|

 

PAWEŁ DĄBROWSKI – rocznik 66. Urodzony we Wrocławiu. Uciekł ze studiów politechnicznych, gdzie świat był zbyt wymierny, i został polonistą. Wykonywał różne zajęcia, w różnych zawodach. Zastanawia się, jak wpłynęło to na doświadczenie życia. W czasach akademickich działał w teatrze studenckim, później był dziennikarzem i fotoreporterem, nauczycielem i kuratorem sądowym, handlowcem i specjalistą w branży reklamy, marketingowcem, redaktorem i recenzentem. Dla utrzymania równowagi umysłowej ćwiczył techniki relaksacyjne. Nauczył się sztuki masażu, dzięki której pomagał innym w dystansowaniu się do pędu życia i stresu dnia powszedniego. Nałogowo bada układ relacji jednostki do kontekstów kulturowych. Pasjonuje go to, w jaki sposób werbalny zapis zarówno dokumentacyjny, jak i artystyczny, scala świadomość, utrwala tożsamość, porządkuje emocje, uzmysławia wpływ tradycji, buduje nowe jakości, uniemożliwia standaryzację jednostki do automatu ekonomiczno-konsumpcyjnego. W ramach pisanego bloga bywa dziennikarzem, myślicielem, poetą. 
Blog autorski: 
www.paweldabrowski-art66.blogspot.com 

Fot. Dominika Dąbrowska

 
 
 

Po starym świecie
 

Czytałem ostatni tom poezji Andrzeja Sosnowskiego świadomy tego, że autor książki został laureatem Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius za całokształt twórczości. Zacząłem się zastanawiać, czy w takim razie mam czytać jego utwory z zachwytem i pisać o nich tylko dobrze? Oczywiście żartuję. Zachwyt w przypadku poezji Sosnowskiego jest możliwy, ale żeby do niego dotrzeć, trzeba przedrzeć się przez gąszcz znaczeń i kontekstów języka o cechach postmodernistycznych. Wiedzą o tym czytelnicy poety. Wyczytałem gdzieś, że w historii recepcji jego twórczości odnotowano dwie postawy całkowitego niezrozumienia wraz z zarzutami parnasizmu, pustego postmodernizmu i przeestetyzowania (to pierwsza) i postawę zdecydowanie aprobująca (druga). Faktem jest to, że Sosnowski jest laureatem wielu nagród. Postawa aprobująca dominuje więc w procesie odczytywania jego utworów.

Ostatni tom poezji stanowi mieszaninę utworów wierszowanych (często takich, dla których zapis graficzny i użyte znaki są bardzo istotne) oraz prozy poetyckiej. Poeta przeprowadza nas przez utwory nawiązujące do jego wcześniejszej twórczości po to, by w finale doprowadzić nas do poematu Trawers. Słowo kojarzy się w pierwszej kolejności z wyprawami w góry, gdzie „iść trawersem” znaczy pokonywać górę, obchodząc szczyt ścieżką o mniejszym nachyleniu. Słowo to pojawia się również w żegludze i lotnictwie, gdzie określa sposób poruszania się obiektów i ich odniesienie w przestrzeni.

Teksty Sosnowskiego pełne są kontekstów literackich i kulturowych. To teksty erudyty pisane dla oczytanego odbiorcy. Znajdujemy tam odniesienia m.in. do Kochanowskiego, Mickiewicza, Norwida, Szekspira, Twardowskiego. Nigdy wprost, często z wykorzystaniem parafrazy. Postać jednego poety jest przywoływana bezpośrednio. To Artur Rimbaud, którego nazwisko pojawia się w tytule dwóch tekstów.

Na jedno zjawisko językowe obecne w tekstach tomu trzeba zwrócić szczególną uwagę. To duża ilość zwrotów anglojęzycznych. W ten sposób daje o sobie znać język korpoświata. W utworze dr caligari resetuje świat otrzymujemy obraz współczesności będącej w fazie rozpadu. Dominuje poczucie napięcia, niepokoju, pojawiają się obrazy odwołujące się do zamachów terrorystycznych. Przechodząc do tytułowego poematu Trawers, przenosimy się w inną rzeczywistość. To świat ponowoczesny, nad którym góruje wielokondygnacyjna wieża – siedziba syndyka masy upadłościowej starego świata. Mówiący w tekście prowadzi nas po kondygnacjach przedziwnej budowli. Nie da się stwierdzić, czy to lepszy świat, czy gorszy. To świat po świecie. W tym miejscu warto podkreślić wizyjne właściwości poezji Sosnowskiego. Słowa sugerują nam przedziwnie wykreowane przestrzenie. Przestrzenie te nie są unieruchomione tak jak na fantazyjnych obrazach plastycznych. Nie ograniczają się tylko do cech wizyjnych. Właściwością poezji jest przenikanie się tego co wizyjne z operacjami na pojęciach intelektualnych. W tle tego wszystkiego wyczuwamy emocje. Nie są one nazywane. Wiemy o ich istnieniu wtedy, gdy udzielają się nam w trakcie czytania.

Rozumiem doskonale zarzuty tych, którzy oskarżają Sosnowskiego o pisanie tekstów niezrozumiałych. Z pozoru tak jest. Zwłaszcza przy pierwszym, powierzchownym ich odczytaniu. Jednak znaczenia ukrywają się gdzieś wewnątrz. Pod tym względem to, co pisze Sosnowski, przypomina mi znaną z muzyki metodę śpiewu alikwotowego. Wykonawca alikwot (spotkałem się też z jego obrazowym określeniem: „brzuchomówca”) z pozoru tylko krzyczy, pełnym gardłem, natężając przeponę. Początkowo jego śpiew to hałas. Ale w tym hałasie, dzięki zjawisku rezonansu pojawiają się zestroje harmoniczne, tworzące wrażenie celowego i nieprzypadkowego brzmienia. To jak delikatna muzyka w tle szumu wielkiego miasta. Takie alikwoty poetyckie wyczuwam w czytanych tekstach Andrzeja Sosnowskiego.

 

Andrzej Sosnowski, Trawers, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.