|

 

ALICJA ŁUKASIK – rocznik 93, autorka tomiku Przebudzenie. Nie ma odwagi, żeby nazwać się poetką, dramatopisarką i malarką, ale wszystkie te czynności wykonuje i sprawiają jej wielką przyjemność. Mieszka w Poznaniu.
 

 
 
 

Środki doraźne
 

W Środkach doraźnych na pierwszy plan wysuwają się dwa tematy: jeden związany z chorobą – depresją, zaburzeniami lękowymi i kontaktem z psychiatrami. Drugi dotyczy kosmosu. Podmiot zadaje wiele pytań dotyczących życia poza Ziemią. Towarzyszy temu lęk, że być może obcy Marsjanie zawładną nami Ziemianami.

Co można powiedzieć o bohaterze Środków doraźnych? Jest poetą, leczy się psychiatrycznie – zarówno z powodu depresji jak i zaburzeń lękowych. Cechuje go niezwykła wrażliwość i empatia:

              Ostatnio utożsamiam się nawet z bakteriami,
              które występują w reklamach detergentów
              i lekarstw. Jakoś mi przykro, że zawsze
              na koniec giną.

Można oczywiście doszukiwać się tutaj poczucia humoru, ale jest to taki śmiech przez łzy. Bohater tomiku Marcina Orlińskiego ma poczucie, że świat wymyka mu się z rąk. Nie wiadomo do końca, czy jest w fazie depresji, czy o krok od niej, próbując za wszelką cenę się ratować. A to poezją, a to lekami. Jest sfrustrowany. Edukował się, kończył fakultety i co z tego ma? Pracę w korporacji, której nie lubi. Nadęta atmosfera powoduje, że ma ochotę na robienie dziecinnych wybryków. Jest też kompleks polskości. Chciałoby się dorównać zachodnim krajom, ale jest to niemożliwe, bo jesteśmy skazani na Radom i Kutno. Co więcej – wyłania się prawdziwy, choć okropny, obraz Polaków, którzy nie mają do siebie dystansu. Jako naród jesteśmy przekonani o swojej niewinności i o tym, że wszystko, co polskie, jest dobre. A to jest nieprawda – uświadamia nam Marcin Orliński.

Bohater wierszy jest przepełniony lękami. Na każdym kroku spodziewa się jakiejś katastrofy:

              Świeci drzewo, szumi słońce.
              Tak wygląda świat przed końcem.

Jednym ze środków pozwalających przetrwać jest poezja. Ale i tutaj bohater nie do końca znajduje ukojenie, bo okazuje się, że na targach książki udaje mu się sprzedać wyłącznie dwa egzemplarze.

Zdarzają się tragedie – śmierć babci, potrącenie zająca, które sprawiają, że bohater popada w paranoję – zaczyna się bać o życie bliskich oraz własne, dlatego zaczyna robić serię badań lekarskich. Wydaje się, że smutek i depresję da się opanować lekami, jednak podmiot Środków doraźnych nie jest tego pewien, jednocześnie wiedząc, że bez nich byłoby jeszcze gorzej. Wpada w manię – gonitwę myśli. Przez chwilę jest przekonany o tym, że poradzi sobie bez leków, ale zaraz prosi o nie psychiatrę. Wyznaje, że jedynymi narkotykami, które zażywa, są psychotropy. Ma jednak świadomość, że tak nie da się żyć na dłuższą metę, że to jest tylko jeden ze środków doraźnych, pozwalających przejść przez życie bez większych problemów.

W związku z narastającą modą doszukiwania się wątków zaangażowania w poezji, można powiedzieć, że owszem, jest tu taki wątek. Eutanazja powinna być dozwolona – twierdzi Orliński. Po pierwsze dlatego, że samobójcy nie musieliby się posuwać do najgorszych środków – wieszania, topienia. Po drugie – można uniknąć traumy osoby, która znajduje zwłoki samobójców.

Bohater czuje się na tyle bezsilny, że nawet pakowanie prezentów staje się dla niego problemem. Czy można wielokrotnie używać tej samej torby na prezenty? Wszyscy znamy to z autopsji, ale u Orlińskiego problem jest głębszy. W fazie depresji wszystko jest problemem, każda, nawet najmniejsza decyzja, urasta do rangi poważnego, życiowego dylematu, którego nie sposób rozwiązać.

Doraźnie można przetrwać na psychotropach i po trosze na poezji:

              Zaczerniam papier
              i trochę mi się rozjaśnia.

Pytanie tylko: jak długo można ciągnąć na środkach doraźnych? Czy istnieje jakiś sposób na życie, który byłby trwały?

Powiedziałabym, że poezja Marcina Orlińskiego jest bardzo ekshibicjonistyczna, w dobrym tego słowa znaczeniu. Szczera, ma swój rytm, który sprawia, że książkę pochłania się w całości, bez odrobiny przerwy (chociażby na załatwienie potrzeb fizjologicznych). Choć to lektura dołująca, bo uczy, że życie jest trudne. Nie jest to jednak ujmą. Daje do myślenia, pozostawia czytelnika z pytaniem: jakie są twoje środki doraźne na przetrwanie? Osobiście podpisałabym się pod propozycjami, które wysnuł Marcin Orliński.

 

Marcin Orliński, Środki doraźne, WBPiCAK, Poznań 2017

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.