|

 

Mirosława Szott – rocznik 1987, poetka, krytyczka literacka, autorka dwóch książek poetyckich (pomiary Zamku, 2013; Anna, 2015). Teksty krytycznoliterackie zamieszcza m. in. w „Toposie”, „Frazie”, „eleWatorze”, „Pro Libris”. Mieszka w Zielonej Górze.
 

 
 
 

Soczewka skupiająca światło
 

Szamanka jest opowieścią intensywnie kobiecą, na wskroś somatopoetycką. Ale nie jest to kobiecość, o którą mogliby się dopominać krytycy feministyczni. Zmysłowość, którą tu odnajdziemy, będzie korzenna, mityczna, prawieczna. Ktoś może nazwie ten sposób pisania wiccanizmem, czyli rodzajem feministycznego pogaństwa. Dla mnie jest to po prostu peregrynacja przez kobiecość (duchową i fizyczną), szukanie odpowiedzi na fundamentalne pytania o sens istnienia, ontologiczny środek, orientację w przestrzeni i czasie.

W wierszach Justyny Koronkiewicz przyciąga mnie zupełnie co innego niż sugeruje Leszek Jazownik w posłowiu, wskazując cztery źródła uroku tej poezji (mistyczna aura, oryginalność kompozycyjno-językowo-stylistyczna, kreowanie obrazu poetyckiego, głębia poetyckiego przesłania). Zgadzam się, że w pierwszym kontakcie Szamanka-bohaterka fascynuje ezoterycznością, nieznanym, jest przecież dzika i leśna, wybrana („namaszczona w blasku słońca”, Inicjacja). Ale z czasem ta szczególność przechodzi na drugi plan, staje się nieistotna. Jest tylko formą. Przyglądamy się kobiecie, która „celebruje istnienie”, doznaje sacrum, kiedy „przesypuje piasek na brzegu jeziora” (Uważność). Próbuje nauczyć się siebie poza sobą, od początku. Dlatego Szamankę można czytać jak studium przypadku żywiołowej (dosłownie) kobiecości. W wierszu Uważność czytamy: „Jej ciało – soczewka skupiająca światło”. Światło, czyli dobro, piękno. Koronkiewicz prze-świetla słowem ponad dwadzieścia części ludzkiego ciała (od głowy aż po zęby i kości). I można mieć niemal pewność, że jeśli doświadcza Wszechświata, to doświadcza go zarówno duszą jak i włosami, palcami, piersiami i podbrzuszem. Soma jest mapą jej wewnętrznego kosmosu.

Jednym z najbardziej matriarchalnych obrazów jest ten przedstawiony w wierszu Święta krew. Początkowo dziwić może kierunek przemiany: w comiesięcznym rytuale z udziałem Księżyca Szamanka przeistacza się w Kobietę. Ten wyjątkowy stan jest bardzo anatomiczny (ginekologiczny?) i jednocześnie metafizyczny – kobieta staje się miejscem sacrum:

                           otoczona błyskawicami zagląda w głąb brzucha
                           przyciąga energię żywiołów
                           słucha śpiewu czerwonej rzeki
                           płynącej w jej trzewiach

                           na kilka dni przestaje być Szamanką
                           jest Kobietą
                           świątynią życia
                           krwawi
                           (Święta krew)

Zewnętrzne zjawiska (błyskawice, pełnia) podkreślają niezwykłość tych dni. Kiedy z powrotem staje się Szamanką, „nosi orzechy w brzuchu” (Tożsamość), jest w pewnym sensie matką dla drzew. Jej kobiecość jest zatem stanem cyklicznej wyjątkowości. Także przeżycie erotokosmologiczne, zjednoczenie z siłami natury jest w poezji Koronkiewicz częste i pożądane („powietrze ogień las / wchodzą w jej ciało”, Inicjacja). Drzewa są filarami jej świata. Już w pierwszym wierszu dowiadujemy się, że „początek jest w korzeniach starego dębu” (Sen). Podstawową przestrzenią bohaterki jest las, gdzie świerki „rosną od wieków zakorzenione w kościach przodków” (Wyprawa do źródła). Szamanka wie o wiecznej symbiozie, o przenikaniu się kosmosu w każdym stworzeniu, świadoma jest tego, że „nosi w sobie nieskończone gwiazdozbiory” (Święta przestrzeń). Pragnie uzdrawiania, ale „nie ma lekarstwa / ani na śmierć ani na ból” (Wiedząca). Smuci ją w równym stopniu odejście dziewczynki (Wiedząca) i zabicie sarny (Przelana krew), bo nie dzieli świata na ludzki i pozaludzki. Rośnie ku ziemi (która obrazowana jest jako czuła matka), umrze, gdy włosy „dosięgną ziemi / zaczną wrastać w nią jak korzenie” (Tożsamość).

