EWA BRZOZA-BIRK urodzona w Warszawie. Studiowała na Uniwersytecie Warszawskim. Finalistka Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina w 2006 roku. Publikowała w Odrze, Redzie, Cegle ("Spisek") i w Portrecie.  W roku 2009, w listopadzie, wydała tomik wierszy pt. Krajobraz po meblach. Recenzja zbioru wierszy ukazała się na forach poezji oraz w warszawskiej Gazecie Kulturalnej i w pismach polonijnych w USA: Polish Daily News Bicentennial Publishing Co. Inc, White Eagle. Wiersze jej można przeczytać także w antologiach Polonia i Poezja, wydanej w Bostonie oraz w londyńskim Off Press. Laureatka konkursów m.in. w Poznaniu, Strzelinie, Krakowie. W latach 80-tych wyemigrowała z kraju, od wielu lat mieszka w Danii.

 
 
 

Przesłona

Odeszła, cicho za sobą zamykając drzwi. Udawałeś,
że nie słyszysz jak się rozpada
wiele motywów
ze zdjęć buszujących w albumie
przez lata.

Poszła sobie – bo przez kilka nocy nie mogła zasnąć,
łkała otulona szumem laptopa, szelestem kartek
nudnej książki, która miała zabić
resztki czujności.

Szukałeś jej z rutyną
wspinając się na skałki, w niezawodnych programach
telewizyjnych, fitnesowych ćwiczeniach
i w niebieskich pastylkach gwarantujących
orgazm.

Już jej nie ma w kuchni, pokoju, w łóżku – umarła
zagłodzona brakiem uczuć. Nie zostawiła testamentu,
ale i tak spaliłeś nagie ciało zatrzymane w kadrze obiektywu
z wodospadem i rozczochraną palmą
w tle.

 

 

 

Spektakl

trwa, nie opada kurtyna. Ludzie czują
się pewniej za zasłoną
absurdu. Wierzą w moc czerni
sutann i dziesiątek zdrowyś
wodzu, który idziesz,
żeby iść.

Bardzo się starasz
myślą, mową i uczynkiem,
żeby, bez niczyjej pomocy ukraść księżyc,
godność i szczęście. Ze strachem wspinając się na drabinkę
zazdrościsz innym spokoju, ciszy przy grobach  –
serdecznego pożegnania.

Jakbyś zapomniał, że są drzewa, których nie wolno ścinać.
Żyją dla ptaków, trzepotu skrzydeł. I dlatego, żeby nigdy
nikt je nie zniewolił.

 

 

 

Zagadka z Norymbergi

Na jarmarku obrazki, głosy
ulicznych śpiewaków. W celi szerokiej na pięć stóp,
długiej na sześć
budzenie i dzbanek na wodę.
Dwa drewniane koniki, pies, żeby zająć ręce.
Na ziemi słoma,

szelki na gołym ciele. Kaspar nie potrafił zapytać
czy jest różnica między snem a koszmarem,
nie rozumiał słów: samotność, brak
zapachu wiosennego powietrza. Jakie jest znaczenie
dobra, zła?

Aż przyszedł człowiek, pokazał
kartkę papieru, podał ołówek.
Zrobiło się biało i czarno.

 

 

 

Potwór

         
Przywileje dzieciństwa: poruszać się bez przeszkód
          między magią i owsianką, pomiędzy bezgranicznym strachem
          i galopującą radością.

          Ingmar Bergman

Niegrzeczni chłopcy lądują w zamkniętym pokoju,
tam karzeł odgryza im palce, wystarczy, że pod stołem
będą się bawić w teatr. Jeśli nie ma w mroku światła
nie do uchwycenia są kolory. Proś o wybaczenie,
może hermafrodyczny Ismael znajdzie wyjście
z labiryntu? Znikną czerwone pręgi, blizny
na sercu.

Kobiety potrafią tak bardzo kochać, że przestają się śmiać
z broniących własnego wigoru
mężczyzn.

Film jest tylko marzeniem sennym
miałeś pięć żon,
udręczonych twoją obsesją: małżeństwo nie służy miłości,
ustawia kolejne sceny, obrazki
obok mrocznego rycerza, który gra w szachy
ze śmiercią. Strach wyżyna się jak zęby u dziecka, w bólu
duszy.

Ingrid odeszła,
oszołomiona kolejnym kadrem zawiniętym w celuloid, echem
po przodkach z północy. Barbarzyńskim rechotem
odbijanej pingpongowej piłeczki.
Krzyki miały zacierać wspomnienia. Każde uderzenie
klapsu. Na początku ujęcia
ciężar nie do zniesienia. Przez całe życie musiałeś się przyzwyczajać
do szeptów. Przekonywać,
że ciągniesz za sobą koszmar
i kajdany.

 

 

 

Sylvia Plath wyrzuca spinki

Zleciały się pszczoły, użądlą, gdy nektarnik kwiatów
wyschnie. Znam ich zwyczaje, ale nic nie mogę zrobić,
tylko tulę się do ciebie. Ted, to ja, nie Shirley
och, Shirley?!

Wyrzuciłam twoje spinki do śmietnika, więc tańcz
z długonogą blondynką, będę płakała nad przypaloną
pieczenią, nad tysiącem listów i wierszy, które
pożre ogień. Ojciec miał rację
pszczoły trzeba likwidować,
zanim trutnie przeniosą chorobę. Wystarczy nie bać się być
sobą. Co z tego, że piszę o szaleństwie, bólu
menstruacji,
o śmierci?

Ted, komu teraz zadedykujesz swój tomik? Swój pępek
albo penisa
każdej sączącej tequilę, absynt, część
mojej duszy?

Bartnika, który podkradał roje,
za pomocą jelit przywiązywano do drzewa. Do końca
muszę walczyć. Mam gdzieś, że Assia Wevill nosi modne,
eleganckie płaszcze. Kochany, urodzę jeszcze jedno dziecko,
sztywnymi od zimna palcami
będę redagować twoje wiersze. Przygotuję
kanapki z serem, uszczelnię drzwi.

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.