|

 

WIOLETTA LEŚKÓW-CYRULIK Przez rok publikująca na łamach „sZAFy” pod pseudonimem Wiola Maj. Absolwentka filologii polskiej oraz bibliotekoznawstwa i informacji naukowej na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Od osiemnastu lat polonistka, instruktorka teatrów dziecięcych, koordynatorka kampanii Cała Polska czyta dzieciom, redaktorka. Mama trójki dzieci i wielbicielka prozy Jarosława Iwaszkiewicza, a także miłośniczka niespiesznego i uważnego spoglądania na życie. Autorka bloga My Slow Nice Life. W lutym 2016 r. nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazała się jej powieść Sezon zamkniętych serc.
Foto: Edyta Kurłowicz

 
 
 

Filozofia kubka z kawą
 

Kubek z kawą. Grzeje obejmowany dłońmi. Nie naparstek espresso na stojaka przy barze i w biegu. Nie lura w tekturze z sieciówki, połykana „trendy” na mieście - też w biegu. Kubek z kawą. A jeszcze lepiej ogromna filiżanka na spodku, żebym słyszała dźwięk przy odstawianiu.

Wymaga dłuższej chwili. Kanapy, fotela, stołu. I zatrzymania. Wcześniej pomyślenia. Że konieczna, że przydałaby się, że trzeba by. Zatem czajnik, wrzątek, słoik z kawą, mleko. Względnie ekspres, kawiarka, kuchenka. Rano na orzeźwienie i popitkę do śniadania, które dzięki niej na krześle, przy stole, a nie na stojąco, prawie w drzwiach. Choć przede wszystkim jako alibi dla bezwzględnego przeznaczenia sobie kwadransa do pół godziny z rodziną lub gazetą. Dobre, irracjonalnie powolne rozpoczynanie dnia. Który potem już najczęściej w ostrym sprincie. Jednak z nadzieją, bo...

Poobiednie popołudnie po pracy. Druga wielka kawa w ogromnej białej filiżance. Książka. Tygodnik. Myśli. Ja. Pół godziny. Albo cała. Latem leżak na tarasie, przed oczami ściana lasu. Niebo. Połowa dnia. Nowa energia. Z odpoczynku, z oddechu. Z chwili dobroci dla siebie. Światełko w tunelu. Obowiązków, rzeczy, spraw. Złości albo radości. To dlatego nie znoszę picia kawy w pracy, a samotne delektowanie przedkładam nad chodzenie na kawę do kogoś. Bo to nie tylko dawka kofeiny, nie tylko smak. Kubek grzeje dłonie, gazeta na kolanach, w treści lektury odpływam. Dobrze. Czy to jest slow life, dolce vita, hygge? Ja nie wiem. Ja to sobie daję. Są korzyści. Wyrównuje się oddech, stygną emocje, łapię dystans. I ta radość, że biorę to, co najważniejsze. Najważniejsze, bo dzięki temu wytchnieniu umiem lepiej spojrzeć na całą resztę. Z korzyścią dla reszty. Zwykły fizyczny odpoczynek też nie do przecenienia.

Ktoś kiedyś w blogosferze orzekł, że slow life to nie jest celebrowanie ciepłego życia i kubka z kawą. Doprawdy? Przejrzałam wszystkie zdjęcia kubków z kawą na moim blogu. Przypomniałam sobie okoliczności ich zrobienia, tamte dni. Ważne momenty, gdy udało się owe chwile wziąć dla siebie. Celebrować odpoczynek, życie. Dobry sposób rozpoczęcia własnej drogi spokojnej. Bez względu na liczbę spraw, godzin pracy, dzieci. Nie wyeliminujesz niezbędnych punktów z kalendarza. Może jednak pauza plus kawa dwa razy po pół godziny w ciągu dnia pozwolą na spokojniejszy do nich stosunek. Na stan umysłu, który nie jest taki łatwy do osiągnięcia, chociaż środki mogą być bardzo proste.

Kubek z kawą. Kanapa. Gazeta. Książka. Leżak. Deszcz za oknem albo błękit nad głową. Szum liści wrześniowych. Mgła o poranku. Chwile. Kiedy to zaczyna się udawać, niezauważalnie zmienia się i do całej reszty stosunek.

Filozofia kubka z kawą.

Przestawienie myślenia o codzienności, zmiana jej odczuwania.

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.