HANNA DIKTA - poetka i prozaiczka. Laureatka wielu konkursów literackich. Swoje teksty - wiersze i opowiadania, publikuje w prasie lokalnej i ogólnopolskiej. Autorka tomiku poetyckiego Stop-klatka (Zeszyty Poetyckie, Gniezno, 2012 r.) i powieści We troje (Zysk i S-ka, Poznań, 2016 r.). Mieszka wraz z mężem i trójką dzieci w Piekarach Śląskich, gdzie pracuje jako nauczycielka języka polskiego i historii. Strona autorska: www.hannadikta.pl.

 

 
 

Jeszcze jak


          Za krótko się, Mamo, znałyśmy.
         Anna Augustyniak

  

– Nie masz się z czego śmiać, mama nie żyje – powiedział Tomek, kiedy rozbawiona wsiadłam do samochodu. Obok mnie Asia i Sonia, które zawsze podwoziliśmy na dworzec. Wiedziałam, że powinnam się rozpłakać, ale nie umiałam. Gapiłam się tylko bezmyślnym wzrokiem na dyndającą pod lusterkiem waniliową choinkę.

*

Leżałaś w domu, tata nie chciał oddać Cię do kaplicy. Zakręcił kaloryfery w sieni, zamknął drzwi dzielące ją od reszty mieszkania, włożył pod trumnę siekierę i miskę z wodą. Mimo to i tak cały dom nasiąkał powoli zapachem żelaza i gnijących kwiatów.
– Już śmierdzi – powiedział ktoś, otwierając drzwi.
Tomek pojechał po cytrynowy odświeżacz w sprayu, którym spryskaliśmy firany. Minęło dwadzieścia lat, a mnie zapach cytryny wciąż kojarzy się z trupem.

*

Mama umarła. Boli – napisałam w pamiętniku. Nieprawda. Wcale nie bolało. Nadał słuchałam Gangstas Paradise, umawiałam się na randki, ekscytowałam pierwszymi pocałunkami. Napisałam to zdanie, bo wypadało. Zabawne, przecież nikt nie czytał tych zapisków. Przed kim starałam się dobrze wypaść? Przed samą sobą, tą dorosłą, starą? Nic z tego. Z moich notatek nie pamiętam niczego poza tym jednym - że zdanie o bólu jest kłamstwem.

*

Po dwudziestu latach wciąż nie potrafi przejść mi przez gardło prośba: Opowiedz mi o mamie, tato.

*

Tata dzielił się żałobą ze wszystkimi: z sąsiadami, dalszą rodziną, nawet z klientami swojego sklepiku. Tylko ze mną w ogóle o Tobie nie rozmawiał.

*

Moje dzieci znają Cię wyłącznie z marmurowej fotografii. Nie mają pojęcia, jaki miałaś głos, jak się uśmiechałaś, jak czerwieniły Ci się policzki w rzadkich chwilach zdenerwowania. Wiedzą tylko, że byłaś spokojniejsza ode mnie, bardziej cierpliwa, że pięknie opowiadałaś bajki. Wiedzą, że zachorowałaś na guza mózgu.
– Ty nie umrzesz na raka jak babcia? - pytają.

*

W szufladzie komody, wciśnięty między lokówkę i wstążki, długo leżał Twój obcięty w młodości warkocz. Pasma włosów zawinięte w szary papier.

*

Koleżanka z pracy, żona adwokata, załatwiła Ci tomografię na cito. Wieczorem siedziałyśmy na kanapie w dużym pokoju, pamiętam dokładnie, Ty po prawej stronie, ja po lewej. Przed nami pomarańczowa meblościanka na wysoki połysk wypełniona po brzegi kryształami.
– Boję się, powiedziałaś.
– No coś ty, mamuś - zbyłam Twój strach machnięciem ręki.
Szukałaś pocieszenia, a ja potrafiłam dać Ci tylko swoją siedemnastoletnią beztroskę. Nastolatki nie wierzą w śmierć, Mamo. Przepraszam, że nie byłam wyjątkiem.

*

Lubiłam odrywać płaty spieczonej skóry z przypalonej kobaltem głowy. Leżałaś wtedy na moich kolanach - jak dziecko.

