MAGDA HARMON kolekcjonuje to, co ułomne i nikomu niepotrzebne. Jej specjalnością jest zgłębianie teorii wyssanych z palca i podróżowanie po krętych odnogach świadomości. Urodzona i duchowo ukształtowana na Dolnym Śląsku. Skończyła niemcoznawstwo na Uniwersytecie Wrocławskim oraz psychologię na University of East London. Pracuje z bezdomnymi, cierpi na nerwicę i coś tam pisze.

 
 

Kokony
 

Aby przetrwać wśród ludzi, należy sobie wytworzyć kokony. Makijaż, biustonosz, perfumy, ale też dobór słownictwa, określoną mowę ciała, zestaw reguł zachowania, wśród których znajdzie się umiejętność stawiania granic i energetycznej zapory. Zwłaszcza w świecie choroby psychicznej i wszelkiego rodzaju niedomagań emocjonalnych takie zapory ratują człowiekowi życie. Również temu po drugiej stronie. Niekoniecznie będącemu psychopatą - po prostu nie gotowemu jeszcze na spotkanie z drugim człowiekiem. Przestraszonego siebie samego.

Wszyscy jesteśmy chorzy, tylko nie wszyscy jesteśmy tego świadomi. Albo inaczej: wszyscy jesteśmy zdrowi, tylko nie wszyscy jesteśmy tego świadomi. Jeden pies. Albo raczej wilk. Nastały bowiem czasy, kiedy jesteśmy wobec siebie wilkiem (biblijnym wilkiem, nie takim z Puszczy Białowieskiej). Nie lubimy siebie, boimy się siebie i prowadzimy nędzne życie, więc każemy siebie poprzez nienawiść do bliźniego. Czyż nie jest to najgorsza kara? W dodatku w obecnych czasach mamy na to przyzwolenie większości, również tej sprawującej władzę. Tym samym skazujemy się na izolację i wewnętrzną pustkę. Szukamy więc „nauczycieli" i wsparcia w jakiejś doktrynie.

Dawno, dawno temu, w jedenastym stuleciu rządził w Anglii król Henryk II zwany Rufusem. Według współczesnych mu kronikarzy był przysadzisty, miał poczerniałe zęby, brzydką cerę oraz skłonności do hulaszczego trybu życia.  W dodatku nie posiadał dobrych manier, nie interesowały go praktyki religijne, nie ufał Kościołowi i, co najgorsze, miał skłonności do sodomii oraz oddawania się lekturze podejrzanych ksiąg. Jednym słowem, Henryk Rufus żył tak, jak chciał. Trudno się dziwić, że nie był lubiany i że zginął w tajemniczych okolicznościach, a kronikarze nie pozostawili na nim suchej nitki. Cóż… Nie był on synem swojej epoki. Wbrew kronikarzom Henryk Rufus pozostawił jednak po sobie sobie coś, co przetrwało niemal całe millennium, a mianowicie Westminster Hall - jeden z cudów i zagadek architektonicznych zachodniej cywilizacji. Co pozostawią po sobie synowie ery nienawiści z początku dwudziestego pierwszego wieku? Czy dorównają Hitlerowi? Kronikarze są podzieleni, a oponenci synów epoki nazywani są lewackim ścierwem, żydowskim pomiotem i zdrajcami ojczyzmy. Tak więc kokony pozwalają nam przetrwać. Ja na przykład używam dwóch różnych kokonów: na dzień powszedni i na weekend. Henryk Rufus wybudował sobie Westminster Hall, inni stają się przezroczyści. Jeszcze inni używają skomplikowanych skryptów albo alkoholu i leków uspokajających. Są też tacy, którzy oblekają się w dres z orłem na piersi, w biały kaptur, w sutannę lub w balaklawę. Ci ostatni też coś tam w sobie chronią. Bywa, że w imię tego czegoś oplują, zgwałcą, zabiją. Taka ich droga. Taka walka z sobą. Takie samozniszczenie.

W naturze również występują szkodniki. I kokony, aby ochronić to, co słabe i delikatne. Szkodniki, kokony, sarny i topole są częscią ekosystemu. Natura, jak ludzie, jest nieobliczalna i okrutna, dobra i piękna. I wszystko w niej przemija i rozpada się. Nawet woda, kamień i planety. I wszystkie kroniki świata, święte księgi i monumenty.

Tymczasem w piątek ktoś na ulicy wyzwał mnie od kurew. Bo za wolno przeszłam przez ulicę. Co za skurwiel, pomyślałam. I poszłam dalej. Chronił mnie już kokon weekendu. Gdzie nie ma perfum i biustonoszy, światem zaś rządzą kanapa i książki.
 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.