|

 

PAWEŁ DĄBROWSKI – rocznik 66. Urodzony we Wrocławiu. Uciekł ze studiów politechnicznych, gdzie świat był zbyt wymierny, i został polonistą. Wykonywał różne zajęcia, w różnych zawodach. Zastanawia się, jak wpłynęło to na doświadczenie życia. W czasach akademickich działał w teatrze studenckim, później był dziennikarzem i fotoreporterem, nauczycielem i kuratorem sądowym, handlowcem i specjalistą w branży reklamy, marketingowcem, redaktorem i recenzentem. Dla utrzymania równowagi umysłowej ćwiczył techniki relaksacyjne. Nauczył się sztuki masażu, dzięki której pomagał innym w dystansowaniu się do pędu życia i stresu dnia powszedniego. Nałogowo bada układ relacji jednostki do kontekstów kulturowych. Pasjonuje go to, w jaki sposób werbalny zapis zarówno dokumentacyjny, jak i artystyczny, scala świadomość, utrwala tożsamość, porządkuje emocje, uzmysławia wpływ tradycji, buduje nowe jakości, uniemożliwia standaryzację jednostki do automatu ekonomiczno-konsumpcyjnego. W ramach pisanego bloga bywa dziennikarzem, myślicielem, poetą. 

Blog autorski: 
www.paweldabrowski-art66.blogspot.com 

   Fot. Dominika Dąbrowska

 
 
 

Burze teatralne

Wydaje mi się, że żyję gdzieś na marginesie głównego nurtu wydarzeń artystyczno-społeczno-politycznych. Przynajmniej takie przyjąłem założenie. Faktem jest jednak, że nie do końca mi się to udaje. Nawet gdy bardzo nie chcę, docierają do mnie odgłosy bieżących wydarzeń i konfliktów. Wiem, że napisanie czegokolwiek o Teatrze Polskim we Wrocławiu czy o spektaklu Klątwa w Teatrze Powszechnym w Warszawie jest o tyle niebezpieczne, że można dzięki temu dostać po głowie i z lewej i z prawej strony. Można dostać etykietkę wstrętnego „PIS-iora” albo zdeprawowanego „platformersa” lub innego „nowoczesnego”. Można dowiedzieć się, że jest się nacjonalistą lub lewakiem itd., itp.

Sytuacją w Teatrze Polskim jestem mocno zmęczony. To jedna ze scen w pobliżu mojego miejsca zamieszkania i chętnie wybrałbym się na jakiś spektakl. Obawiam się, że to długo nie nastąpi. No chyba, że pójdę na grane tam od kilkudziesięciu już lat Okno na parlament lub Mayday. Wiem. Ktoś zakrzyknie, że to wszystko przez tego abnegata Morawskiego, wstawionego po kolesiowsku na urząd dyrektora. Myślę, że prawda leży gdzieś pośrodku, jak zwykle. Bo faktem jest, że nowy dyrektor przyszedł wprowadzić jakieś zmiany (jak każda nowa „miotła”), co nie spodobało się części zespołu teatralnego chcącego zachować status quo. To dążenie do zachowania status quo jest standardowym zjawiskiem w każdym zakładzie pracy (a teatr również nim jest) i nie jestem zaskoczony oporem. Różnica polega na tym, że tu dzieje się to w świetle fleszy i przed kamerami. Być może tak jak głoszą niektórzy, pojawienie się Morawskiego to efekt ustawki (radnych z PSL-u, nie PIS-u w sejmiku samorządowym), jak się mówi na mieście. Czy na pewno? Tego na pewno nikt nie wie. To pole walki o wpływy. Wpływy polityczne - widać to gołym okiem. Chociażby przez fakt zdalnego sterowania konfliktem przez byłego dyrektora Krzysztofa Mieszkowskiego, który z dyrektora teatru stał się politykiem. Jedno jest pewne - duży teatr publiczny, posiadający trzy sceny został poddany hibernacji, ze szkodą dla widzów. A Cezaremu Morawskiemu można tylko współczuć, bo nie miał do tej pory żadnej szansy wykazania się. I raczej nie będzie miał, bo kolejni reżyserzy i aktorzy odmawiają współpracy. W sytuacji napięć wokół wrocławskiej instytucji trzeba wykazać się dużą odwagą, żeby wyrazić swój akces do wspólnych działań. Obawiam się, że większości polskich reżyserów tej odwagi zwyczajnie brakuje.

