MIROSŁAW MROZEK – Rocznik 79. Poeta i prozaik. Laureat m.in.: V edycji Turnieju Poetyckiego „Orzech” im. J. Kozarzewskiego w Nysie (2010), 2 edycji Konkursu Literackiego imienia Henryka Berezy „Czytane w maszynopisie” za tom poetycki Horyzont zdarzeń (2014), za który był także nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej (2015). Mieszka w Czarnymstoku. Publikował w czasopismach: „Angora”, „Arterie”, „Dekoder”, „Dziennik Polski”, „eleWator”, „Migotania”; na stronach internetowych: „2 miesięcznik”, „Artelis”, „Dwutygodnik.com”, „Ex Fabula”, „Pisarze.pl”, „PKPzin”, „Proarte” „Szuflada.net” oraz w wydawnictwach pokonkursowych. Wydał tomy poetyckie: Horyzont zdarzeń (2014, wydanie 2: 2015), Odpowiedź retoryczna (FORMA 2016).

 
 

O mizantropie, który nie wiedział, że jest mizantropem

(Co mizantrop wie o ludziach i co ludzie wiedzą o mizantropach?)

Kiedy miałem naście lat, czytałem głównie dziewiętnastowiecznych powieściopisarzy. Dwóch z nich – Dostojewski i Conrad – odcisnęło ślad na mojej młodej wrażliwości literackiej. W tych powieściach często spotykało się słowo, które dzisiaj wymienia się rzadko – „mizantropia”. Przykładowo: „Z. był mizantropem i odludkiem”. Niektórzy z tych pisarzy darzyli owo słowo pewną sympatią, inni używali go, żeby – jak teraz sądzę – potępić tego Z. Co ciekawe, spotykałem steki razy na stronnicach powieści tego „mizantropa” i jakoś nigdy nie sprawdziłem znaczenia owego słowa w słowniku czy encyklopedii, a posiadałem przecież takowe w swojej biblioteczce. Nawet pisząc swoją ostatnią (niewydaną) powieść, opisywałem swoją niechęć do gatunku ludzkiego i nie byłem świadom, że jestem wręcz podręcznikowym przykładem mizantropa.

Co było tego przyczyną i o czym to świadczy? Jest kilka możliwości. Z kontekstu książki mniej więcej rozumiałem o co chodzi i nie chciałem sobie przerywać przyjemnej lektury. Podświadomie czegoś się obawiałem – jakiejś wiedzy o sobie samym. Czy może wreszcie o tym, że nie jestem dociekliwym czytelnikiem i nie szczegóły interesują mnie w literaturze a całościowa wizja. Ta trzecia możliwość wydaje mi się najbliższa prawdy. Potrafię na przykład czytać książki naukowe (nie popularnonaukowe, ale naukowe) z zakresu biologii i fizyki, i gdy trafiam na jakiś problem, który, jak podejrzewam, mógłbym zrozumieć, ale musiałbym na to poświęcić trochę czasu – zastanowić się, rozrysować to sobie, coś przeliczyć – pomijam to i idę dalej, bardziej ciekaw do czego to prowadzi, niż jak to działa. Później rozumiem całość, ale nie rozumiem części, które składają się na tę całość.

Jaka jest zatem ta całość – co ja wiem o świecie? Orientuję się w dziejach historii pisanej ludzkiej cywilizacji, oczywiście nie potrafię jednak podać dat panowania poszczególnych królów. Wiem mniej więcej jak powstały i rozwijały się najpopularniejsze doktryny religijne, domyślam się nawet jakie cechy właściwie gatunkowi homo sapiens doprowadziły do ich powstania. Co nieco wiem (nie za dużo – za późno zacząłem się tym interesować) o psychice człowieka, chyba jednak więcej niż przeciętny magister ekonomii, a jednocześnie zmanipulowanie kogokolwiek (nawet dziecka) przekracza moje możliwości, ba przeprowadzenie rozmowy z inteligentnym człowiekiem to dla mnie wyzwanie. Znam wszystkie przesłanki ewolucyjne, dostępne współczesnej antropologii, tego jak wygląda ludzka seksualność – i gdybym się umówił teraz na randkę, pewnie czerwieniłbym się jak nastolatek, a gdyby kobieta była obdarzona podobną mi naturą i sama nie wzięła „spraw” w swoje ręce, pewnie byłby to tylko nieprzyjemnie stracony czas i pieniądze wydane na marne. O fizyce teoretycznej wiem całkiem sporo, niestety fizyka teoretyczna wie niewiele. W literaturze orientuję się ponadprzeciętnie. Trochę znam się na rolnictwie, ekonomii, marketingu, polityce, filmie i muzyce.

Do czego jednak zmierzam? Ano do tego, że obraz ogólny współczesnego świata widzę całkiem wyraźnie, gubię się natomiast w szczegółach. I tu pojawia się analogia z mizantropią. Mizantrop patrzy na całość, na gatunek ludzki, jako ogół, i patrząc na ten gatunek przez pryzmat religii, polityki, wojen, mordów, konkwistadorów, inkwizycji, rasizmu, kolonializmu, globalizacji, faszyzmu, stalinizmu, tego jak jednostka zachowuje się w tłumie, itd., itd. – obraz ten przedstawia się strasznie. Jednak kiedy mizantrop patrzy na małe dziecko albo piękną kobietę, czyta utalentowanego pisarz albo słucha inteligentnego mówcy – w tych jednostkowych cudach gubi się niechęć do gatunku, jako całości. Mizantrop rozumie całość i dlatego jej nienawidzi, nie rozumie szczegółów, ale potrafi się nimi zachwycić.

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.