MIROSŁAW MROZEK – Rocznik 79. Poeta i prozaik. Laureat m.in.: V edycji Turnieju Poetyckiego „Orzech” im. J. Kozarzewskiego w Nysie (2010), 2 edycji Konkursu Literackiego imienia Henryka Berezy „Czytane w maszynopisie” za tom poetycki Horyzont zdarzeń (2014), za który był także nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej (2015). Mieszka w Czarnymstoku. Publikował w czasopismach: „Angora”, „Arterie”, „Dekoder”, „Dziennik Polski”, „eleWator”, „Migotania”; na stronach internetowych: „2 miesięcznik”, „Artelis”, „Dwutygodnik.com”, „Ex Fabula”, „Pisarze.pl”, „PKPzin”, „Proarte” „Szuflada.net” oraz w wydawnictwach pokonkursowych. Wydał tomy poetyckie: Horyzont zdarzeń (2014, wydanie 2: 2015), Odpowiedź retoryczna (FORMA 2016).

 
 

Przebłyski obłędu

Zacznijmy od tego, że celowo używam terminu „obłęd”, który jest wielce ogólny i nieprecyzyjny, brzmi górnolotnie, wręcz poetycko. Czynię tak, dlatego że nie chcę mówić o poszczególnych chorobach psychicznych typu schizofrenia, depresja, nerwice itd. i rozpatrywać konkretnych objawów je charakteryzujących, a przynajmniej nie trzymać się ściśle tego rozróżnienia. Pragnę przyjrzeć się tak nieuchwytnemu stanowi człowieka, który właściwie trudno sprecyzować i scharakteryzować za pomocą słów, który jednak nawet przypadkowy obserwator, niemający wiedzy specjalistycznej, jest w stanie dostrzec i instynktownie ocenić – tym stanem jest nieobliczalność i charakterystyczne zaburzenie w kontakcie z otoczeniem. Chciałbym omówić kilka interesujących przedstawień idei obłędu w literaturze. Konkretnie cztery. Wybór ich będzie całkowity subiektywny, tzn. mi wydają się one godne uwagi. Mam też do przedstawienia kilka uwag natury bardziej ogólnej i dotyczącej społecznego postrzegania osób chorych psychicznie.

Choruję na schizofrenię, być może chorobę schiozafektywną, diagnoza nie jest do końca pewna, mam w każdym razie za sobą dwa doświadczenia psychozy, „psychoza” jest właśnie terminem medycznym, będącym odpowiednikiem tego mglistego obłędu. Jest to stan charakteryzujący się halucynacjami, omamami, urojeniami, zerwaniem kontaktu z rzeczywistością, niekiedy utratą umiejętności logicznego rozumowania. Współczesna psychiatria posiada jednak narzędzia pozwalające wyjść z psychozy. I znakomita większość chorych wychodzi z niej dzięki farmakologii. Ci, którzy nie wychodzą z psychozy całkowicie, doznają znacznej poprawy pozwalającej w miarę normalnie funkcjonować. (Co ciekawe leki psychotropowe są niepodważalnie skuteczne, jednak mechanizm ich działania nie jest do końca jasny). Wracając znowu w sferę poezji – obłędu doświadcza się przelotnie, ale wariatem jest się, niestety, całe życie. Z tego powodu, że często leki trzeba przyjmować do końca życia, poza tym pozostaje się nadwrażliwym i bardzo podatnym na stres, który w każdej chwili może wywołać nawrót. Dlatego powrót do życia sprzed choroby (praca, działalność publiczna itd.) jest często niemożliwy.

Innym powodem jest piętno społeczne. W naszym kraju człowiek, który chociaż raz w życiu trafił do psychiatryka pozostaje wariatem już do końca życia. Trochę się to ostatnio zmieniło, jeśli chodzi o depresję, a to za sprawą tego, że wielu pisarzy dziennikarzy i innych osób publicznych cierpi na tę przypadłość i z racji wykonywanego przez siebie zawodu jest w stanie problem nagłośnić i odpowiednio przedstawić. Natomiast na słowo „schizofrenik” większości ludzi staje przed oczyma obraz wariata z siekierą. Nie jest to prawda, statystycznie ludzie chorzy na schizofrenię popełniają tyle samo albo mniej przestępstw, co zdrowi przedstawiciele społeczeństwa.

Jest też pewien paradoks. Niekiedy obłęd jest kojarzony z geniuszem. Jest to oczywiście mit, ale może jest w nim ziarnko prawdy. Wielu, naprawdę zadziwiająco wielu, pisarzy cierpiało i cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową. W fazie depresyjnej często nie są oni zdolni do normalnego funkcjonowania, natomiast w okresie mani mają zwiększone możliwości umysłowe i często właśnie w tym okresie piszą. Może więc te przebłyski geniuszu, są tak naprawdę przebłyskami obłędu, tyle że skierowanego na tor literatury.

