LESZEK JODLIŃSKI rocznik 67. Historyk sztuki, menedżer kultury; w latach 2003–2008 dyrektor Muzeum w Gliwicach, w latach 2008–2013 dyrektor Muzeum Śląskiego w Katowicach; dyrektor Roku Polskiego w Austrii 2002–2003; wykładowca na Uniwersytecie Śląskim i Jagiellońskim z zakresu muzeologii; autor książek i licznych artykułów z zakresu historii sztuki (architektura ekspresjonistyczna XX wieku), historii Górnego Śląska, Europy Środkowej, stypendysta uniwersytetów w Amsterdamie, Heidelbergu i Tokio; animator projektów z dziedziny fotografii (publikacje, wystawy) i projektów popularyzacji dziedzictwa (w tym dla osób niewidomych); Od III 2014 r. do VI 2015 r. zatrudniony w Muzeum Śląskim w Opawie. Konsultant ds. muzeów. Obecnie dyrektor Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.

Strona autorska:
http://jodlowanie.pl/


 

Białe żagle nad Tel Awiwem
 

Stare kino. Kronika PAT-u. Reportaż Romualda Gantkowskiego. Jest lato roku 1939.

Na ekranie najpierw widać miasto z samolotu, a potem pojawiają się już rozświetlone letnim słońcem białe budynki i ulice Tel Awiwu. Miasto liczy wówczas 50 tysięcy mieszkańców i jest spełnieniem snów – o nowym początku, o modernistycznej, a może tylko luksusowej architekturze trzeciej dekady XX wieku, jakiej w takim nagromadzeniu nie było nigdzie w Europie. W stosunku do skali Tel Awiwu niczym wydają się eksperymenty wystawy WUWA we Wrocławiu (1929) czy realizacja osiedla Weissenhoff w Stuttgarcie w 1927 roku.

Kamera rozpoczyna spacer po mieście od Placu Meir Dizengoffa, założyciela miasta i pierwszego burmistrza Tel Awiwu. Krąży po Placu Króla Dawida, nowo budowanym porcie i elektrowni miasta. Takie bliskowschodnie „Metropolis" na skalę i rozmiar brytyjskiej Palestyny. Jest prąd, jest trud człowieka i nowa forma miasta wyrastającego z niebytu. Taki przekaz. Taki obraz.

Prawdę mówiąc – miejsca pokazywane na filmie nie zmieniły się do dziś na tyle, by ich nie rozpoznać. Raczej ogarnia nas lekki niepokój, że w stosunku do współczesnego obrazu Tel Awiwu, brak jest jedynie brytyjskich posterunkowych, czerwonych skrzynek królewskiej poczty i angielskojęzycznych szyldów i drogowskazów, których dzisiaj już zdecydowanie mniej w tej części miasta i w ogóle w Tel Awiwie.

Dizengoff Circle, 1936 (m.in. siedziba Cinema Esther)

Podobnie i dzisiaj spotkanie z Białym Tel Awiwem można rozpocząć od obu tych miejsc, które intrygowały filmowców blisko 80 lat temu. Spacer po Białym Tel Awiwie można też rozpocząć z innego dowolnie wybranego miejsca w okolicach Bulwaru Rothschilda czy ulicy Allenby, jednej z pierwszych wytyczonych w tym mieście.

Nadal ponad jeden z narożników Placu Króla Dawida wyrasta dynamiczna i opływowa architektura Poli House, wzniesionego w 1934 roku apartamentowca, zaprojektowanego przez Schlomo Liasowskiego. Zrewitalizowany (jego inwestorem był Yehuda Polishuk – stąd współczesna nazwa Poli House) jest jednym z hoteli w sieci luksusowych i dizajnerskich Brown Hotels.

Wizyta na placu jest cenna także z innego powodu. Plac Króla Dawida daje pojęcie o czymś, co jeszcze nie tak dawno działo się w Tel Awiwie i pozwala zobaczyć jak to niegdyś Białe Miasto, faktycznie białe – zszarzało. Na przestrzeni minionych 50 lat biel tynków i gładzi domów z lat 30-tych minionego wieku sczerniała i pokryła się plątaniną nadbudówek i ścianek. Fasady zostały zaś przysłonięte przez nowe otwory okienne, instalacje klimatyzatorów lub po prostu popadły w ruinę, porzucone przez swoich pierwotnych właścicieli.

Tak szaro wyglądał Biały Tel Awiw jeszcze na początku XXI wieku. Stan ten zmienił się po 2003 roku, gdy ponad cztery tysiące budynków wzniesionych w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku, które znajdują się na obszarze pierwotnego centrum Tel Awiwu (w kształcie zadanym mu przez urbanistę Patricka Geddes’a po 1929 roku) zostało objętych ochroną i wpisanych na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Czym jest Biały Tel Awiw? Miastem z marzeń? Kaprysem bogatych inwestorów? Tworem marzycieli i fantastów architektury? Wszystkim po trosze.
Na początku była wizja Meira Dizengoffa – obraz miasta nowego i niepodobnego do innych. Niemożliwego, bo budowanego na nadmorskich wydmach, a kto buduje na piasku poza szaleńcami? Funkcjonalnego i przyjaznego ludziom, społecznie dostosowanego do różnych potrzeb i odżegnującego się od obrazu miasta przeludnionego, jaki odnaleźć możemy na berlińskich obrazach Ernsta Ludwiga Kirchnera i współczesnych mu ekspresjonistów.

