|

 

MAŁGORZATA POŁUDNIAK – redaktorka „sZAFy”, felietonistka „eleWatora”. Autorka tomików: Czekając na Malinę (2012), Liczby nieparzyste (2014), Mullaghmore (2016).

Blog autorski: Pierwszy Milion Nocy

 

 

MIREK ANTONIEWICZ – rocznik 1954. Malarz. Studiował, mieszka i pracuje we Wrocławiu. Redaktor kwartalnika literacko-artystycznego „sZAFa”. Ponad 50 wystaw indywidualnych w Polsce, Włoszech, Niemczech, Szwecji, Danii i w innych krajach. Jest członkiem Immagine&Poesia międzynarodowego ruchu artystyczno-literackiego w Turynie oraz Związku Polskich Artystów Plastyków. Reprezentowany przez Galerię M Odwach we Wrocławiu i PiscinaComunale w Mediolanie.

Foto: Eva Buczma
 

 
 

 

Chłopiec i nosorożec


Małgorzata Południak – Czy masz w swojej kolekcji obrazy, które wspominasz jakoś szczególnie albo wiążą się z nimi anegdoty?

Mirek Antoniewicz – Tak, mam taki obraz wspomnienie, Tadeusz Wroński namalował mój portret.
Był rok 1996. Leniwe, jesienne, popołudnie. Odwiedziłem Tadeusza w pracowni na poddaszu. Siadaj, zrobimy twój portret. Szybko! Ustawił mały blejtram na sztalugi, poprawił okulary na nosie, trzymając cały czas papieros w dłoni. Paletę zawsze miał gotową. Małe pędzle, bo gdzie mi się spieszy? Malował szybko, zdecydowanie. Rozmawialiśmy lekko, o niczym. Wiesz, zrobię cię ze skrzydłami, będziesz rycerzem. Sesja trwała krótko. Powstał nieduży szkic do portretu. Tadeusz w latach 1996 – 1997 namalował kilkadziesiąt portretów osób ze swojego najbliższego otoczenia, planował zrobić wystawę Portrety znajomych. Nie doczekał wernisażu. Zmarł 18 kwietnia 1998 roku po krótkiej chorobie. Wkrótce w jednej z wrocławskich galerii miało miejsce otwarcie wystawy: Tadeusz Wroński. Portrety. Pokazowi towarzyszył mały katalog zawierający reprodukcje i spis 54 wystawionych prac. Wolą Artysty było, by obrazy stały się własnością osób portretowanych.


Tadeusz Wroński, Mirek Anotoniewicz

W Twoich obrazach najczęściej pojawia się chłopiec lub chłopcy. Używasz go w odniesieniu do siebie? Czy wiąże się z chłopcami szczególna historia?

Chłopiec w obrazach.


porozumienie

To moje zdjęcie wykonane w 1959 roku na wrocławskim Rynku. Jestem bezpośrednią inspiracją cyklu obrazów, który maluję od kilku lat. Mieszkałem w pobliżu Rynku, lubiłem karmić gołębie i tak też zostałem uwieczniony. Pierwszy namalowany obraz przedstawiał chłopca stojącego na symbolicznej linii miłości i śmierci. Postać stoi na bruku, karmi gołębie. Ma twarz owiniętą niebieską wstążką, strzępek trzyma również w dłoni. Z prawej strony obrazu igra miłośnie para ptaków, z lewej leży martwy gołąb. W obrazie tym nawiązuję również do filmu, który zrobił na mnie ogromne wrażenie we wczesnej młodości. Mówię o Szalonym Piotrusiu /1965/ Jean-Luc Godarda, z Jeanem Paulem Belmondo w roli głównej. Przechowałem w pamięci postać bohatera filmu, malującego twarz na niebiesko w finale. Postać chłopca pełni w moich obrazach rolę przewodnika, prowadzi przez wspomnienia, wydarzenia z życia, fascynacje, inspiracje. Ukazuje w różny sposób zdobywanie życiowych doświadczeń, aż po dialogi ze współczesnością. Rozmowy te bywają niekiedy przewrotne. Są w nich ukryte dialogi z dawnymi mistrzami – Albrecht Durer, Diego Velazquez czy Francisco Goya, ale również ze współczesnymi twórcami jak Tadeusz Kantor czy Damien Hirst. Postać chłopca była inspiracją kilku wystaw malarstwa, książki artystycznej i krótkiego filmu.


na linii życia                                                                               szalony Piotruś

Czyli w jakimś sensie obrazy z chłopcem są początkiem najróżniejszych wypraw? Wyjściem z milczenia, tak mogę to określić? Pytam, bo wydaje mi się, że jesteś człowiekiem zamkniętym w sobię, nie wiem, czy mogę użyć określenia introwertycznym, ale właśnie taka myśl mi się nasuwa po wielu naszych rozmowach.

