MIREK ANTONIEWICZ – rocznik 1954. Malarz. Studiował, mieszka i pracuje we Wrocławiu. Redaktor kwartalnika literacko-artystycznego „sZAFa”. Ponad 50 wystaw indywidualnych w Polsce, Włoszech, Niemczech, Szwecji, Danii i w innych krajach. Jest członkiem Immagine&Poesia międzynarodowego ruchu artystyczno-literackiego w Turynie oraz Związku Polskich Artystów Plastyków. Reprezentowany przez Galerię M Odwach we Wrocławiu i PiscinaComunale w Mediolanie.

Foto: Eva Buczma

 

 
 

Pakal Wielki w Galerii Sztuki Brzeskiego Centrum Kultury
Andrzej Walkusz, Kolor w grafice
 

Wizerunek człowieka jest najczęściej przewijającym się tematem malarskim w historii sztuki. Portrety towarzyszą nam od czasów starożytnych, wystarczy przypomnieć znakomite obrazy z Fayum i dalej – wizerunki możnych świata i świętych męczenników w wiekach średnich, malowane, rzeźbione, wybijane na monetach, radosne twarze włoskiego renesansu, następnie dojrzały barok z mistrzem Rembrandtem, gdzie portret przestaje być jedynie odwzorowaniem postaci – otrzymujemy w obrazie również zapis cech psychologicznych pozującego. Należy tutaj wspomnieć wspaniałe portrety wielkiego romantyka – Goi. Wiek dziewiętnasty – powszechny portret mieszczański i pojawiająca się fotografia (historię fotografii przepełniają konterfekty), a w malarstwie modernizm, obcięte ucho Van Gogha, inne spojrzenie na człowieka, jego rolę i problemy, aż po współczesne performance wypełniane egzystencjalnym bólem, żywe i bolesne odbicia artystów naszej teraźniejszości.

Wiele można przeczytać o historii portretu w książkach włoskiego historyka sztuki Stefono Zuffiego[1]. Bardzo ciekawe dociekania na temat techniki budowania portretu przez dawnych mistrzów napisał też znakomity współczesny malarz David Hockney[2].

Wchodząc do renesansowej sali Galerii Sztuki Współczesnej Brzeskiego Centrum Kultury pomyślałem o Pakalu Wielkim, królu Palenque (K’inich Janaab’ Pakal 603-683), który w czasie trwających 68 lat rządów rozbudował, uświetnił i wzniósł na wyżyny swoje państwo. Zobaczyłem rząd męskich portretów ujętych klasycznie z profilu. Pomyślałem o dawnych władcach zaginionych krain, zagubionych w dżunglach budowli, o kulturze Majów i Azteków. Profile dumne i twarde, mające mocno zarysowane czoła, nosy i brody. Ich twarze pokryte ornamentami, tajemniczymi znakami, rytualnym tatuażem, ozdobione szlachetnie. Przypominają dawne obrzędy, nadawanie symbolicznych znaczeń, kulturę zapomnianą, której nie jesteśmy dziś w stanie odczytać w bezpośredni sposób. Są echem czasów minionych – wykonane bardzo starannie, na wspaniałym papierze, szlachetnymi tuszami. Występujące w tłach błyski szlachetnych metali być może są symbolicznym przeczuciem upadku. Podkreślają upływ czasu, przemijanie. Portrety Andrzeja wydają się zapisem chwili w momencie świetności – niezwykły blask i lśnienie.

Można się zastanowić – czy przedstawiane dzieła nie są portretem ich twórcy? Takim specyficznym rozrachunkiem z samym sobą?

Andrzej Walkusz dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Polsce. Pierwsze kroki w dziedzinie sztuki stawiał pod koniec lat siedemdziesiątych we Wrocławiu. Od zawsze jego pasją była obserwacja twarzy ludzkiej. Na początku nie miał aparatu fotograficznego, więc rozpoczął próby rysunkowe. Nazywał je poszukiwaniem twarzy. Później nastąpiła emigracja, trudy życiowe i wreszcie spełnienie marzeń – powrót do portretu, ale już fotograficznego. Od pewnego momentu te dwa wątki zaczęły przeplatać się oraz nawzajem uzupełniać – portrety fotograficzne i rysunki.

Andrzej swoją twórczość rysunkową nazywa „realizacją marzeń”, „spełnieniem z przeszłości”, „wypracowanym luksusem”. Same prace określa mianem notatek graficznych, przeistoczonych w poszukiwanie doskonałości.

W czym zamyka się przywołane poszukiwanie? W precyzji, poświęconych godzinach i skupieniu czy w szklistych spojrzeniach portretowanych postaci? O czym opowiadają nieruchome, świetliste zapatrzenia uniesionych głów? Wydaje się, że stosowany przez Andrzeja zabieg starannego i drobiazgowego nakładania systemu linii i kropek na rysowanych portretach jest znakiem przeznaczenia, swego rodzaju nieuchronnością. Podkreśla upływ czasu, jest rejestracją procesu starzenia się i rozkładu, zapisem upadku królestw. Zaznaczony na twarzach mozół codzienności, który niezależnie od tego, na jak wysokie jesteśmy wyniesieni poziomy uwielbienia, oznajmia nam, że wszyscy jednakowo temu procesowi podlegamy. Pozostaje światło w oczach, które zawsze jest nadzieją.

Andrzej Walkusz – rocznik 56. Urodził się w Polsce, obecnie mieszka w Dusseldorfie. Pracował 25 lat jako dźwiękowiec oraz asystent operatora dla WDR, niemieckiej stacji telewizyjnej w Kolonii. Obecnie niezależny artysta, wypowiadający się poprzez fotografię i rysunek. W latach 80-tych XX wieku wystawiał swoje prace w Polsce i w Niemczech. Od trzech lat na nowo możemy podziwiać jego twórczość. Jest to już druga wystawa Andrzeja Walkusza w brzeskiej galerii. Przed rokiem prezentował tam swoje portrety fotograficzne.

Mirek Antoniewicz, 2017


Wystawa prac w Galerii Sztuki Współczesnej Brzeskiego Centrum Kultury,
wernisaż 17 marca 2017 roku. Kurator wystawy – Jerzy Andruszko.

 

Przypisy:
1. Historia portretu, Stefano Zuffi, Arkady, 2001 Warszawa
2.Historia obrazów, Hockney David, Gayford Martin, Rebis 2016

 


 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.