PAULINA MIKOŁAJCZYK – rocznik 89. Z wykształcenia informatyk, jednak od zawsze kochająca literaturę, a przede wszystkim grube tomiska w pięknych okładkach. Mieszkająca gdzieś pomiędzy Łodzią a Warszawą. Obecnie pracująca w jednym z miejskich ośrodków kultury, gdzie mierzy się z promocją... kultury. Od kilku lat prowadząca bloga, na którym porusza tematy z takich dziedzin jak film, literatura czy sztuka. Jeździ po wystawach i festiwalach, bo przecież kultury nigdy dość.

 
 

Grzegorz Bogdał to opowiadacz, który w pięciu monologach żywot ludzki sprowadza do bezcelowej podróży i działań nie mających znaczenia. Koło się toczy, my biegniemy za nim, by ostatecznie nasze życie wciąż wyglądało tak samo. Cóż, że raz nam się uda zdobyć „najwyższy” punkt i oglądać świat z góry jak w diabelskim młynie, gdy za chwilę znów spadniemy na dno.

Proza Bogdała wymaga skupienia, by przedzierać się przez gąszcz słów i zdań wielokrotnie złożonych, zaplątanych i wymieszanych, niemal wyrwanych z naszej podświadomości. Słuchamy zwierzeń 5 osób, których historie wydają się być mieszanką jawy i snu. Stykamy się więc z chorym na cukrzycę sobowtórem Freddiego Mercury’ego, który po amputacji nóg, zwierza się reżyserowi castingu do musicalu. Opowiada więc chaotycznie o swoim życiu, które odmieniło się wraz z przypadkowym poznaniem charyzmatycznego muzyka Queen. Stało się to szczęściem jak i piętnem, gdyż dziś, gdy jest stary i ma ledwie 123 cm wzrostu nikt nie widzi w nim popularnego wokalisty. Nie ma już komu opowiadać o swoim życiu, kikuty go bolą, a przecież nie da sobie więcej uciąć.

Swoją historię snuje też starsza Pani, która już nie potrafi powiedzieć więcej niż „nie ma jajek”, choć rozumie otaczający ją świat. „Rozmawia” ze swoja ptaszyną, która co dzień do niej przylatuje. Słucha również zwierzeń Tomka, młodego chłopaka, który marzy o studiach, a wybrać się na nie może. Niby czytamy wspomnienia staruszki, a jednak wciąż przewija się teraźniejszość, która dominuje w jej pamięci. Zapomina przeszłość, a jednocześnie „dziś” zostaje jedyną rozrywką, bo o czym może ona jeszcze opowiadać?

Mamy historię mordującego syna, który w unoszącym się w mieszkaniu aromacie rosołu, postanawia odrąbać głowę matki. A jednak ciało wciąż pozostaje wolne, nie mogąc opuścić ukochanego dziecięcia. Jawa, sen, choroba – wszystko się miesza, tworząc mozaikę trudną do wchłonięcia. Relacja matka-syn zostaje zaburzona, a pozorne szczęście szybko zostaje zrujnowane.

Cóż jednak znaczy ciało bez głowy, gdy prostytutka pisze list do papieża i przedstawia historię Kuby, karła, który rusza przed siebie by mówić o naukach Kościoła. Co z tego, że jest nieśmiały, nie ma charyzmy, a przez to ludzie omijają go niczym zarazę? Gdy już udaje mu się zebrać tłum, który słucha tego, co mówi, chwilę potem znów wszystko się odmienia i wraca dawna rzeczywistość. Pozostaje ukrywanie, bezsilność i rozpacz, że sprawa, której poświęciłeś swój żywot jest przegrana.

a sam koniec zaserwowana zostaje nam historia człowieka uleczonego przez bioenergetyka – oszusta, który otrzymuje swoją szansę. Przez jedną chwilę „wnika” w niego moc i zaczyna uzdrawiać ludzi. Pomimo to czeka go marny koniec, gdyż uwikłany w energetyczne relacje, niekoniecznie mu sprzyjające, nie otrzymuje ratunku. Otrzymuje go za to Stanisław, który historię opowiada, który zostaje cudownie uzdrowiony i żyje po dziś dzień.

Floryda pojawia się niemal w każdym monologu, przybierając formę nagrody, krainy, w której czeka na bohaterów spokój, zrozumienie, należny odpoczynek. Symboliczne miejsce, do którego pragniemy się dostać i w którym pragniemy spędzić swe ostatnie dni. Floryda niczym biblijny raj kusi swym słońcem i beztroską, wolnością, której w teraźniejszym życiu zaznać nie możemy.

Bohaterowie wydają się być dziwni, uwikłani w swoją własną rzeczywistość, oderwaną od naszego świata. Zabłąkanych we własnym umyśle, o dwoistej, sprzecznej naturze, pełnej paradoksów. Bogdał, tworząc swoje opowieści-monologi, podkreślił to, czego potrzebują najbardziej ludzie samotni: rozmowy. Wygadania. Zrozumienia. Pragną, by choć jeszcze raz ktoś usłyszał ich historię i zapamiętał. Nieważne czy jest ona niezwykła czy jest tylko szarą rzeczywistością. Samotność naznacza nas pierwiastkiem szaleństwa, tworząc bariery coraz trudniejsze do pokonania.

Bogdałowi udał się ten debiut. Czytelnik został pochłonięty przez potok soczystych słów, które wprowadzają go w świat samotności i szaleństwa. Są chaosem jak ludzki umysł. Są ostatnim wołaniem przed zapomnieniem. I ostatnią próbą przypomnienia o sobie światu.




Grzegorz Bogdał, Floryda, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.