BŁAŻEJ JACEK KLAJZA urodzony w Częstochowie, a wychowany w mieście Tadeusza Różewicza. Tomiki poetyckie: Poetica Nervosa (Miniatura, 2016), Rozdarty (Miniatura, 2016). Laureat wielu konkursów. Wiersze publikował na portalach internetowych i w czasopismach literackich.

Strona autora: https://www.facebook.com/Błażej-Jacek-Klajza-414127468745859/
 

 
 
 

Kierowana panspermia i maszyna czasu

model z dodatkowym wyposażeniem
należy przeprowadzi
weryfikację obserwacyjną
zakupi
towar po promocyjnej cenie
jeśli chodzi o bezpańskie twory międzyplanetarne
ktoś był na tyle miły że wycelował jeden w ziemię
mamy tego skutki
robactwo
nie ma tego złego
jak mawiała babcia w przyziemnych wyjaśnieniach
funkcjonują objaśnienia jeszcze bardziej przyziemne
a kulki formują się same
czasami wydaje się jakby ktoś odpalił tego grata
i kształtował rzeczywistość w artystyczny sposób
jutro lecę do Kopenhagi albo na inny koniec świata
odczytywa
runy na twarzach zbłąkanych turystów
wymykających się ludzkiej wiedzy powszechnie i systematycznie
nowy obraz świata piszą tylko wołki zbożowe
a powieści futurologiczne dojrzewają
na wyimaginowanych wierzbach - jak gruszki
w transgenicznej synchronizacji czasu
może to nie byli Oni - najprymitywniejsze formy
z technologią pól magnetycznych - ma się rozumie

i może nie jest prawdą akademicka wersja gwiezdnych wojen
sprzedająca osobliwości miłośnikom ezoteryki
jak błyskotki rdzennym mieszkańcom
może to tylko matka natura
pogrywa z nami w kulki

 

 

 

Być jak Hermaszewski

na skrzyżowaniu kiosk stał i sklep był i kapliczka
wiata z czerwonym A na ogórki co piętnaście minut
otwierały syczące wrota do okolic zakazanych pasem
wieczorem wracając od babci po spękanym chodniku
grał w marynarza i między olbrzymimi topolami
spoglądał w niebo pełne migocących punktów
i to było dobre i stamtąd pewnie też ktoś spoglądał

a za domem prawie góry tylko takie w dole po gliniankach
strzelał z karbidu i żaby pompował latem i wracał do domu
po spękanym chodniku grając w marynarza podskakując
lub nucąc jakąś melodię przypadkiem zasłyszaną w radio
i to było dobre i gdzieś ktoś pewnie nucił swoją piosenkę

owoce zakazane smakowały najlepiej tylko czasem brakowało
parę groszy na zapałki i gumę bo bez gumy czuć było niepokój
leżąc między jabłoniami na dzierżawie w sadzie na plebani 
spoglądał w niebo pełne migocących punktów i to było dobre
bo wiedział że stamtąd także ktoś spogląda nucąc swoją melodię

 

 

 

Empiria ukorzenia się

Na plakacie człowiek w masce albo i zwierz jakiś,
a obok ja, patrzę na nieba iluminację i na każdym moim biegunie
cyrk z krwawym show, a gdzieś na trzecim planie templariusze
zakopują cudownie odnaleziony graal a może zieloną butelkę po piwie.

Wrośnięty w beton nie czuję chłodu, nie czuję gorąca.
Liście poopadały. Ktoś gasi peta w doniczce, ktoś oblewa moczem
a na plakacie ani drgnie, ten zwierz lub człowiek w masce.
Choćbym całą siłą woli się starał, nikt nie zedrze ze mnie tej niemocy.

Podbiegł kudłaty niuchacz, nogę podniósł, oznaczył, pobiegł dalej.
Na węch szuka suczki ciekającej a za nim lewitowała smycz
jak moje bezradne ramiona. Unosiła się w sposób niekontrolowany
a może to człowiek w masce, niedostrzegalny zmysłami prowadził.