A skoro już jesteśmy przy literaturze, pierwszym literacki obrazem obłędu będzie absolutna klasyka, czyli „Przemyślny szlachcic Do Kichot z Manczy”. Fabułę zna zapewne każdy, ograniczmy się więc do tego, że Don Kichot oddawał się przez długie lata lekturze wzniosłych romansów rycerskich, aż pewnej nocy uznał, że żyje w takim świecie, jaki one przedstawiają, sam zaś jest wielce szlachetnym rycerzem. Właściwie najśmieszniejsze i najsmutniejsze w całej książce jest to, że on naprawdę był szlachetnym rycerzem, tylko, że świat nie był wcale romansem rycerskim. Zatem wszystko, co napotykał w prawdziwym świecie interpretował błędnie, błędnie tłumaczył też sobie postępowanie ludzi. Na tym starciu budowany jest cały komizm i cały tragizm opowieści. Dla mnie jest to jednak opowieść głównie smutna, bo nieważne jak fałszywe, urojone, subiektywne byłyby pobudki tego bólu, ból ten - dla odczuwającego go jest prawdziwy. Taki jest właśnie los szaleńca, cierpi on podwójnie, raz z powodu swojego mylnego osądu rzeczywistości, drugi raz z powodu tego, że ludzie się z niego śmieją, właśnie przez to jak niedorzecznie sądzi on rzeczywistość. Szaleniec jest błaznem w królewskiej koronie.

Drugi obraz obłędu w literaturze, który wydaje mi się niezmiernie interesujący, pojawia się w „Braciach Karamazow” Dostojewskiego. Scena, w której diabeł nawiedza Iwana Karamazowa. Jest to właściwie wieszcze proroctwo Dostojewskiego pojawienia się freudowskiej psychoanalizy. Jaki zwykły i swojski jest ten diabeł, odwiedzający Iwana, a jednocześnie, jaki diaboliczny, bo posiada wszystkie cechy osobowości Iwana, których on się wstydzi, które starał się wyprzeć ze swojej świadomości. Ten diabeł jest właściwie krzywym zwierciadłem, w którym Iwan się przegląda, lustrem wyolbrzymiającym wszystkie negatywne cechy. I ten spór, jaki z sobą prowadzą, właściwie nie spór osób, ale argumentów i kontrargumentów, które żyją niejako niezależnie w czasoprzestrzeni świadomości bohatera. Konflikt wewnętrzny, kompleks. Samotna i heroiczna walka – ja przeciwko sobie. Ja, więcej wrogów mi nie trzeba.

I wreszcie „Obłęd” Jerzego Krzysztonia. Opis. Szczegółowy, liczący trzy kilkusetstronicowe tomy – opis rozwoju, później przebiegu, wreszcie wychodzenia z obłędu (psychozy). Świat, w którym nie ma przypadków, nic nie dzieje się tak sobie, wszyscy ludzie dybią na bohatera.Dlatego wszystko jest ważne i niczego nie można pominąć w tym opisie. Największe wrażenie na mnie zrobił epizod, w którym bohater przebywa w redakcji i na podstawie koloru ubrań rozpoznaje, kto ze współpracowników należy do jakiej frakcji – do tych, co go popierają czy do tych, którzy sprzysięgli się przeciwko niemu. Piekło szczegółu, piekło odnoszenia wszystkiego do siebie, piekło bycia ciągle atakowanym olbrzymim strumieniem bodźców i niemożności ich „przetrawienie i posegregowania” przez umysł.

Nie sposób nie wspomnieć też o „Schizofrenii” Kępińskiego. Książka autorstwa wybitnego polskiego psychiatry, ale nie podręcznik, bardziej esej filozoficzny. Kępiński zauważa, że obłęd, jak soczewka powiększająca, przybliża wszystkie problemy, które dręczą ludzkość od zarania: czym jest człowieczeństwo, co to znaczy być wolnym, na czym polega świadomość? Że człowiek obłąkany wszystkie wartości ustawia na przeciwnych biegunach, wciąż miota się między dobrem a złem, mądrością a głupotą, czernią i bielą, życiem i śmiercią. Że nie potrafi zająć się tym, co pomiędzy, przyziemnymi teraźniejszymi sprawami, które składają się na życie przeciętnego zjadacza chleba. I Kępiński zdaje się dochodzić do wniosku, że rola człowieka obłąkanego polega na tym, żeby właśnie przypominać, że nie samych chlebem człowiek żyje. I nie mówię tu o religii, chociaż związek religii z szaleństwem jest niepodważalny i mądrzejsi ode mnie może napiszą kiedyś o tym całe książki.

Na tym kończę moje krótkie i nieobiektywne przemyślenia, a kończę myślą, że w XXI-wiecznej literaturze nie znalazłem książek, w których pojawiłby się obraz obłędu, a które by mną wstrząsnęły czy chociażby zmusiły do zastanowienia, a trochę się tą tematyką interesuję – może coś umknęło mojej uwadze. Pojawiło się natomiast wiele biografii osób chorujących na schizofrenię, niektóre całkiem dobrze napisane, jest też bardzo wiele książek stricte naukowych, popularnonaukowych, traktujących o ludziach doświadczonych obłędem oraz poradników dla tych ludzi przeznaczonych.

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.