Malarstwo wydaje się być trwającą całe życie wyprawą. Pozwala ciągle być w drodze, daje możliwość skoncentrowania się na pięknie życia. Jest też sposobem komunikowania się malarza z otoczeniem. Gdyby jednak zapytał mnie ktoś – czym jest bycie malarzem? Odpowiedziałbym, że samotnością. Stąd może pojawiające się podejrzenie o introwertyzm. Jednak ukończone obrazy żyją własnym, niezależnym życiem. Niosą malarza innym osobom i tworzą swoje historie. Jan Lebenstein wielokrotnie podkreślał, że nie maluję obrazów nad kanapę, tymczasem rzeczywistość pokazuje, że tam właśnie znajduje się wiele jego dzieł. Posłużę się dwoma anegdotami, by opisać przypadki spotykające moje obrazy. Byłem zaproszony na domowy obiad do osoby kolekcjonującej moje obrazy. Ciekawa była ta możliwość zobaczenia kilkunastu moich prac w innych wnętrzach, w innej kulturze. W jadalni odkryłem dwie maleńkie martwe natury, namalowane przeze mnie bardzo dawno temu. Dodatkowo nie wiedziałem do kogo trafiły. I tutaj usłyszałem ciekawą historię. Gospodarz opowiedział, że dzięki tym obrazkom napływa do niego szczęśliwe wspomnienie odległego dzieciństwa, gdy siedział w kuchni, a jego matka robiła na zimę konfitury. Nigdy bym czegoś takiego nie wymyślił.

Druga historia wydarzyła się po wielkiej powodzi we Wrocławiu /1997/. W Galerii M na ulicy Jatki spotkałem młodą osobę, która akurat kupowała mój mały obrazek. Raczej unikam kontaktu z nabywcami moich prac, ale… Oto co usłyszałem: W powodzi straciłam wszystko. Całe wyposażenie mieszkania uległo zniszczeniu. Postanowiłam budowanie nowego zacząć od kupna tego małego obrazka. Jest ciepły i optymistyczny. Wierzę, że doda mi sił.
Miałem wówczas ochotę podarować większa pracę, ale pomyślałem, że tak postępując, chyba jednak bym coś zepsuł...

Niezwykłe opowieści. Jednak w czasie wernisaży spotykasz się z potencjalnymi nabywcami obrazów? Zawsze zastanawiałam się, czy takie sytuacje bardziej otwierają ciebie jako artystę, czy zamykają? Czy niepokój, który wtedy się pojawia, jest wystaraczającym bodźcem do malowania, a może nic takiego nie ma miejsca?

Wernisaż, prezentacja, święto, podsumowanie etapu pracy, spotkanie. 

Adolph Gottlieb napisał, że różne czasy wymagają różnych obrazów. Wystawy są ważne z tego względu, że zawsze zamykają etap pracy. Pełnią rolę wydarzenia przenoszącego to, co wewnętrzne, na zewnątrz, a zarazem podsumowują pewien okres twórczości. Prezentowane obrazy zawsze oddają aktualny stan ducha twórcy. Malujemy to, co znajdujemy w sobie. Malarzem nie przestaje się być. Obecnie mam pracownię w mieszkaniu, więc zawsze jestem w warsztacie. Obrazy stoją wszędzie, czekają. Chcę przez to powiedzieć, że nie ma odpoczynku od bycia malarzem. A dodatkowo zamieszkiwanie w miejscu, gdzie się pracuje, potęguje stan ciągłego napięcia. Niekiedy przebudzenie się w nocy rodzi potrzebę spojrzenia na malowany obraz, co w konsekwencji niesie godziny bezsennych rozmyślań. Wielką zaletą wystaw jest fakt, że można w zorganizowanej przestrzeni zobaczyć swoje prace. Wyjątkowe jest również doświadczenie swoich prac w nowych wzajemnych relacjach. Nie mam żadnego specjalnego stosunku do faktu wernisażu. Cieszy mnie możliwość zaprezentowania najnowszych prac, cieszy spotkanie z wernisażowymi gośćmi i wspólne świętowanie wydarzenia. W ostatnich latach odbyło się też wiele wernisaży moich obrazów, w których nie brałem udziału.

