PAWEŁ DĄBROWSKI – rocznik 66. Urodzony we Wrocławiu. Uciekł ze studiów politechnicznych, gdzie świat był zbyt wymierny, i został polonistą. Wykonywał różne zajęcia, w różnych zawodach. Zastanawia się, jak wpłynęło to na doświadczenie życia. W czasach akademickich działał w teatrze studenckim, później był dziennikarzem i fotoreporterem, nauczycielem i kuratorem sądowym, handlowcem i specjalistą w branży reklamy, marketingowcem, redaktorem i recenzentem. Dla utrzymania równowagi umysłowej ćwiczył techniki relaksacyjne. Nauczył się sztuki masażu, dzięki której pomagał innym w dystansowaniu się do pędu życia i stresu dnia powszedniego. Nałogowo bada układ relacji jednostki do kontekstów kulturowych. Pasjonuje go to, w jaki sposób werbalny zapis zarówno dokumentacyjny, jak i artystyczny, scala świadomość, utrwala tożsamość, porządkuje emocje, uzmysławia wpływ tradycji, buduje nowe jakości, uniemożliwia standaryzację jednostki do automatu ekonomiczno-konsumpcyjnego. W ramach pisanego bloga bywa dziennikarzem, myślicielem, poetą. 
Blog autorski: 
www.paweldabrowski-art66.blogspot.com 

Fot. Dominika Dąbrowska

 
 

Zapiski Portowe
XV Port Poetycki w Chorzowie

W chorzowskim Porcie Poetyckim wystąpiłem po raz czwarty. Czwarte uczestnictwo oznacza, że przybyłem w znajome kąty, na spotkanie ze znajomymi twórcami, ale też z nadzieją poznania nowych osób. I tak się stało, a nawet więcej. W tym roku byłem tam dłużej i jakby bardziej intensywnie niż w latach ubiegłych. W piątek wieczorem w Chorzowskim Centrum Kultury wysłuchałem prezentacji haiku. To pierwsze tego typu spotkanie, do którego zorganizowania przyczynili się twórcy tego gatunku, zgrupowani w powołanym do tego specjalnie stowarzyszeniu. Prowadzącymi wieczór była Zuzanna Truchlewska i Robert Kania. Urozmaiceniem spotkania był występ Teatru Obecnego z Wrocławia ze spektaklem nawiązującym do klasycznej japońskiej poezji Matsuo Basho. Ciekawostką jest to, że była to grupa teatralna stworzona przez słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku, działającego przy Uniwersytecie Ekonomicznym. Niezwykła inicjatywa osób, które stawiają na aktywność. Wieczór zakończyło czytanie haiku, w trakcie którego swoje miniatury mogli zaprezentować zarówno zaproszeni goście jak i każdy, kto tylko chciał przeczytać swoje dokonania w gatunku.

Wieczór haiku był rodzajem rozgrzewki przed głównymi imprezami XV edycji Portu Poetyckiego, jakie miały miejsce w sobotni dzień trzeciego czerwca. Po prowadzonych od godz. 11.00 przez poznańską poetkę Biankę Rolando warsztatach, zaczęła się część oficjalna, a w niej prezentacje utworów wspomnianej autorki oraz Tomasza Pietrzaka, Anny Marii Wierzchuckiej i Bogdana Prejsa. Moim zdaniem, ale też zgodnie z opinią pozostałych słuchających, tegoroczne prezentacje zawierały wiele dobrych, przykuwających uwagę i pobudzających do refleksji utworów. Na tle poetów z większym dorobkiem i życiorysem twórczym szczególnie interesująco, a wręcz fascynująco, wypadła Anna Maria Wierzchucka. Podobała mi się uwaga Jacka Dudka, współorganizatora festiwalu, że to efekt „świeżej krwi”. Annę Wierzchucką pamiętam z zeszłorocznej edycji Portu. Czytała wówczas utwory w ramach bloku Magazyn Wierszy. Wyróżniała się ekspresją. Tak ją zapamiętałem i ucieszyło mnie to, że ponownie mogłem posłuchać jej wierszy. To, co łączyło trójkę poetów Wierzchucką, Prejsa i Pietrzaka, to szczerość postawy widzenia i nazywania świata, siebie w tym świecie oraz towarzyszących temu emocji. Poezja Bianki Rolando miała w sobie więcej kreacji klasyczno-literackiej.

