w lewo, raz w prawo i nikt nie powinien go za to rozliczać. Jednym słowem – jest to poeta wolny.

 

Robert Rybicki, Dar Meneli,  Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.