MIRKA SZYCHOWIAK Finalistka Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina. Publikowała w „Obrzeżach”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Cegle”, „Szafie”, „Trumlu”, „Arteriach”, „Arkadii”, „Dyskursie”. Laureatka kilkunastu ogólnopolskich konkursów poetyckich, W wrześniu 2005 roku ukazał się jej debiutancki tomik Człap story. W 2010 roku ukazały się dwa tomy wierszy: Jeszcze się tu pokręcę (nominacja do Nagrody Literackiej Nike 2011) oraz Proszę nie płakać (jako główna nagroda w OKP Malowanie słowem). We wrześniu 2015 roku ukazał się czwarty tom wierszy – Gustaw znikąd. W listopadzie 2015 roku wydany został debiut prozatorski Mirki Szychowiak – Gniazdozbiór. W tym samym roku została finalistką Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania. Jej teksty znajdują się w antologii dolnośląskiej literatury Rozkład jazdy, w Warkoczami. Antologia nowej poezji; były tłumaczone na język angielski: w dwujęzycznej antologii Free over blood wydanej w październiku przez Off_Press i Zeszyty Poetyckie oraz w European Literature Network. W 2016 roku ukazał się tom poezji – Jakie to życie jest krępujące. Autorka mieszka w Księżycach pod Wrocławiem. 

 
 

Nie czekaj na mnie. Wanna i lulu


Postawię sprawę jasno, panie Kaszpirowski – to mój Wiktor zapłacił za konsultację. Teraz czeka za drzwiami, więc niech mnie pan rozmieszcza na kanapie i zaczyna te swoje szuruburu. Od razu mówię: widziałam kiedyś w Dynastii czy w jakimś brazylijskim gównie, na czym to polega i nie mam zamiaru udawać nawiedzonej czy coś w tym guście. To sprawka Wiktora – zażądał kategorycznie mojej przemiany, robię to wyłącznie dla niego. Czemu? Czasem mi się przydaje w życiu, dlatego znoszę jego ziemskość i szaroburość:

– Powinnaś poddać się psychoanalizie myszko, ta zmiana nastrojów mnie przeraża. Jesteś już dużą dziewczynką, a znowu kupujesz mi kolejnego miśka na urodziny. T w ó j Wiktor cię kocha, chodź na kolanka, wysmarkamy nosek i wyrzuć w końcu te francowate szelki z Bolkiem i Lolkiem!

I widzi doktor, co ja z nim mam? Sztywniak z aktówką, jedwabnym krawatem i butami za pięćset. Dlaczego się tak uwziął i mnie chce? Uciekłabym, ale może umarłby z rozpaczy, a ja, powiedzmy, miękka jestem i mogłabym sobie za karę odebrać życie. Może by mnie pan uśpił na godzinkę? W końcu już zapłacone, a ja taka senna coś jestem. Nie, no co pan, to nie to, proszę nie świnić; pisałam w nocy bajkę – taka podziemna bajkopiska ze mnie. Gdyby Wiktor zobaczył moją pisaninę, miałabym przerąbane. I tak mówi znajomym, że jestem kobietę s p e c j a l n e j troski. Nie będzie spania? Szkoda, a tak liczyłam na zrozumienie. Czy miewam sny? Jak już zasnę, to pewnie że mam. O, nie, nie – żadnych takich proszę księdza! Nikomu nie opowiadam swoich snów, szczególnie Wiktorowi. Do niedawna to nawet mu się zwierzałam:

– Wiciu, śniły mi się dwie młode zakonnice. Biegły o świcie brzegiem morza, na bosaka. Śmiały się i machały sandałami. Normalnie Fellini, Wiciu. Ślepy Cygan grał na skrzypcach po węgiersku, a ja tańczyłam w morzu zanurzona po pas. Piękny sen, prawda?

Nic z tego nie zrozumiał, nie poniosło go tam, gdzie mnie. Został na ziemi i się złościł:

– Wiesz mała, nawet twoje sny są jakieś c o f n i ę t e. Dorośnij w końcu, bo jak nie, to się mocno pogniewam i przestanę cię zabierać do ludzi.

Panie doktorze, powiem, jak umiem najprościej – pierdolę tę nadętą bandę sztywniaków, ich odchudzone, pachnące żony i to bogate, niejadalne żarcie. Też pan lubi bajki? Och, co za życiowy gość, taki mężczyzna to rozumiem! Wiktor zaraz by pana podsumował, że sentymentalny dupek. Niech się pan śmieje ciszej, m a m y za drzwiami szpiega! Proszę mu powiedzieć, że jestem d o  z r o b i e n i a, tylko to trochę potrwa. Na pewno nie pożałuje kasy na moje dorastanie. Minęła już godzina? Dobrze, kończymy. Ja się zrobię na trochę zagubioną, może go pan zawołać.

– Wicieńku, moje słońce, ten doktor z początku mi się nie podobał, pytał o takie dziwne rzeczy, na przykład – z czym kojarzę mgłę albo czy widzę w nocy zjawy. Przecież w nocy jest ciemno, myślał, że jestem jakaś nienormalna? Ale oczywiście miałeś rację kochany.

J a k  z w y k l e. Już czuję się trochę inna. I wiesz – ile razy trzeba będzie tu przyjść, zmuszę się i przyjdę. Dla ciebie przyjdę.

– No widzisz myszko, jaki miałem dobry pomysł! Teraz zawiozę cię do domu i wracam do biura, dzisiaj znowu narada do północy. Nie czekaj na mnie. Wanna i lulu.

© sZAFa 2015
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.