Sytuacja wokół spektaklu Klątwa w Teatrze Powszechnym w Warszawie smuci mnie. Rodzi się bowiem podejrzenie, że będę trafiał na spektakle, które stały się narzędziem doraźnej publicystyki politycznej wyrażonej językiem teatru. Czy tak jest też w przypadku Klątwy? Nie wypowiadam się, bo nie widziałem spektaklu. Sztuki zaangażowanej w doraźną publicystykę polityczną nie lubię. Nie chciałbym trafiać do teatru na spektakle będące taką publicystyką, nawet jeżeli zostanie określona jako artystyczna. Równocześnie oglądając reakcje na spektakl, które można zaobserwować w przestrzeni publicznej, widzę dużą przesadę. W kilku słowach opowiem dlaczego.

Po pierwsze zbliżanie się sztuki do granic bluźnierstwa, a nawet przekraczanie tych granic, to nic nowego. Jeżeli bluźnierstwo to jest umotywowane, zasadne i służy głębszym treściom, to zazwyczaj dzieło zapisane zostaje w historii. Dla przykładu kilka scen z wczesnego filmu Luisa Bunuela Złoty wiek: Do krawężnika podjeżdża samochód, ktoś otwiera drzwi i wystawia z auta monstrancję zawierającą opłatek symbolizujący Najświętszy Sakrament. Monstrancja zostaje postawiona na bruku obok samochodu, można powiedzieć - w pobliżu rynsztoku. W innej scenie filmu pojawia się postać lubieżnika - postać ta do złudzenia przypomina wizerunek Jezusa Chrystusa. Zobaczyć można jeszcze zdjęcie krzyża, na którym powiewają włosy ofiar orgii. Reakcja na film Luisa Bunuela była silna. W kilku krajach zakazano dystrybucji filmu. Obraz przeszedł jednak do historii kina.

Kilka przykładów z naszego podwórka. Wielokrotnie oglądając obrazy Jerzego Dudy-Gracza i pojawiające się na nich symbole religijne oraz kontekst, w jakim występują, zastanawiałem się, czy artysta mógłby zostać pomówiony o szarganie świętości. To kwestia interpretacji. Tymczasem jego Droga Krzyżowa wyeksponowana została na Jasnej Górze. W jednym ze spektakli Tadeusza Kantora na scenie pojawia się co jakiś czas postać księdza - przynajmniej to symbolizuje sutanna i biret. Postać ta klnie jak szewc, słowami jednoznacznie wulgarnymi. Myślę, że gdyby dziś doszło do premiery spektaklu, to Kantora mogłaby spotkać mocna krytyka obrońców wartości.

Zaznaczam, że nie jestem zwolennikiem szarganie świętości. Działania takie, jeżeli mają służyć uciesze gawiedzi lub doraźnej prowokacji politycznej niczemu nie służą. Uważam, że poprzez ostrą reakcję na spektakl Klątwa, protestujący przyczyniają się tylko do jego popularyzacji. Jeżeli spektakl nie zawiera w sobie żadnych realnych, wyczuwalnych i działających na intelekt i emocje wartości artystycznych, a jest jedynie narzędziem doraźnej publicystyki politycznej wyrażanej na deskach scenicznych, to siłą rzeczy samoczynnie szybko spadnie z afisza. Tak się na pewno nie stanie z powodu akcji protestacyjnej. Bo przeciwnicy przedstawienia dali się podpuścić i bezwiednie reklamują wystawioną sztukę.

 

© sZAFa 2017
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.