Na plakacie coś drgnęło. Zmienił się punkt w przestrzeni.
Dwuwymiarowy zwierz wychodzi z klatki na trzeci plan
do templariuszy, zabiera graala może zieloną butelkę po piwie.
Siada, zdejmuje maskę. W kałuży odbijam się ja, wrośnięty w beton.

 

 

 

Tup tup szu szu hau hau

na ścianie wisiał obraz
stół z powyłamywanymi nogami taki dębowy solidny stał na środku
a wokół gromadka dzieci z różowymi polikami biegała
tup tup szu szu na krzesła pod stół i burek szczekał i kubek spadł
i ktoś zapiszczał i ktoś się zawstydził i ledwo kromkę z cukrem
zjadł poprosił o kolejną i ruch ten wieczny ruch nie jak na tym obrazie
co kiedyś wisiał na ścianie gdzie na rykowisku sztuczny jeleń
albo papuśne cherubinki z jabłkami w dłoniach odziane ledwo ledwo

i drzwi których nie ma na oścież otwarte przesłonione kotarą
i ławka jeszcze zielona a na niej tylko odpryski jakby ktoś
na wiosnę młoteczkiem opukiwał czy aby drewno zdrowe
czy wytrzyma do jesieni a po starej szopie tylko miał węglowy
i dziura obok taka jakby pół świata nagle z nieba spadło
but i kawałek czegoś co trudno nazwać lalką królewną chyba
bo jeszcze ślady po koronie pod wypalonymi z plastiku oczami

na ścianie wisiał obraz
nie ma kto pamiętać tup tup szu szu hau hau mamusiu bo on
to rozbił i cisza

 

 

 

Octopus

wszystko się skleja w jedną całość jak na filmie
noir główną rolę gra światło i cienie geometryczne
powidoki żaluzji w tle klekoczący wiatrak pod sufitem
gra jazz w zadymionym gabinecie

z talią osy wchodzi siada on przypala ona zaciąga się
spojrzenia oświetla mała lampka ona mówi
on słucha i ta chemia niesamowita chemia w oparach
ona strzepuje popiół spada on pomaga ona przeprasza on nie dziękuje
wyjaśniła teraz zaliczka wychodzi zarzucając falującym blondem
on spogląda poniżej talii cięcie

tyle ramion a nikt nie obejmuje
kapelusz płaszcz deszcz ulica samochód
wyjaśnia zaplątany w macki ośmiornicy
kończy bez pełnego planu na dnie east river

 

 

 

Minotaur wychodzi z osiedla

gdy miejscowa Pasifae rozkładała nogi ławka wygięła się
to znak od najwyższego a byk na niej dyszał a ona go kochała
w innym miejscu miasta lokalny Minos podpisywał umowę
nieświadom czekających go nieprzespanych nocy i stert
pieluch w porze obiadowej wrzucanych na gotowanie
i kochał ją i zdawało się że ona też go kochała dorywczo

minęły trymestry jak z bicza strzelił płacz pojękiwanie
ta szara codzienność w domu z czterema balkonami
w pokojach wykładanych marmurem nieświadom niczego
lokalny Minos pokochał tę małą istotkę niepodobną zupełnie
do listonosza ani do hydraulika nie wspominając o szoferze

miejscowa Pasifae w tym czasie znów leżała pod bykiem
bo kochała to dyszenie i spływający po odkrytych do połowy
pośladkach pot ten pot prowadzący do nieuchronnej katastrofy

wszystko potoczyło się szybko on tutaj ona tam ono gdzieś przez lata
żądne krwi w labiryncie betonowych sypialni wzbudzało strach
za każdym rogiem w trupim blasku latarni rycząc błagalnie
nieartykułowane dźwięki szukało swojego Tezeusza

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.