AGNIESZKA MOROZ – wesoła autorka przygnębiających wierszy urodzona w 1987 roku w Gorzowie Wlkp. Doktorantka literaturoznawstwa na Uniwersytecie Szczecińskim na ostatniej prostej. Recenzentka „Dziennika Teatralnego”. Autorka książek poetyckich: Każdy idzie do nieba, Ulica magików, Aneks do gier i Pomiędzy mną a mną, monografii naukowej Jak uwieść czytelnika? Jonathan Carroll i Andrzej Sapkowski wobec kulturowych koncepcji śmierci oraz artykułów literaturoznawczych publikowanych m.in. w „Roczniku Komparatystycznym” i pokonferencyjnych antologiach. Stypendystka Marszałka Województwa Lubuskiego i (dwukrotnie) Prezydenta Gorzowa Wlkp. Laureatka wielu ogólnopolskich konkursów literackich. Jej wiersze były tłumaczone na język angielski i publikowane w amerykańskim czasopiśmie literackim „The Hoot Review”, a także w czasopismach i na portalach krajowych: „Pisarze.pl”, „Bliza”, „Migotania”, „Lamus”, „Znaj”, „Kozirynek”, „Pegaz Lubuski”, „Pro Libris”, „Borussia”, „Szafa”, „PKPzin”. Można je było również usłyszeć w dwóch audycjach Radia Zachód z cyklu „Radiowa książka poetycka”.

foto: Bartosz Mateńko

 
 
 

Stan równowagi

Mężczyzna który idzie ulicą trzymając otwarte piwo i papierosa
może osiągnąć wszystko
W pogardzie mając władców pieczątek i bloczków z mandatami
zagaduje do dziewczyn których nie lubił w podstawówce
bo w końcu wyrosły na kobiety o ciałach modelek
i pewnie wyda się im interesujący
Jest trochę jak Eliot na starych fotografiach
w końcu też pali i nosi okulary
(pożyczone na rozmowę o pracę
lecz ten szczegół pozostanie niedopowiedzeniem)

Mężczyzna który idzie ulicą z otwartym piwem i papierosem
do komunikacji ze światem ma zestaw sześciu słów
zawsze jest rozumiany
W jego kieszeni klucz pobrzękuje i tajemnicze blaszane pudełko
więc schowaj cv z sześcioma językami
i przestań gapić się dziewczynko
jeśli nie chcesz zobaczyć jak idealnie te przedmioty
wieczorem składają się na całość

 

 

 

Pomiędzy mną a mną

Mój dom jest przestrzenią w której na metr kwadratowy
przypada statystycznie najwięcej nieszczęść
Wszystko co mogło się zdarzyć już mi się przytrafiło
i chciałabym tylko spać

Kupiłam łóżko z funkcją spania
stół z funkcją jedzenia
i stos jaskrawych ubrań żeby żyły za mnie
ale wciąż mam w sobie równoległe wszechświaty
setki delikatnych membran
uchylonych jak drzwi
przez które widać wszystkie moje ja
porozsiadane na bujanych rustykalnych krzesłach

Są puste lecz nie opuszczone
w gorsetach z koronek kolorowych szkłach
przypominają ozdobne rurowe dzwonki
i czasem myślę że gdyby napisał mnie Schulz
miałabym w sobie wiatr
mogłabym dźwięczeć razem z nimi

Później drzwi zatrzaskuje wichura
głośnego śmiechu moich wcieleń
wywrzaskiwanych prawd
uderzających w stół drobnych pięści
a ja potrafię tylko
uderzać o cynamon
i znad moździerza nasłuchiwać kim mogłabym być
gdyby Bogu skończyły się wreszcie pomysły

 

 

 

Pokolenie Nic jedzie w podróż

Mówię ci przez komórkę
że jadę wielką autostradą
porzuconą na pustyni
długą jak zbyt rozciągnięty sen
na który nie starczyło wyobraźni
Coś jak Route 66 tylko mniej ostentacyjna
i teraz na pewno już trafię do Galen