Niektórzy malarze nie potrafią opowiadać o własnych obrazach. Introwertyzm jakby dawał im legitymację do milczenia. Mam wrażenie, że gdyby się otworzyli, wszystko rozpadłoby się na małe fragmenty, a wypowiedź nie byłaby zbytnio przekonująca. Czy zdarza ci się czytać źle sformułowane wypowiedzi na temat wystaw, cykli obrazów i jako odbiorca sztuki nie zgadzasz się z komentującym?

Osobiście nie czuję się introwertykiem, powiedziałbym raczej, że interesuje mnie działanie teleologiczne. Nie rozmieniać się, trzymać swój kurs, bo w malarstwie najważniejsze jest malowanie.
Malarze piszący, pewnie i tacy byli. W Polsce dobrym malarzem i ciekawie piszącym był Józef Czapski. Dużo i dobrze pisał o sztuce Tadeusz Kantor. Ale... Przypomniała mi się wizyta u wspomnianego wcześniej Tadeusza Wrońskiego. Kiedyś w czasie ciekawej rozmowy, Tadeusz przyniósł z sąsiedniego pokoju szkolny blok rysunkowy, powiedział Pokażę ci coś. W środku przechowywał różne kawałki przypadkowego papieru, odzyskanego z torebek po cukrze i opakowań, pogniecione i szare. Na tych biednych kartkach były rysunki różnych bosych stóp, zmęczonych, zawiniętych w onuce, poobcieranych. To mój oddział, nie mogłem przecież rysować twarzy. Tadeusz w czasie wojny był żołnierzem Armii Krajowej. Niełatwo jest słowami zrównoważyć takie przeżycie.

Wypowiedzi o sztuce to nie jest taka prosta sprawa. Jestem przekonany, że powstaje każdego dnia mnóstwo tekstów, ale nie czuję się ekspertem w tej dziedzinie. Są artyści, którzy lubią mieć dużo napisane o sobie, mają przesadnie rozbudowane biografie, wyszczególnione wszystkie drobiazgi itd., co na co dzień jest bardziej ciężarem niż ciekawą informacją. Jestem zwolennikiem krótkich, merytorycznych wypowiedzi, których celem jest pokazanie motywu, drogi myślenia, przybliżenie odbiorcy tematu i przede wszystkim unikanie banału i stawiania ocen. Dobrze jest, gdy tekst wspiera dzieło i pomaga nam zbudować własne zdanie. Ale oczywiście są krytycy, którzy pisząc o sztuce, przesadnie koncentrują się na sobie. Popisują się, zamiast pisać. Myślę, że warto mieć zawsze dystans zarówno do obrazów jak i do tekstów. Byli jednak i tacy, którzy swoimi tekstami przeszli do historii sztuki jak choćby David Sylwester, który znakomicie pisał o takich malarzach jak Francis Bacon czy Jasper Johns.

Zatem wróćmy do malowania. Droga twórcza, obecność ludzi, inspiracje. Co lub kto najsilniej pobudza cię do malowania i w jakiej metodzie czujesz się najlepiej. Czym lubisz dzielić się z innymi i co jest dla ciebie paliwem?

W mojej świadomości malarstwo jest procesem, którego mam wielkie szczęście być uczestnikiem. Wspaniała jest świadomość konstatowania, że jest się małą chwilką wielkiego procesu. Podobnie jak tysiące lat temu ważne są: pigmenty, spoiwo i podłoże. Niezbędna jest myśl, wiedza i umiejętności. W tym zakresie nie tak wiele się zmieniło. Malarstwo wydaje mi się ciągłym poszukiwaniem, badaniem uniwersalnego języka, jakim jest obraz. Zarazem jest poszukiwaniem własnego języka, osobistego sposobu obrazowania, nadawania znaczeń, tworzenia.

