NATALIA KOŁACZEK – rocznik 89. Dyplom ukończenia filologii szwedzkiej w kieszeni. Ciałem (najczęściej) w poznańskim bloku z wielkiej płyty, myślami (zazwyczaj) wśród skandynawskich, malowanych na czerwono, drewnianych domków. Ciągle brakuje jej czasu na książki i kino.

Blog: http:// szwecjoblog.blogspot.com

 

Szwedzka teoria miłości, filmowa teoria szwedzkości
 

Co mają wspólnego największy na świecie bank dawców spermy, lekcje języka szwedzkiego dla obcokrajowców, staruszkowie odnajdywani w mieszkaniach na wiele miesięcy po swojej śmierci, hipisi szukający w lesie bliskości z innymi, Zygmunt Bauman i skandynawski lekarz, który przeniósł swoją praktykę do Etiopii? Wszystko i wszyscy w filmie Erika Gandiniego mają świadczyć o kondycji szwedzkiego społeczeństwa, określanego powtarzanym jak mantra mianem „społeczeństwa jednostek”, the society of individuals.

Gandini, szwedzko-włoski reżyser, rozpoczyna swoją opowieść zapowiedzią katastrofy. „W Szwecji wszystko było wspaniałe” – odzywa się głos z offu, a widz już zaczyna się spodziewać jakiegoś „ale”, jakiegoś tęsknego: „a teraz jest inaczej”. Zresztą wkrótce dostaje to, na co czekał. Szwedzki manifest polityczny „Rodzina przyszłości”, przedstawiony w 1972 roku, podkreślał rolę ekonomicznej wolności i niezależności jednostki, bo to one miały umożliwić istnienie szczerych relacji i prawdziwego przywiązania. To, co i jak film przedstawia dalej, dałoby się podsumować jednym zdaniem: chcieli dobrze, wyszło jak zawsze.

Począwszy od narodzin. Wychowane w kulcie niezależności Szwedki, nie chcą żyć w związku, ale marzą o dziecku, coraz częściej korzystają więc z usług duńskiego banku spermy, przesyłającego kurierem zestawy do domowego samozapłodnienia. Coraz więcej jest też jednoosobowych gospodarstw domowych, a jednym z pierwszych słów, których rzekomo uczą się imigranci przyjeżdżający do Szwecji, jest särbo, relacja, kiedy jest się w związku, ale mieszka się osobno. Umieranie po szwedzku nijak ma się do ars bene moriendi – coraz więcej Szwedów umiera samotnie; co więcej, zdarzają się przypadki, kiedy z ich śmierci długo nikt nie zdaje sobie sprawy. Gdzie więc można przed tym wszystkim uciec? Może tak jak chirurg Erik Erichsen – do Etiopii, do miejsca, gdzie kultywuje się zupełnie inne wartości? Erichsen musi tu przeprowadza operacje przy użyciu spinek do włosów i szprych rowerowych, ale za to doświadcza wszelkich radości płynących z życia w afrykańskiej wspólnocie.

Czy „Szwedzka teoria miłości” w ten sposób raz na zawsze rozprawia się z mitem szwedzkiego raju? Czy to wyczekiwana odpowiedź na do znudzenia optymistyczne rankingi jakości życia i zadowolenia, w których Szwecja od wielu lat plasuje się w czołówce? Niezupełnie. Sądząc po sposobie, w jaki w filmie prezentowane są argumenty na potwierdzenie tezy, że Szwedzi to najbardziej samotny naród świata, sam Gandini podchodzi do tego tematu z ironią – choć gorzką. Zręcznie żongluje utartymi skojarzeniami z tym, co skandynawskie. Czarno-białe kadry z początku filmu, z czasów, kiedy jeszcze było wspaniale, pokazują schludne osiedle niskich domków, mogących przywodzić na myśl nawet czerwone domki z pocztówek. Za to współczesne ujęcia to głównie blokowiska, anonimowe mrówkowce, podkreślające poczucie wyobcowania i samotności jednostki. Minimalistycznie urządzone, jasne, przestronne wnętrza to tym razem nie tylko pokoje w szwedzkich mieszkaniach, ale i pomieszczenia, w których dawcy banku spermy oddają nasienie. Para przeszukująca mieszkanie w lateksowych rękawiczkach to nie detektywi z seriali kryminalnych, ale pracownicy instytucji, zajmującej się szukaniem spadkobierców po samotnie zmarłych. Natura to nie miejsce ukojenia, ale podejrzanych spotkań i niemal rytualnych sesji dotykania i cielesnej bliskości. Wrażenia dopełnia jeszcze dynamiczny montaż, rytmiczna muzyka rodem z teledysków i wypowiedzi ekspertów miksowane niczym didżejski popis.

Sięganie po stereotypy i uprzedzenia, odwoływanie się do skrajnych sytuacji i postaci, tak jak robi to Gandini, może irytować, ale może też skłaniać do refleksji i podjęcia próby przedyskutowania i zweryfikowania tego, co się zobaczyło. „Szwedzką teorię miłości” wbrew otoczce kontrowersji ogląda się zaskakująco lekko, choć moim zdaniem to zdecydowanie jeden z tych filmów, które wymagają komentarza po seansie – żeby jednostronna „Szwedzka teoria miłości” nie stała się od razu jednostronną „filmową teorią szwedzkości”.
 

Film został wyróżniony Nagrodą Publiczności Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych dla najlepszego filmu podczas 13. edycji festiwalu Millennium Docs Against Gravity.



Tytuł: Szwedzka teoria miłości (The Swedish Theory of Love), Szwecja 2015
Scenariusz i reżyseria: Erik Gandini
Zwiastun: https://www.youtube.com/watch?v=pqdreRzZxf4


 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.