KATARZYNA ŚLĄCZKA Urodzona pod koniec 1990 roku w Szprotawie. Redaktor działu prozy Portalu Pisarskiego. Studiowała edytorstwo na wydziale filologii polskiej Uniwersytetu Zielonogórskiego. Do tej pory publikowała m.in. w 2miesięczniku, Sofie i „Odrze”. Maluje, rysuje i fotografuje, a gdy to nie wystarcza, pisze poezję.
 

 
 
 

Naloty

Nie pamiętam już, jak miały na imię okoliczne ptaki,
którym towarzyszyłam przy umieraniu —
cichej zabawie w zamykanie oczu.

One wołały na mnie It-it i chciały, żebym poszła za nimi.
Na dnie ziemi — mówiły — jest jaśniej, niż można przypuszczać,
a wszystko co istnieje, dawno oduczyło się mówić.

Nie pamiętam już, dlaczego nigdy nie biegłam ich śladem.
Być może były dla mnie zbyt szybkie,
albo właśnie zaczynała się pora kolacji.

A potem nagle je dogoniłam, jakby przypadkiem
zaczęło grzmieć.
Zanim się stłukłam, pomyślałam jeszcze,
że czasami wszyscy jesteśmy ze szkła.

                                                                                                     

 

 

 

wilgoć i piach

          Pani Dalloway powiedziała, że sama kupi kwiaty.
          Virginia Woolf

w takie dni jak ten zwykle szukam
odpowiednio ciasnych miejsc, by osiąść
i zlizać z nich pył –
letni kurz, który przyjemnie drażni gardło.

może dzisiaj zejdę trochę niżej,
tylko tyle, żeby zobaczyć,
jak czas chłodzi się w rybich oczach.

włożę pod język rozgrzany kamień,
jakby był owocową pastylką uśmierzającą ból
po dziecięcemu zdartych kolan.

planuję wrócić po zmroku, gdy już namoknę.
albo wcale.

lato i tak jest za gorące,
nie utrwali niczego na zawsze.

 

 

 

Opowieści spomiędzy ścian

Luiza ma chłodne spojrzenie
i podarte pończochy zsunięte do kostek
mówi - dotknij mnie mocniej
tak by zapaliły się światła w oknach sąsiadów

jutro będzie zapominać

nawet pokolorowana naprędce skóra —
raz dwa trzy cztery pięć
sinych śladów na przedramieniu
zniknie pod bawełnianym rękawem

Luiza zniknie razem z nimi
na chwilę w zimnej wodzie umywalki
spuści odwagę i przeklnie

dotknij mnie mocniej
dotykiem który wyprowadza dzieci spod kołdry
każe patrzeć na czerń
oczom nieprzywykłym do ciemności

 

 

 

ptasie pióra jak relikwie jesieni

kiedy wróciłam było już za późno
chłodny świt zatarł kontury przedmiotów
sprawił że sny wsiąkły w pościel zamiast zostać

pod powiekami cedrowych skrzyń
ukryły się skarby
mapy miejsc które dawno przestały oddychać —

kim jest ta dziewczynka na zdjęciu
ma spierzchnięte od mrozu usta
i lisie oczy widzące coś
w zlepku brzasków poza kadrem

cichną kosy
jakby celowo każąc mi patrzeć
na tę samą śmierć od początku

 

 

 

Paris, London, New York 24/7

powietrze jest zbyt gęste by mogła zapaść noc
zrozumiałam to dopiero tutaj
w bezsennie smutnych miastach

może gdy przestanę uciekać
będę czymś więcej niż jasnym włosem
na brzegu hotelowej umywalki

gdzieś między zwrotnikami
wśród linii startów i lądowań są miejsca
które nie rzucają cienia

chciałabym je znaleźć
przypomnieć sobie jak to się zaczęło
że polubiłam rozbierać się przed obcymi
złuszczając naskórek na kolejnym płacie ziemi

Z cyklu: Z dalekich podróży

 

 

 

zasklepianie blizn

wszystko czego dotknęłam do tej pory
zmieściłoby się w naparstku
albo złotym puzderku wieszanym na szyi

mało mnie jeszcze ubyło a już tak niewiele zostało
jakby zaklęty w słojach drzew czas
drwił sobie z doczesności

pora przyspieszyć

zanim znów stanę się tylko odblaskiem na szkle
szarą pręgą kociej sierści i głosem
coraz częściej milknącym w czyjejś głowie

nadejdzie lato

morze będzie się cofać
oczy zastygłe w bursztynie jak malutkie owady
zaczną zapominać skąd przyszły

 

 

 

lustrzany trakt

jeszcze wczoraj byłam zupełnie gdzie indziej.
po czym cię teraz rozpoznam?
czy sto lat to długo, jeśli nie liczyć nocy?

w miękkości tych pytań wyczuwam strach.
przecież każdy widnokrąg kończy się lasem,
do którego trzeba dotrzeć po odblaskach.*

skupiska świateł na rzece są drogą,
miejscem, gdzie przystaję
obserwować kruki.

jest w nich coś śmiertelnie poważnego,
co sprawia, że chce mi się śmiać
z samotności.

* Ci, którzy idą przez drewniany lub stalowy most, mogą przechodzić tam i z powrotem - wysoko ponad rzeką (...). Kto przechodzi po odblaskach, po cieniach, po odbiciach, po zapachu czeremchy nad wodą - ten już nie wraca. Nikt nie wie, czy dotarł, czy też nie. Pozostaje po nich jedynie okrzyk nad wodą - radości lub przerażenia.

Do człowieka nie prowadzi żadna kładka, żaden most.

Do człowieka można dotrzeć tylko po odblaskach.


I. Ziedonis - Epifanie

 

 

 

 

w Wenezueli jest już siódma rano

nauczyłam się znikać bez pożegnań
jak ostatnie oddechy na szybie
być ciepłym śladem w oknach domów

są miejsca gdzie nie dociera światło
bywa że widzę je na sobie gdy płaczę
po drugiej stronie świata wstaje dzień

wybrzusza zegarki od nadmiaru godzin
zdarza mi się krwawić choć wydawać by się mogło
że nikt nie zamieszkuje opuszczonych ciał


z cyklu: Z dalekich podróż

 

 

 


słoiczek z ziołami

noc wyłapała ćmy do szklanek,
wyciem psów ściągnęła świt na ziemię.

śniłaś mi się dzisiaj,
dziewczynko o sutkach jak anyżowe cukierki -
ciepłe kocię śpiące w moich dłoniach.

zanim kolor stał się iluzją,
łapczywie wyssałem światło z tej fotografii.
smakowało absyntem.


już nie drżę. za kilka godzin
wieczór znów odkruszy cienie ze ścian.

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.