W tym samym wierszu czytamy, że bohaterka „dawno temu miała imię i zdrowe zęby / była młoda / rodziła dzieci kochała / teraz jest po prostu Szamanką / odeszła od siebie”. Być może doświadczyła granicy, kryzysu, choroby. Zrozumiała coś ponad materię (zęby, młodość, rodzenie, kochanie). Odtąd „zagląda w siebie (…) z koron najwyższych drzew spływają do niej sny / zaczyna się podróż” (Śnienie). Przeszła inicjację, stan zawieszenia. I – podobnie jak w następstwie wyodrębnionych przez van Gennepa faz przejścia – dotarła do fazy włączenia. Jest zintegrowana psychosomatycznie. Nie była to typowa podróż zaczynająca się od wejścia do samochodu, zapięcia pasów i mijania krajobrazów.

Jest to podróż od kobiecości do świata i z powrotem. Koronkiewicz pyta miedzy wersami, w jakim stopniu świat kształtuje ciało i czy nie jest odwrotnie – może to ciało tworzy rzeczywistość, język i poetykę. Poddaje się czasowi, to on „rzeźbi twarz Szamanki / ozdabia siwymi włosami / bliznami na skórze / marszczy piersi” (Stara kobieta z młodymi oczami). A z drugiej strony przemienia ona słowa, kładąc je na języku – „splata z oddechem i zamienia w baśnie” (Proverbium). Szamanka posiada typowe atrybuty, które wyróżniają ją spośród innych: jasna szata, zaplecione, długie włosy, bębny, posługuje się językiem wszechświata. Kobieta „ma skupione ciało i zamknięte oczy” (Święta przestrzeń), słucha, czasem tańczy, śpiewa (w tekstach pojawiają się refreny), płacze („płacz (…) uwalnia duszę z kości”, Łono matki).

„Wypuść swoje konie na wolność” – to nawołanie z ostatniego tekstu (a także motto książki), po którym Szamanka odchodzi. Tak Koronkiewicz zamyka swój tomik. Koń to zwierzę symboliczne w szamanizmie, jest środkiem do wyjścia poza siebie, umożliwia mistyczną podróż, lot duszy:

                           ogień zna Szamankę
                           wie że tylko porzucając ciało może wejść
                           do innych światów
                           konwulsyjne drgawki są sygnałem przejścia
                           (Przepowiednia)

Ogień jest tu przewodnikiem, „sprowadza nagość” (Pierwotny rytm), więc odsłania, uruchamia najintymniejszy przekaz poetki. Szamanka zaprasza nie od razu do tak dalekiej wędrówki, najpierw uzdrawia słowem – poezją, „otwiera głowy” (Proverbium). Bowiem na swojej drodze spotyka zamknięte ptaki, które „nigdy nie poznały / smaku rozpostartych skrzydeł” (Wewnętrzne światło). Potrzebne jest im najpierw wolne ciało, aby następnie mogły je transcendować.

Zastanawiam się, dla kogo Koronkiewicz napisała tę książkę. Zapewne nie tylko dla etnografa, który zna na wyrywki Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy Mircei Eliadego i który mógłby na podstawie tego tomiku stworzyć interesujący opis przypadku i przedstawić symbolizm rekwizytów, techniki szamańskie i opisać kosmologię tego konkretnego – ujętego w poezję – zjawiska. Nie jest to też poradnik ani podręcznik szamanizmu. Nie uczy i nie zaleca ćwiczeń. Być może Szamanka jest dla tych, którzy zdecydują się wędrować do środka (bez względu, gdzie dotrą i czy dotrą) i odkryją, że można pięknieć „po wewnętrznej stronie” (Stara kobieta…) – lub dla tych, którzy nigdy nie rozłożą skrzydeł.
 

Justyna Koronkiewicz, Szamanka, Grupa Literyczna Na Krechę, Poznań 2016

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.