PAULINA MIKOŁAJCZYK – rocznik 89. Z wykształcenia informatyk, jednak od zawsze kochająca literaturę, a przede wszystkim grube tomiska w pięknych okładkach. Mieszkająca gdzieś pomiędzy Łodzią a Warszawą. Obecnie pracująca w jednym z miejskich ośrodków kultury, gdzie mierzy się z promocją... kultury. Od kilku lat prowadząca bloga, na którym porusza tematy z takich dziedzin jak film, literatura czy sztuka. Jeździ po wystawach i festiwalach, bo przecież kultury nigdy dość.

 
 

Dorota Masłowska, Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu
 

Dorota Masłowska była dla mnie zagadką. Zagadką bardzo trudno do rozwikłania, a patrząc na nasz początek trudno było oczekiwać, że kiedykolwiek poznam jej rozwiązanie. Jako nastolatka zetknęłam się z jej debiutancką powieścią Wojna polsko-ruska. Od pierwszych stron wiedziałam, że to proza, która zupełnie do mnie nie trafia. Dobrnęłam do połowy, po czym obiecałam sobie, że do Masłowskiej nie wrócę. Nigdy.

Minęły lata. Na ekranach polskich kin pojawił się film oparty o książkę autorki. I on też utwierdził mnie w przekonaniu, że nie czuję się dobrze w obranej przez nią stylistyce. A gdy obejrzałam teledysk, w której Masłowska próbuje śpiewać niczym Franek Kimono, a Anja Rubik występuje u jej boku, moja niechęć do niej, jako artystki jeszcze bardziej wzrosła. Osiągnęła wręcz bardzo wysoki poziom, przez który nie sięgnęłam po kolejne jej powieści, dramaty czy felietony.

Zafascynował mnie jednak świeżutki tytuł, który dostrzegłam w internetowych księgarniach. Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu Czyż nie brzmi poetycko? Magicznie? Kto tego nie pragnie? W kapciach, w papilotach na głowie, w piżamie, stukając jedynie w klawiaturę. I też nie za często, bo po co się męczyć? W środku zbioru czeka na nas treść o tyle zaskakująca, że skupiająca się na rzeczach… trywialnych, choć dla koneserów sztuki masowej jak najbardziej istotnych. Mogłabym nawet poczuć się nieco urażona, bo przecież sama konsumuję amerykańskie seriale, zamiast biegać co niedziela po operach.

Na książkę Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu składa się kilkanaście felietonów, które ukazywały się na łamach internetowego dwutygodnika. A to przecież marka sama w sobie. Nie mogło być źle. Co najwyżej przeciętnie. Nawet jeśli Masłowska, to może już nie ta, której nie lubię?

I tak, tak! Mogę krzyknąć donośnie, bo felietony Doroty to taka pyszna bułka z masełkiem i dżemem. Idealne do porannej kawy. Słodkie, sycące, mięciutkie. Nie można się nimi na jeść, bo tak są smakowite. Z każdym kolejnym kęsem, a nawet okruszkiem, chcesz więcej i więcej. Humor, dystans do świata i samej siebie, ironia, a czasem i gorzki posmak, gdy trafimy na zgniły owoc, sprawiają, że każdy felieton to nie puste kalorie, a pełnowartościowa rozrywka. Gdy czytamy o Magdzie Gessler i jej rewolucyjnych zmianach w Polsce. O rewolucjach, które zachodzą i w kuchni i w głowach. I że nie może być! To przecież nasze polskie zwierciadło. To my odbijamy się w tefałenowskim lusterku z naszymi przywarami. Gdy zgłębiamy fascynacje i irytacje związane z namiętnym pochłanianiem seriali, które stają się wręcz obsesją, jak niegdyś serial Dynastia. Tak w ogóle to do gotowania, Masłowska powraca nieraz. O przepisach opowiada. I słodkich, kształtnych tortach. I wszędzie trafia doskonale. W punkt. W kubki smakowe. Przynajmniej moje.

Ale przecież to nie wszystko, bo wszelkie namiętności Polaków zostaną wytknięte i ze swadą opisane. Bo kiedyś Big Brother, dziś Azja Express skupia miliony telewidzów i zmusza do śledzenia „emocjonujących” poczynań jego bohaterów. A disco polo? I ten fenomen polskiej panoramy kulturalnej dostaje się w szpony Masłowskiej, a ta z ironią w piórze dobiera się do niego, wspominając pełne emocji poranki z programem Disco Relax.

A też Masłowska zaczyna nie od byle czego! Bo od Ameryki! Od razu rzuca pełnokrwiste mięcho, bo przecież jak zło kultury, to tylko tam? Grubaśni Amerykanie poza Kalifornią i seks bomby w słonecznej wylęgarni talentów.

Dorota wychodzi z domu, ale przecież najlepiej gdy jednak siedzi w łóżku pod kocem, z poświęceniem ogląda twory i tworzywa polskiej telewizji i stuka w klawiaturę, dostarczając nam felietony pełne dowcipu i trafnych spostrzeżeń. Kiedyś mogłam bez zastanowienia powiedzieć, że po Masłowską nie sięgnę. Dziś moja deklaracja zostaje spalona na stosie, bo Masłowską nie dość, że przeczytałam, to rozsmakowałam się w jej pisaniu.

 

Dorota Masłowska, Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu, Wydawnictwo Literackie 2017

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.