Willa rodziny Sadowski, archit. Carl Rubin, 1933

Była to wizja miasta, która spotkała się nie tylko z żywą odpowiedzią ze strony żydowskich architektów, którzy zaczęli napływać do Palestyny, głównie z terenu Niemiec, gdzie począwszy od 1933 aktywność ruchów związanych z Nową Rzeczowością (Neue Sachlichkeit) została ograniczona niemal do zera. Architekci owi byli emigrantami ogarniętymi albo ideą syjonizmu lub, jak Erich Mendelsohn (do niedawna członek Pruskiej Akademii Sztuk, z której go bezceremonialnie wyrzucono w 1933 r.), wygnańcami poszukującymi nowej drogi.

Równie istotne dla takiego rozwoju zdarzeń było to, że ów ruch budowlany znalazł oparcie w miejscowych i europejskich inwestorach – ludziach zamożnych, którzy postanowili dać szansę początkującym architektom i uznanym gigantom moderny. To, co zostało potem okrzyknięte przez nazistów mianem sztuki i architektury wynaturzonej, znalazło życzliwą i szeroką akceptację.

W gronie przybyszy najważniejszą rolę odegrało zaledwie kilku absolwentów Bauhausu (tacy jak Arieh Sharon czy Munio Weinraub). Inni to: Dov Carmi i Zeev Rechter, Pinchas Hueth, Josef Neufeld, Genia Averbuch czy powiązany z Miesem van der Rohe, Richard Kauffmann.
Pośród przybyszy do Tel Awiwu znalazł się też cieszący się już światową sławą, wspomniany wcześniej, Erich Mendelsohn. Nie pozostał tu jednak zbyt długo. Wybrał Amerykę. Patrząc na falujące elewacje wielu spośród budynków Białego Tel Awiwu, dostrzegam jego wszechobecność w tej części miasta. Przypominają mi się jednocześnie jego ostatnie realizacje z Niemiec Weimarskich w Chemnitz (Schocken Kaufhaus) czy z Berlina (Columbus Haus). Kąty proste elewacji domów i willi przy reprezentacyjnym bulwarze Rothschilda przypominają mi jego Seidenhaus Weichmann z Gliwic.

Wśród historyków architektury wciąż trwają dyskusje na temat tego, jak dalece w przypadku Białego Tel Awiwu uprawnione jest mówienie o tak jednoznacznym oddziaływaniu szkoły Bauhausu.

Patrząc na Białe Miasto uważam, że jest to swoisty rodzaj syntezy tego, co na grunt tego miasta i społeczności poszukującej swojej nowej tożsamości (narodowej i artystycznej) przynieśli architekci ukształtowani przez awangardę europejską okresu międzywojnia.

Większość z nich pochodziła z Europy, jednak niewielu w istocie wprost powiązanych było z gigantami architektury tego okresu: Gropiusem, van der Rohe, czy Le Corbusierem i Mendelsohnem. Postawiłbym więc raczej tezę, że w przypadku Tel Awiwu mamy do czynienia z pierwszą tak masową recepcją, interpretacją i reakcją na tradycję modernistyczną, zrodzoną kilka i kilkanaście lat wcześniej. I to właśnie stanowi o wyjątkowości tego miejsca i fenomenie Białego Miasta.

White Tel Awiw (fragment elewacji domu rodziny Ariav, 1933)

Chodząc ulicami Białego Miasta (White City) trudno się uwolnić od wrażenia, że to miejsce starcia wielu tradycji modernistycznych. Z jednej strony architektura ta miała ambicję zaznaczenia silnego nurtu funkcjonalistycznego (co było bliskie estetyce i myśli van der Rohe czy Le Corbusiera przede wszystkim). Z drugiej zaś strony niosła za sobą element estetyzującej ekspresji i dynamiki, która (gdy patrzymy na wybiegające tarasy i balkony domów wokół Placu Dizengoffa), jest przypomnieniem mieszanych intencji Gropiusa, jak pisał o jego architekturze Charles Jencks. Jencks, pisząc o architekturze Gropiusa wskazał na coś, co dostrzegam w Tel Awiwie i zabudowie Białego Miasta. Tym czymś jest synteza nowoczesnej idei architektury jako maszyny do mieszkania, z wywodzącymi się z tradycji formami klasycznymi, gotycyzującymi czy już zmodernizowanymi, jak u Mendelsohna.

Taki właśnie jest architektoniczny obraz Białego Tel Awiwu. Co jednak ciekawe (zważywszy na tradycje awangard początku XX wieku) wątek społeczny architektury zrodzonej z ducha Bauhausu gdzieś zniknął w Tel Awiwie. To, co oglądamy, to w istocie droga architektura willowa, luksusowe apartamentowce. Architektura idąca już własną drogą i bardzo powierzchownie odwołująca się do ideologii rewolty i misji architektury jako czynnika zmiany społecznej.

Wszystko to jednak nie zmienia odczucia, że Białe Miasto jest w sensie przestrzennym jak i w odniesieniu do poszczególnych projektów zjawiskiem nader interesującym. Na pewno wartym spaceru i refleksji.

Białe Miasto wytworzyło swoje własne leitmotivy: kody architektoniczne (termometrowe okna, opływowe fasady, balkony; taśmowe układy okien) i (co widać doskonale na przykładzie zrewitalizowanego obecnie dawnego Cinema Esther – obecnie Cinema Hotel) formy dizajnu przedmiotu i detalu architektonicznego opartego na kącie prostym i swoistym flircie z geometrycznym Art Deco.

Estetyka białego putzu (nazywanego Waschputz) pokrywającego każdy metr kwadratowy nowej architektury, jak niegdyś piasek miejscowe wydmy...

Białe Miasto, skąpane w błękicie nieba i szmaragdzie morza odbijającego się od plaż i brzegów Tel Awiwu. Znowu rozwija swoje białe żagle...

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.