A droga twórcza? Zawsze chciałem malować. Po prostu zawsze. I tak pozostało. Potrzeba malowania pozwalała przezwyciężać trudności. W młodości na moją wyobraźnię oddziaływali surrealiści, filozofia egzystencjalna. W Polsce bardzo bliski był mi Stanisław Ignacy Witkiewicz, jego uniwersalizm działania i postawa twórcza. Nigdy nie ulegałem bezpośrednim wpływom. Zawsze starałem się zachować refleksję i szerokość spojrzenia. Niezależność myślenia i własny osąd – to są moje wartości. 


Kiedy oglądam twoje obrazy, mam wrażenie, że chowasz się w nich za detalami. Wspomniałeś o języku. Czy to nie jest tak, że malarstwo jest również formą obrony? Podsyłasz mi czasami książki i zastanawiam się, wracając do paliwa, czy literatura przydaje się w chwilach, kiedy komponujesz obrazy? Bywa inspiracją?

Jak powiedziałem wcześniej – cenię tradycję w malarstwie, stąd może i przywiązanie do detalu, może bardziej potrzeba nadania ważności każdemu fragmentowi obrazu? Budowanie koloru w klasycznej technologii malarskiej jest bardzo długotrwałe. Nakładanie kolejnych warstw farby wymaga tzw. międzyczasów, okresów, kiedy farba utwardzi się przed nałożeniem kolejnych warstw. Powoduje to konieczność podejmowania pracy nad kilkoma obrazami równocześnie, które powoli dojrzewają, stając się bliższe zamierzeniom. W procesie malowania ważny jest również moment współpracy z obrazem na jego poszczególnych etapach. Dzisiaj ważniejsze wydaje się bycie artystą, niż wiedza, warsztat i umiejętności malarskie. Nie mówię o tym z żalem, raczej konstatuję. Sam jestem osadzony w klasycznym sposobie malowania, ale podziwiam performance Mariny Abramović, które tworzy sama jej obecność.

Wydaje mi się, że malując, tworzy się to, co chciałoby się zobaczyć. Czy jest to forma obrony? Nie odgradzam się od świata tym, co robię. Raczej myślę, że próbuję nawiązać kontakt. Na przestrzeni ostatnich lat tak wiele się zmieniło w naszych możliwościach poznawania sztuki. Wiadomo – podróże, internet itd. Wszystko jest dosłownie w zasięgu ręki.

Malarstwo próbuje w różny sposób uwolnić się od treści, od narracji. Ale chyba nie jest to możliwe. Mark Rothko protestował, gdy jego sztukę nazywano abstrakcyjną, powiedział Moje obrazy nie są abstrakcją. A przecież wiemy, że dużo czytał, pisał, słuchał muzyki klasycznej.

Wpływ literatury na malarstwo wydaje się naturalny. Wybierają tę drogę najwięksi twórcy, np. Anselm Kiefer w 2006r. namalował znakomity cykl obrazów inspirowany poezję Vielimira Chlebnikova. W ten sposób przypomniał szerzej światu postać zapomnianego poety.

Jedna z moich pierwszych ważnych wystaw miała miejsce w Galerii Teatru Kalambur we Wrocławiu w 1987 roku, nosiła tytuł Świat manekinów i absolutnie była inspirowana prozą Brunona Schulza. A i później malowałem cykl tańców nad brzegiem morza inspirowany poezją Pabla Nerudy.

Dzisiaj, po tylu dziesiątkach lat malowania, wybieram drogę własnych opowieści. Nagromadziłem w sobie zapas energii na wiele lat malowania, raczej problemem jest nadmiar pomysłów i zbyt szybki upływ czasu.

Artyści kształtują świadomość odbiorców ich prac. Czy ten fakt nie jest ciężarem? 

Mój sposób myślenia jest dziewiętnastowieczny.

Tworząc, malując, pracując nad obrazem, nie myślę o odbiorcach, jednak zawsze poszukuję formy, która ma w efekcie mnie zadowolić. W tym przypadku myśli, idee, pomysły powstania obrazu zapisuje się szybko, wystarcza zamknięta w zdaniu myśl lub kilka kresek. Niekiedy jedno słowo. Natomiast namalowanie tego, to zupełnie inna sprawa. 

Jest grupa twórców tworzących awangardę, nadających ton epoce. Pewnie zawsze tak było. Myślę, że oni mają największy wpływ na innych twórców. Następcom jest łatwiej podążać przetartą przez innych ścieżką sławy. Można przytoczyć słynne zdanie Pabla Picassa Ukradnij i zrób lepiej. Nie jestem tego wszystkiego pewien, a już wagi oddziaływania na pewno nie. Tak naprawdę to artyści oddziałują często na świadomość odbiorców w sposób nieświadomy. Gdy upłynie stosowny czas ich prace stają się motywem na firanki, pościel, malowanie ścian i inne.