O tym, że poezja i pieśń stanowiła niegdyś jedność przypomniał nam w drugim bloku prezentacji, w Magazynie Wierszy, Andrzej Kanclerz, który swój wiersz po prostu odśpiewał. Zanim jednak rozpoczął się ten blok, tradycyjnie, jak co roku, Małgorzata Południak zaprezentowała dwie artystki sztuk wizualnych: Barbarę Trzybulską – ceramiczkę i Ewę Kantorczyk – zajmującą się grafiką. Tak zwana Sztalugarnia, czyli jedna z części Portu Poetyckiego, która poświęcona jest sztukom plastycznym to zaplanowane działania zmierzające do łączenia różnych odmian twórczości.

Barbara Trzybulska jest od kilku lat stałym bywalcem Portów Poetyckich. Prowadzi warsztaty plastyczne, odbywające się równolegle z poetyckimi. Tegoroczna wystawa jest, o ile dobrze pamiętam, drugą jej ekspozycją na Porcie. Artystka tworzy unikatowe przestrzenne przedmioty ceramiczne. Prace bazujące na kształtach łodzi mocno organizują przestrzeń, ponieważ na pokładach tych obiektów powstają miasta, naznaczone mnóstwem symboli. Wrażenia nawiązań do przedmiotów kultury materialnej kręgu śródziemnomorskiego są jak najbardziej zasadne. Tworzy również obrazy ceramiczne, które przybierają formę mozaiki lub tarcz z odciśniętymi frazami z wierszy.

Ewa Kantorczyk zaprezentowała prace graficzne powstałem dzięki współczesnej technologii elektronicznej. Efekt końcowy jest tradycyjnym obrazem i wcale nie sugeruje tego, że powstał dzięki e-tabletom i innym tego typu narzędziom. Wyposażeni w wiedzę o sposobie tworzenia, mogliśmy tropić ślady elektronicznego rylca w powstałych obrazach.

W Magazynie Wierszy, prowadzonym jak zawsze przez Barbarę Janas-Dudek, słuchaliśmy poetów, którzy w miarę systematycznie bywają na Porcie i legitymują się dorobkiem drukowanych tomików. W tej grupie czytały m.in. śląskie poetki Roma Jegor i Marta Fox, poeci Grzegorz Derner i Włodzimierz Szymczewski. Czytali też twórcy z Krakowa i Poznania, a nawet z Irlandii. Pełna lista poetek i poetów ponieżej na plakacie. Cechą Portu Poetyckiego jest nadmiar – wiele utworów i twórców. Liczbę czytających powiększa grupa około czterdziestu osób, które w części Hyde Park mogły zaprezentować po jednym wierszu. Zasadą Portu Poetyckiego jest to, że w ramach Hyde Parku swój utwór zaprezentować może każdy uczestnik imprezy.

Stałą częścią festiwalu jest koncert muzyczny. Zazwyczaj muzyka z poezją albo po prostu poezja śpiewana. W tym roku wysłuchaliśmy koncertu piosenek do tekstów Agnieszki Osieckiej w wykonaniu Joanny Trzepiecińskiej. Jakie wrażenia? To był bardzo dobry koncert. Mam na myśli zarówno śpiewającą jak i towarzyszących jej muzyków. Słuchanie było prawdziwą przyjemnością. Chociaż koncert różnił się od tych, do jakich przywykłem w trakcie poprzednich edycji. Dlaczego odmienny? Dla postronnego obserwatora jasne było to, że koncert był rodzajem wstawki, którą, jako propozycję nie do odrzucenia, dostali organizatorzy Portu Poetyckiego. Nie w tym rzecz. Przyzwyczaiłem się do tego, że cała impreza prowadzona jest bezpośrednio lub pośrednio przez organizatorów Portu – Jacka Dudka i Barbarę Janas-Dudek. Fakt zmarginalizowania ich na czas koncertu Trzepiecińskiej i zastąpienia innym prowadzącym odebrałem jako zgrzyt. Nie ma tu znaczenia fakt, że ten nowy prowadzący robił to bardzo fachowo, profesjonalnie. Poza tym przyzwyczaiłem się do tego, że artyści estradowi zawsze byli równocześnie uczestnikami Portu Poetyckiego, czyli w części niekoncertowej byli po stronie publiczności. Tym razem mieliśmy koncert typowej gwiazdy trzymającej dystans. No cóż… W każdej standardowej sytuacji powiedziałbym, że był to bardzo dobry koncert znakomitych artystów. Tu powiem, że był to bardzo dobry koncert, ale źle wpisujący się w charakter imprezy Portu Poetyckiego. W nadziei nowych doznań, czekam kolejnej edycji zjazdu poetów.

 


 
 
   
  
   

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.