MIROSŁAW MROZEK – Rocznik 79. Poeta i prozaik. Laureat m.in.: V edycji Turnieju Poetyckiego „Orzech” im. J. Kozarzewskiego w Nysie (2010), 2 edycji Konkursu Literackiego imienia Henryka Berezy „Czytane w maszynopisie” za tom poetycki Horyzont zdarzeń (2014), za który był także nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej (2015). Mieszka w Czarnymstoku. Publikował w czasopismach: „Angora”, „Arterie”, „Dekoder”, „Dziennik Polski”, „eleWator”, „Migotania”; na stronach internetowych: „2 miesięcznik”, „Artelis”, „Dwutygodnik.com”, „Ex Fabula”, „Pisarze.pl”, „PKPzin”, „Proarte” „Szuflada.net” oraz w wydawnictwach pokonkursowych. Wydał tomy poetyckie: Horyzont zdarzeń (2014, wydanie 2: 2015), Odpowiedź retoryczna (FORMA 2016).

 
 

Logika emocji w wirtualnym świecie
 

Gdyby porzucić wszelkie emocje i popatrzeć na życie z perspektywy zdrowego rozsądku, można by dojść, paradoksalnie, do wniosku, że życie jest pozbawione wszelkiego sensu. Zróbmy taki eksperyment myślowy i odrzućmy wszelkie idee religijne, które mnie osobiście w ogóle nie przekonują, a żeby je zweryfikować obiektywnie nie mamy żadnych środków i możliwości – co nam pozostaje? Życie, jako akt wzrastania, konsumpcji i powielania swojego materiału genetycznego. Później powolna degeneracja związana ze zużyciem ciała i śmierć. A ten proces, zwany życiem, często już na początku obarczony jest kalectwem, później nieuchronnie czekają choroby, zdarzają się nieszczęśliwe wypadki, kryzysy psychiczne, uzależnienia, często egzystencja w nędzy albo poczuciu dojmującej porażki. Gdyby zrobić zestawienie przyjemnych i nieprzyjemnych chwil w życiu człowieka, obawiam się, że dla większości ludzkiej populacji bilans taki wykazałby stratę – więcej w życiu cierpieli niż mieli chwil, w których życie było dobre. Jednym słowem, z ekonomicznego punktu widzenia, żyć się po prostu nie opłaca.

Zostają wprawdzie potomni, ale ich czeka podobny los. Poza tym ci nasi potomni, zjawili się na tym świecie i są w stanie na nim egzystować właśnie dzięki emocjom. Kiedyś ich rodziców emocje właśnie skłoniły do aktu poczęcia, a później inne emocje sprawiły, że podjęli się oni wielkiego trudu wychowania swoich dzieci.

Naukowcy są zgodni, że emocje pojawiły się ewolucyjnie wcześniej niż myślenie właściwe ludziom. Używając języka informatyki, można by je nazwać prostymi programami, które regulują reakcję organizmu na dany czynni napotkany w środowisku, by zapewnić jego przetrwanie i rozmnażanie. Przykładowo strach ma zmusić zwierzę do ucieczki, kiedy napotka ono inne zwierzę, które może je zabić. Emocje pojawiły się wcześniej, ale nie są wcale podrzędne względem myślenia, jakie jest właściwe ludziom, zwłaszcza myślenia abstrakcyjnego. To emocje właśnie decydują, na co jest nakierowana nasza uwaga i o czym mamy myśleć. Są właściwie niczym kierownicy, którzy mieszkają w niższych warstwach mózgu i powierzają korze nowej zadania do szczegółowego opracowania.

Co więc tak naprawdę czyni nas ludźmi czy w ogóle istotami świadomymi – emocje czy myślenie?

W dwa tysiące trzynastym roku w kinach pojawił się film „Ona” w reżyserii i na podstawie scenariusza Spike’a Jonze’a. Jest to historia miłości pomiędzy pisarzem a wysoko rozwiniętym komputerowym system operacyjnym. Historia jest ładnie zarysowana i, gdyby nie sam nietypowy obiekt miłości głównego bohatera, mogłaby uchodzić za dobrze zrealizowany melodramat. Mnie interesuje jednak inny aspekt filmu, reżyser stawia tutaj już na samym początku tezę, że sztuczna inteligencja staje się naprawdę samoświadoma, że można ją traktować, jako byt i podmiot, nie wtedy, kiedy potrafi rozwiązywać różne problemy logiczne, ale wtedy, gdy czuje. Idąc tokiem tego rozumowania, zwykły pies będzie istotą nieskończenie wyższą od najbardziej skomplikowanego komputera, który być może samodzielnie rozwiąże zagadki mechaniki kwantowej – bo ten pies czuje, że jest. Samoświadomość jest wiec nierozłącznie związana z czuciem i ma może więcej wspólnego z emocjami niż z samym myśleniem.

Tutaj pojawia się kolejna kwestia – w naszym zinformatyzowanym świecie, coraz częściej nie tylko utrzymujemy tzw. wirtualne znajomości z innymi ludźmi, ale także często nasze smartfony i laptopy a nawet zainstalowane na nich aplikacje traktujemy, jako żywe byty. Taka jest nasza konstrukcja psychiczna, nasz praszczur kontaktował się tylko z istotami żywymi i czującymi, tak też musiał je traktować. Z drugiej strony, obcowanie z wysokorozwiniętą technologią informatyczną sprawiło, że żywych, czujących ludzi coraz częściej mylimy z bytami wirtualnymi, gdzie w dowolnej chwili można zmienić okienko, zrealizować inny scenariusz albo po prostu zamknąć aplikację. Tak to niestety nie działa i jest powodem naszych problemów.

Całe nieszczęście moim zdaniem wynika z tego, że emocje powstały w odległym czasowo i całkowicie odmiennym świecie, od którego nasza obecna rzeczywistość różni się diametralnie. Musimy więc za pomocą rozumu przyjść im z pomocą, pamiętając przy tym, że stanowią one o istocie naszego człowieczeństwa. To one każdego dnia sprawiają, że mamy jakieś cele w życiu, mamy siły (albo nie), by rano wstać i iść po to coś nieuchwytnego, co nie miałoby żadnego znaczenia, gdyby nie było naznaczone piętnem naszych uczuć.

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.