Dzisiaj jest inaczej. Wielu twórców prowadzi działalność na szeroką skalę, działa na wielu polach,  zatrudnia mnóstwo ludzi, specjalistów od marketingu, wspiera się w swoich działaniach na badaniach rynku itd. Jednym słowem – świadomie budują swój portret, merkantylnie wpływają na świadomość odbiorców. Nagrodą jest złoty pieniądz.

Czas ciągle coś zmienia. Nas, świadomość. Kiedy zaproponowałam Ci współpracę w sZAFie, zastanawiałeś się, jaka odpowiedzialność na tobie ciąży w doborze prezentacji artystów? 

Nie czuję tej odpowiedzialności. Uważam, że sztuka jest wartością wspierającą w naszym życiu. Szanuję każdy jej przejaw, cieszy mnie każdy akt kreacji, oczywiście wszystko ma właściwe miejsce i proporcje. Upływający czas nauczył mnie, by nie maksymalizować wartości. Cieszę się ze współpracy z sZAFą. Jest tutaj szansa w migawkowy sposób zaprezentować różnych artystów czytelnikom. Szczęśliwie mam wśród znajomych wielu twórców mieszkających w świecie, chętnie ich zapraszam, dla każdego znajdzie się czas na 15 minut sławy w sZAFIe.

Czym jest dla Ciebie nosorożec w malarstwie?

Pierwsze światło czyli zwierzęta w malarstwie.

Pierwsze światło, gdy cichną cykady i nagle robi się jasno, a ściany pokryte są rysunkami zwierząt. W glinianych naczyniach, gotowe na rozpoczęcie dnia czekają: woda, oliwa i wino. I tak od tysięcy lat niezmiennie każdego dnia od nowa.

Gdy próbuję sobie przypomnieć moje ważniejsze etapy drogi malarskiej, to dobrze wspominam próby tworzenia obrazów abstrakcyjnych. Szczególnie upodobałem sobie jako motyw rysunkowe zapisy muzyki wykonane przez Igora Strawińskiego. Robiłem eksperymenty  polegające na budowaniu kompozycji malarskich, słuchając muzyki, a zarazem inspirując się jego rysunkami. Szybko jednak zmęczyły mnie te poszukiwania. Muzyka zawiera pierwiastki, których nie umiałem  przełożyć na język malarski. Jednakże w środku zawsze tęskniłem za malarstwem przedstawiającym, wydającym się być bliżej człowieka.

Około 1990 roku pojawił się chłopiec w marynarskim ubraniu, papierowej czapeczce, na drewnianym koniku. Proste i jednoznaczne wspomnienie dzieciństwa. Wówczas bardzo powszechne... Ale taka narracja jest bolesna dla każdego twórcy. Pisał o tym m.in. Zdzisław Beksiński, przedrzeźniając pytanie w galerii – Czy są morza Beksińskiego? Konsekwentnie wycofałem się z tego sposobu obrazowania.

Malowanie zwierząt przyjmowałem jako wytchnienie, odpoczynek. Wspominam wystawę pełną świń, kogutów, indyków i kur w Galerii M we Wrocławiu. Był to radosny koniec lat 90-tych, gdy kupowano dużo obrazów w galeriach. W czasie wernisażu pakowano obrazy na podłodze w galerii i po dwóch dniach nie było śladu po wystawie.

Ważną wystawą była ta zorganizowana w Teatrze Pieśń Kozła we Wrocławiu w 2006 roku. Wystawa miała tytuł Dotyk Hioba.

(mój tekst do wystawy)

Dotknięcie Hioba
Hiob był szczęśliwym i bogatym człowiekiem. Niespodziewanie został poddany próbie. Z dnia na dzień utracił wszystko. Pozostał sam. Nie stracił jednak nadziei. Powszechnie znane są wyobrażenia byków w kulturze. Począwszy od malarstwa jaskiniowego, poprzez byki w mitologii greckiej, po sztukę Francisco Goi czy prozę Ernesto Hemingwaya. Malowane przeze mnie byki są symbolem chęci życia. Poddaję je świadomie procesowi uczłowieczenia. Pomimo, iż są naznaczone piętnem Tanathos, nie tracą ciekawości istnienia. Znajdujemy je w punkcie przecięcia ogromu swojego upadku i wiary w lepsze jutro. Upadki i odrodzenia wydają się być źródłem naszego humanizmu. Malując byki, nie zapominam o przesłaniu Hioba, wspieram się również doświadczeniem własnym. Staram się moimi obrazami mówić o nadziei. Malując byki pytam – Kim jest człowiek? Znając nieuchronność przemijania, pytam – co jest sensem ludzkiego życia? Nazywam moje byki symbolicznym motywem nadziei.


