ALEKSANDER WIERNY rocznik 73. Mieszka w Częstochowie. Kiedyś dziennikarz prasowy, telewizyjny, rzecznik prasowy, scenarzysta, reżyser filmów promocyjnych i reklamowych. Dzisiaj urzędnik. Wydał Matkę mojego dziecka, Światło, Teraz i Krew i strach.

 
 
 

Śmiertelny śnieg

Raczej mokro niż biało. W jednookim kocie
raczej głód niż lęk - śmiało skrada się do ciepła
za moimi plecami. Do zapachu, który zastawiam.

Wstępuje w cień, który rzucam z podestu. Ubijam ciężką śnieżkę,
przymierzając przymykam oko jak snajper. Pudłuję, płoszę,
kot znika w ciemności.

Kiedyś ktoś rzuci z tego mroku we mnie,
moje zło wróci, śmiertelny śnieg wpadnie za kołnierz.

Odruchowo się uchylam, uciekam do drewnianego domu,
do ognia.

 

 

 

Ogień, o którym nie zapominam

Ścieram ślad podeszwy
na spulchnionym spłachciu ziemi
(zasadzimy tu zioła) –
wiem, że mój, nie muszę sprawdzać.

Obok płot pomalowany
wybranymi przeze mnie barwami
i podest, co prowadzi do domu,
którego konstrukcję wymyśliłem.

Siedzę na nim, patrzę na stary ul
(uratowałem go przed kornikami).

W górze zwierają się chmury, wzbiera wiatr.
W piecu za plecami ogień,
o którym nigdy nie zapominam.

Zadbam, o co mogę.





Cudze ślady

Słupy trakcyjne na wzgórzu jak szubienice.
Biały brud śliskiej drogi. Leśne odnogi,
z których na razie nic nie wypełza.

Oślepia mnie samochód, skaczę w bok,
uderzam w znak. Potem poruszam się już tylko poboczem.

Pluję czyszcząc płuca, potem palę.

W lesie widzę sarny, choć zmęczony wiem,
że nie istnieją. Potem z jasnego wnętrza (półki pełne bułek)
patrzy na mnie piekarz, więc myślę, że raczej istnieję.

Potem docieram do domu.

W śniegu przed drzwiami cudze ślady.

 

 

 

W nagły przypływie siły

W oknie mała Maria, Matka Boska Świecąca.
Na następnym podwórku muskularny bałwan
z zaciśniętymi ustami. W kolejnym oknie
drewniana figurka polującego kota.
Na kościelnej wieży czerwona gwiazda
z żółtym ogonem startuje spod szarego krzyża.

Na tej nocnej drodze tylko ja żyję.
Idę wzdłuż lamp, kończą się przy bramie cmentarza,
napisano na niej „Odpoczną i powstaną”.

Wracam ślizgając się jak dziecko, lekki,

w nagłym przypływie sił.

 

 

 

Błękitna pastereczka

W starej stodole suche gałęzie ściętych śliw.
Stara lampa z małą, błękitną pastereczką.
Kulawa toaletka, łuszcząca się bielą.
Pękaty namiot, porzucony latem.
Młockarnia, na niej kosa czeka na swój czas.

Szare lustro ostro odbija promień latarki.
Nie szukam niczego w tej zimowej ciemności,
po prostu przyglądam się porzuconym przedmiotom.
Ułożą się w kształt, który zaakceptuję.
Są moje, więc do nich należę.

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.