Mówię

Przywiozę ci stamtąd szczeniaka białego bulteriera
żebyś miał z kim rozmawiać w długie wieczory
Rozłączam się
i idę do schroniska
Na pewno mają tam jakieś białe psy

Wkrótce potem
znajduję w skrzynce list

Piszesz

Jadę do Twin Peaks
Na jednym z peronów minąłem Laurę Palmer
to samo spojrzenie
i papieros nieodłączny jak talizman
Przesyłam ci połówkę naszyjnika w kształcie serca
Kiedyś wszyscy chcieliśmy takie mieć

 

 

 

Ostatni wywiad

Oglądasz ostatni wywiad z Heathem Ledgerem
i nagle czujesz jak w środku puszczają ci szwy
najpierw nie umiesz nazwać tego uczucia
w końcu rozumiesz że od początku patrzyłaś na siebie
Znasz ten tępy moment
kiedy przestaje się kontrolować drapanie
a oczy niebezpiecznie błyszczą
i trzeba szybko mnożyć by zahamować odruch

Odkąd tkwisz w tym letargu
jesteś jak przerażony joker
Rysujesz wielki uśmiech szminką
zbyt tanią by mógł przetrwać do wieczora
wcielasz się w damę lub królową kier
w nocy zrywasz i bardzo szybko biegasz po pokoju

Mówią że jeśli w kadrze pojawi się pistolet
w końcu na pewno wystrzeli
dlatego Heath nie powinien siadać obok plakatu
I’m not there
a ty pisać na kopercie gdyby coś mi się stało
Teraz już wiesz
trudno byłoby o happy end

I chociaż boisz się huku
wierzysz
że kiedy strzelisz
nie zdążysz go usłyszeć

 

 

 

Przy twoim łóżku

To ja Alice
siedzę przy twoim łóżku czekając na cud
Mam nieodparte wrażenie że ktoś kręci to kamerą
i jeśli po śmierci
swoje życie ogląda się jak film
scenie tej towarzyszyć będzie piosenka Heart Shaped Box
i tykanie mojego serca

Marny ze mnie materiał na bohatera
Nie odnajduję się w roli
skomplikowanego wewnętrznie podmiotu
który reżyser długo przechowuje na jednej z tych półek
za najgęstszymi pajęczynami
by w końcu go wyciągnąć i pokazywać pod światło
W kolejnych ujęciach
przyjmuję tysiąc niekontrolowanych póz
nad twoim łóżkiem zwisam
jak nad przepaścią
z której machają już do mnie znajome dłonie
o nad wyraz krótkich papilarnych liniach

Najgłupsza wizja nagle jest realna
boli jak zdjęcie z Beksińskim palącym własne obrazy
i chciałoby się tam wskoczyć żeby ratować co się da
zagłuszyć widok wrzaskiem jak w regresywnej terapii Janova
lub śnie z którego budzi się zawsze w takim momencie
by nie zobaczyć co wydarzyło się dalej

Dlatego jeśli naprawdę zacznę się bać
pozwól mi cofnąć film
podnieść ci powieki
i spływającą w ciebie kroplę zawrócić do plastikowego worka
tak by widzowie nigdy się nie dowiedzieli
że Alice to tylko mała dziewczynka
chowająca się za gazetą
i papierowym kubkiem kawy

 

 

 

Facebook jako nowa Księga Rodzaju

otaguj mnie i oflaguj
przypnij pinezką zgodnie z etykietą
oznacz
jestem tylko jednym z twoich składników
moją zawartość w tobie
określa kolejność w szeregu na liście
bliskich znajomych
i szczebel którego udało mi się sięgnąć
na osi twojego czasu

jak dobrze że wreszcie wszystko można nazwać
opisać na tablicy kanapkę ze śniadania
nakreślić ilość piw i panien
z imprezki u Sławka
znaleźć odpowiedź na bardzo dziurawe pytania
w zdjęciach
których istnienia nawet się nie podejrzewało

na szczęście nie musimy się już zapoznawać
kliknij na link do mojej głowy
i czuj się jak u siebie
a zamiast nazwiska
przyklej łatę-szmatę
nazwij jak przygarniętego psa
który zawsze w końcu upodabnia się do właściciela

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.