|

 

WIOLETTA LEŚKÓW-CYRULIK Przez rok publikująca na łamach „sZAFy” pod pseudonimem Wiola Maj. Absolwentka filologii polskiej oraz bibliotekoznawstwa i informacji naukowej na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Od osiemnastu lat polonistka, instruktorka teatrów dziecięcych, koordynatorka kampanii Cała Polska czyta dzieciom, redaktorka. Mama trójki dzieci i wielbicielka prozy Jarosława Iwaszkiewicza, a także miłośniczka niespiesznego i uważnego spoglądania na życie. Autorka bloga My Slow Nice Life. W lutym 2016 r. nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazała się jej powieść Sezon zamkniętych serc.
Foto: Edyta Kurłowicz

 
 
 

Z wyspy
 

Bywam niema poza tym, co zdołam napisać.
Poza analitycznym bełkotem, usiłującym dotrzeć do tak zwanego sedna, którego i tak wyrazić nie sposób.
Być może istnieją jakieś racje poutykane tu i tam w nadekspresyjnych blogowych postach.
Rozwodnione albo wypaczone w nieudolnych próbach precyzyjnego wyrażenia.
Obudowane warunkami, zastrzeżeniami.
Słowotokiem.

Kiedy pytają o sedno, jestem niema.

Chłód i strach?
Trafiające w sedno spostrzeżenie.
Dystans.
Irracjonalna i natrętna potrzeba akceptacji.
Można tak kochać?

Chyba powoli wracam do siebie.
Bo przez dwadzieścia lat krok za krokiem uparcie od siebie odchodziłam. Luksus uświadomienia. Tanita. On. Cisza? Płaskie buty i dżinsy. To na pewno.

Nie dość dobrze przemyślane posunięcie. Raczej nie do udźwignięcia dla kogoś, kto na kilka lat zniknął, na następnych kilka wychynął, ale tylko trochę, bez nazwiska, bez twarzy. Z tożsamością dość rozmytą, by mylić i nie pozwolić się określić na podstawie nielicznych prześwitów pomiędzy wpisami, wierszami i telefonowymi "fotografiami".
Osoba nudna i przewidywalna aż do bólu. Mówiąca ciągle o tym samym. Czasami natrętna jak mucha.

Postać papierowa, jednowymiarowa, mało dynamiczna, kilka razy w roku mało skutecznie usiłująca wziąć się w garść, tylko że garść coraz bardziej dziurawa i słaba, nikogo już nie potrafi utrzymać. Zawsze w końcu otwiera się i wypuszcza.

Slow life. Jazda na haju poporodowych endorfin zdolnych zagłuszyć wszystko, co było. Bez happy endu. Co cię nie zabije, to cię nie wzmocni, tylko trwale przygnie ku ziemi. Każdy haj ma swój koniec.

Kadrowanie. Wycinanie coraz mniejszych fragmentów całości powoduje konieczność powiększania wycinków i za bardzo widać piksele. Zawsze były widoczne, ale nie wstaję już z radością o czwartej trzydzieści, tylko udaję, że śpię do południa.

Trzeba więcej milczeć, kiedy wypowiadane słowa wracają jak uderzenie w policzek.
Nie mów tego. Nie mów. Tego też nie. I tego, i tego. Niczego. Izolacja nie służy bliskości. Służy spokojowi. Nic nie wraca źle zrozumiane i przeinaczone.

Czy ty piszesz wiersze.
Nie. Bo tak to wygląda. To tylko pojedyncze zdania. Osobno. W nerwach. Dobitnie. Wypowiedziane.

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.