Motyw byka odbierano i interpretowano różnie, dla mnie była to pieśń o przetrąconych kręgosłupach. Jestem sparaliżowany i żyłem już wówczas na wózku.


nieuchronność

Nosorożce w moim malarstwie pojawiły się za sprawą włoskiego malarza Gabriela Buratti, który jest rzecznikiem ruchu ochrony nosorożców ART 4 RHINO.  Zaproszono mnie do udziału w cyklu tematycznych wystaw, które zainicjowane zostały w Muzeum Historii Naturalnej w Genui i odbywają się nadal w różnych miastach Italii. Próbowałem przenieść ideę do Polski, ale nie udało mi się. Może nie potrafiłem? Nie wiem. Mam wiele prac z motywem nosorożca, może je kiedyś zaprezentuję. Lubię malować zwierzęta.


porozumienie

Nosorożce niestety giną z rąk człowieka, mimo że są pod ochroną i możliwe, że to właśnie człowiek przyczyni się do wyginięcia  jednego z najdłużej żyjącego na ziemi gatunku zwierząt. Parafrazując Twoje pytanie – kim jest artysta malarz?

Przystępując do malowania nosorożców i udziału w wystawach dotyczących ich ochrony, zacząłem więcej czytać na ten temat. Rzeczywiście – przerażające wiadomości i statystyki. Nawet sama ochrona też jest doprowadzona do okaleczania zwierząt. Niepojęte historie. Przerażające. Bezmyślne.

Bycie malarzem... To jeden z tych zawodów, w którym się nigdy nie odpoczywa i nigdy nie przestaje się pracować. Malarskie obserwowanie świata staje się koniecznością – formą funkcjonowania, ale jest też formą samotności. Spędzane w pracowni setki samotnych godzin dają wiele czasu na refleksję i rozmyślanie. Powstające obrazy są wypadkową tak wielu różnych elementów. Malarstwo wydaje się być ciągłym poszukiwaniem. Choćby odpowiedzi na pytanie – kiedy obraz jest ukończony? Pewnie odpowiedź wymagałaby napisania wielu stron. Słowo przy obrazie zawsze pozostawia margines niejasności. Opinii na ten temat jest bardzo wiele. Zdarzyło mi się kilkakrotnie, że gdy zobaczyłem swój obraz po pewnym okresie,  zawsze miałem ochotę go zaktualizować. Podjęcie decyzji o zakończeniu pracy nad obrazem jest dla mnie zawsze trudne, trudniejsze nawet niż rozstanie z obrazem. Uparte dążenie do ideału niekiedy niszczy świeżość i powoduje zmęczenie materii, co zawsze jest ze szkodą dla obrazu.

Pytanie kim jest artysta malarz, uważam za bardzo trudne. Można na nie odpowiedzieć na wiele przewrotnych sposobów i każdy będzie prawdziwy. Jedną z odpowiedzi może być taka, że artysta malarz jest twórcą. A kim jest twórca? Twórca, to ten co tworzy dzieła. A czym jest dzieło...


Jednak gdy się dłużej zastanowię, to odpowiem, iż Artysta to jest ktoś, kto nadaje własny sens otaczającemu światu.


Idąc twoim tropem – czym jest dzieło?

W powszechnej świadomości dzieło sztuki powiązane jest z estetyką. Immanuel Kant uważał, że piękne jest to, co podoba się powszechnie, bezinteresownie i bezpośrednio, ale już sądy estetyczne przyjmował za czynność subiektywną z natury. Podobnie pisał Ludwig Wittgenstein, który lekceważył ideę estetyki jako nauki, która mówi, co jest piękne – to jest chyba zbyt śmieszne, żeby o tym mówić. Ponoć do czasu namalowania przez Pabla Picassa Panien z Avignon (1907r.) wszystko się zgadzało w pojmowaniu dzieła sztuki. Chwilę później ikonoklasta dwudziestowieczny – Marcel Duchamp wystawia w muzeum dzieło Fontanna (1917r.), którym był pisuar. Twierdzi również, że Wszystko jest sztuką, jeśli artysta powie, że nią jest.

