JACEK DURSKI - Pisarz, artysta malarz, rzeźbiarz, grafik. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich OW, International Association Of Art, Związku Polskich Artystów Plastyków. Zasłużony dla Kultury Polskiej. Przyjaciel „sZAFy”.

Strona autorska: www.durski.pub.pl

 

 
 

Delegaci
Fragment pisanej powieści „Okno”
 

– W fabryce UB. Przesłuchują ojca. Przesłuchują… – pukam do drzwi matki od rana. Do zamkniętego pokoju. – Rano dzwoniła pani Cieszkowska. Bo zadzwoniła do niej Kokoroko. A potem sekretarka ojca dzwoniła.
– No i? – ukazała się matka w szlafroku.
– Pan Piotr Leżanko pojechał w niedzielę do Bystrej, do żony i córek. Zobaczyć jak gospodarują bez gospodarza. Ale po drodze wstąpił do karczmy i oblewał z sąsiadami chłopami motocykl. Nie był już robotnikiem. Nawet nie chłoporobo…
– Mów o ojcu!
– I upił się Piotruś, a pijany zawołał „Jestem prawnukiem Juliana Fałata, zamaluję komunę”. Powiedział to po śląsku, ale i tak go zrozumieli w Beskidach. Przyjechało z Bielska UB. Skuli i skopali, a potem do bagażnika.
– Mów o ojcu! Natychmiast!
– Ojcu pryskają po stopach kwasem. Z akumulatorów. Chcą wiedzieć, dlaczego obywatel dyrektor zatrudnił wroga Polski Ludowej.
– Dobranoc – cofnęło matkę z wdziękiem.
Na korytarzu delegaci z fabryki. Trzech mężczyzn w kombinezonach i ołowiowych butach.
– Mamy przekazać wyrazy szacunku pani d(i)rektorowej. – Od całego zakładu – kłaniają się głęboko.
Ale d(i)rektorowa już w sypialni, z kochankiem. No to kłaniają się synowi, który właśnie rysuje po ścianach korytarza. Kłaniają się mnie, który rzeźbi łyżką w narysowaniach.
– Nasz d(i)rektor powiedział ubekom, że „Piotr Leżanko jest najlepszym monterem w PRiDzie” – zaczął pierwszy delegat wyciągając kwiaty z rękawów. Ileś białych i czerwonych goździków.
– Tak powiedział d(i)rektor – przytaknął drugi brygadzista pierwszemu, wyjmując zza… litr. Wyjął tak szybko butelkę, że nie wiadomo skąd.
– Kochamy pana d(i)rektora – rozpłakał się trzeci. – Twego ojca – wygrzebał z kieszeni korkociąg.
– Napijesz się z nami, z delegacją?
– Za zdrówko d(i)rektora.
– Za zdrowie ojca.
Krzywiłem gębę i piłem słuchając:
– Pan d(i)rektor leży teraz na biurku. W swoim gabinecie. Ma poparzone stopy ale jest dobrej myśli, „że nie zamordują Leżanki”. „Że po kilku latach wypuszczą Piotrusia”.
– Podchodzą do niego kolejno… cała PRiDa, monter za monterem. Oglądają oparzeliny na stopach i ściskają dłoń d(i)rektora. A niektórzy całują.
Przyniosłem z kuchni drugi litr. Piliśmy dalej. „Za d(i)rektora”. Z każdym kieliszkiem stawałem się bardziej dorosły. Aż stałem się moim ojcem. To mnie torturowano. Narastał gniew. Ruszyłem na ścianę jak wuj Serwacy.

© sZAFa 2016
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.