|

 

ALICJA ŁUKASIK – rocznik 93, autorka tomiku Przebudzenie. Nie ma odwagi, żeby nazwać się poetką, dramatopisarką i malarką, ale wszystkie te czynności wykonuje i sprawiają jej wielką przyjemność. Mieszka w Poznaniu.
 

 
 
 

Gdzieniegdzie
 

Z serią Białe kruki, czarne owce lubimy się już od dłuższego czasu. Publikacje wydawane w jej ramach nie były nigdy mainstreamowe. To w sumie dobrze. Nie powielały utartych schematów, wyświechtanych tematów. Były uniwersalne.

Z przykrością stwierdzam, że tym razem pierwszy raz spotykam się jednak z czymś, co mnie rozczarowało. Niby dziennik, niby pamiętnik, niby notatnik trochę przypominający średniowieczne zapiski, w których znaleźć można wszystko – od przepisów kuchennych przez listy zakupów aż po fragmenty wybitnych dzieł czy tłumaczeń. Forma ambitna, wykonanie niekoniecznie.

Autor jest sfrustrowany – obrzędowością, która jest dla niego prymitywna, literaturą, która jest zbyt prosta czy wręcz prostacka. To narcystyczne pisanie (czy wręcz plwociny) o swojej (ambitnej, jakże wielkiej) i cudzej (jakże prymitywnej) poezji. To wywindowanie siebie na szczyty przy jednoczesnym „deptaniu” innych, włącznie z noblistami. To onanizowanie się własną erudycją i wyższością nad innymi (pisarzami, myślicielami czy ludźmi w ogóle).

Wszyscy znający historię wiedzą, że od tej nietzscheańskiej wizji nadczłowieka rozpętał się koszmar – tutaj koszmar może być na mniejszą, bo literacką skalę, ale jednak. Choć lubię ostry język krytyki literackiej, to jednak nie jestem zachwycona wykonaniem Meleckiego – pełen jest niepotrzebnej i niegrzecznej pogardy.

Może i jego poglądy na temat poezji są gdzieniegdzie zbieżne z moimi – wiersz starający się rozprzęgać język jest czymś na wagę złota, ale sposób przedstawienia, ubliżania innym (w tym choćby Franaszkowi czy Szymborskiej) wykraczają według mnie poza reguły przyzwoitości. Nie podoba mi się kreowanie Meleckiego na wielkiego znawcę (bez względu na jego wysoki poziom wiedzy) i jego sarkazm godny Doktora House'a. Wydaje mi się to nieszczere. Przypomina plwociny sfrustrowanego i zakompleksionego literata-myśliciela, który próbuje podbudować swoje stłamszone ego.

Na te literacko-egzystencjalne wymiociny nie mogę odpowiedzieć niczym innym jak tylko tym samym – choć bez zbędnego przeintelektualizowania.

Zdecydowanie bardziej wolę Meleckiego-poetę od Meleckiego-myśliciela.


Maciej Melecki, Gdzieniegdzie, Dom Literatury, Łódź 2017

 

 

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.