Gerhard J. Durschke  napisał Kultura modernizmu staje się kulturą refleksyjną. Z malarstwa znika całkowicie – motyw, z muzyki – tonalność, z powieści znika najpierw bohater, a następnie akcja, z architektury znika funkcja, z filozofii znika system myślowy i pozostaje dyskurs. Jednak sztuka jest zjawiskiem realnym w naszej rzeczywistości i nie da sie tego podważyć. Natomiast w obrębie sztuki obecnie już nie ma reguł. Społeczna świadomość rozumiana jako zbiór akceptowanych poglądów wokół współczesnych dzieł sztuki po prostu nie istnieje. Zanegowano istnienie aktu twórczego, przerwano płynność komunikacji wokół współczesnego dzieła sztuki.

Zapytałem o sztukę artystę działającego w Mediolanie, Rene Pascala. Odpowiedział: Sztuka? Jeśli nikt mnie nie pyta, to wiem. Gdy chcę wyjaśnić, tym którzy mnie pytają, już tego nie wiem.

Artysta pozostawia nam całkowitą dowolność w interpretowaniu własnego dzieła sztuki. Pozostajemy sami z poszukiwaniem odpowiedzi. Możemy się spierać ze zdaniem innych odbiorców, ale twórca nie chce w tym uczestniczyć.

Uważam, że wybitnym dziełem sztuki, kończącym XX wiek, było działanie Mariny Abramović zatytułowane Balkan Baroque (1997), zrealizowane podczas Biennale w Wenecji. Abramović siedziała na stosie kości zwierzęcych, oczyszczając je nożem z resztek mięsa. Był to bardzo mocny akord po zakończonej wojnie na Bałkanach. Mocne, szczere, bezpośrednie przesłanie, jak rzędy spalonych wiosek, odłamki granatów w asfalcie, ostrzelane i naznaczone śladami kul budynki. Byłem rok póżniej w Chorwacji.

A z drugiej strony mamy sztukę zamkniętą w niewoli rynkowej konsumpcji. Domy aukcyjne mamią, sprzedają, robią tabele zysków, oprocentowań, rankingi artystów pożądanych, poszukiwanych, lokowanych itd. Straszne to, ale prawdziwe. Obserwujemy zmanipulowany, nastawiony wyłącznie na zysk handel. Nie jest ważna nawet już reprodukcja obrazu, gazety podają wyłącznie cenę. Jeden ze współczesnych sposobów interpretowania sztuki.

Jak już wspomniałem wcześniej, sam Pablo Picasso mówił, że można kraść pomysł, czy nawet kierunek (przecież wiemy, że nie był twórcą kubizmu, choć tak się powszechnie uważa). Dzisiaj powstały poradniki, bardzo popularne na całym świecie, książki, które uczą, jak być kreatywnym, korzystając z cudzych dokonań. Austin Kleon w swoim poradniku 10 przykazań kreatywności nakazuje kraść, miksować i sprzedawać jako swoje wszystko. Podpiera się cytatami typu – oryginalność jest niewykrytym plagiatowaniem (William Ralph Inge) itd. 

Współcześni artyści potwierdzają taką postawę w swoich działaniach. Można podać wiele przykładów.

Równolegle od dziesięcioleci głoszony jest koniec sztuki. W Polsce wielkim propagatorem tego hasła był Stanisław Ignacy Witkiewicz. Koniec końca sztuki wydaje się procesem, który trwa, rozwija się i ma się dobrze. I tak pewnie pozostanie.

Jednak uważam, że dziś o wartości dzieła stanowi w sposób decydujący jego spojrzenie w przyszłość. Co przynosi, a równocześnie co znaczy? Czy jest jednodniowym gadżetem czy wartością, którą możemy przekazać innym. Obcowanie z dziełami wydaje się poprzez swoje pozytywne oddziaływanie poprawiać bilans naszego życia. Pomaga znaleźć harmonię ze światem. Zanurzenie w sztukę jest jednym ze sposobów poszukiwania szczęścia.
 


szare miejsce

Dziękuję za rozmowę!

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.