*

– Tylko z wami wszystkimi – mówił tata, kiedy życzyliśmy mu "stu lat". Taki rytuał, zaklinanie rzeczywistości.
– Moja pani – zawodził, kiedy umarłaś.

*

– To ja, wasze Cocollino – witałaś się z nami zdaniem z popularnej wówczas reklamy.
Odrywałaś mnie szpitalnymi telefonami od nauki, od czytania. Jak mogłam normalnie żyć, wiedząc, że umierasz? Koncerty, spotkania z przyjaciółkami, randki. Świat się pali, a wariatka tańczy.

*

Wcale nie jestem teraz bardziej empatyczna. Przeciwnie. Na każdy problem mam jedną odpowiedź:
– Kiedy umarła moja mama, miałam dziewiętnaście lat. Co ty wiesz o zabijaniu?
Nie mówię tego, ale tak myślę. Z trudem udaje mi się ukrywać pogardę.

*

Kiedy dostałaś padaczki, tata myślał, że umierasz. Klęczał przy Twoim łóżku, przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej i krzyczał:
Nie zabieraj mi jej! Nie zabieraj!
Tak krzyczał mój niewierzący tata.

*

Nie miałaś apetytu, więc karmiliśmy Cię zupkami dla niemowląt. Pomarańczowymi pulpami bez smaku. Wypluwałaś dokładnie taką ilość, jaką udało mi się włożyć Ci do ust.
– Mamo, po moim ślubie nie chcę iść na cmentarz – powiedziałam, żeby zmusić Cię do jedzenia.
Wtedy pierwszy i ostatni raz widziałam, jak płaczesz.

*

U fotografa długo czyściłam zabrudzony cmentarną gliną brzeg białej sukienki.

*

Nie nauczyłaś mnie, jak być kobietą, Mamo. Nie zostawiłaś żadnej wskazówki, żadnego przepisu. Tylko ten na pomidorówkę na maśle, którą w termosie codziennie woziłam Ci do szpitala.

*

Pamiętam Cię tylko w tych dwóch ubraniach: jasnozielonym szlafroku, w którym zawsze witałaś mnie w progu szpitala i w dresie. Szarej bluzie z białym napisem: Play off. Nadal trzymam ją w szafie. Zakładam, kiedy mi zimno.

*

Wciąż mam dziewiętnaście lat. Chodzę do liceum, kuję do sprawdzianów, pochłaniam tysiące książek. Ty nie przekroczyłaś pięćdziesiątki. Zostałyśmy zahibernowane w swoich rolach sprzed lat, uwięzione. Jak muszki w tężejącej żywicy.

*

Leżałam na podtrzymaniu z pierwszą ciążą. Niedzielne popołudnie, sala pełna starzejących się kobiet, podtykających ciężarnym córkom termosy z rosołkami. Wtedy pierwszy raz poczułam się sierotą, Mamo. Odłożyłam książkę i ukryłam twarz w poduszce, żeby nikt nie widział, jak płaczę.

*

Po Twojej śmierci zaczęłam być zła na stare kobiety. Że nadal żyją.

*

Moje córki jeżdżą po sieni na rolkach. Śmieją się, krzyczą. Między nimi synek na plastikowym rowerku. Dwadzieścia lat temu w tym miejscu leżała Twoja trumna, Mamo.

*

Kuzynka przytulała Cię, całowała. Zawodziła:
– Ciociusiu moja, ciociusiu!
A ja stałam wciśnięta w róg pokoju i modliłam się, żeby nikt nie kazał mi dotknąć Twojej zimnej ręki.

*

Po Twojej śmierci tata czytał Życie po życiu.
– To ma sens – powtarzał. - To ma sens.

*

Zakręcanie śrub, trzykrotne uderzenie trumną o próg domu. Twarz ciekawskiej sąsiadki wyglądającej zza krzaków.

*

Siedzę przy biurku, a Ty obok pedałujesz na stacjonarnym rowerze. Wspaniale mi idzie, prawda? - uśmiechasz się, potrząsając łysą głową.

*

Pochowali Cię w moich butach. W czarnych atłasowych szpilkach, w których kilka miesięcy wcześniej tańczyłam na studniówce. Do dziś nie potrafię zrozumieć, w jaki sposób sąsiadkom udało się wcisnąć Twoje stopy do pantofli o dwa numery za małych. Wyższa też byłaś, niemal o głowę. Nigdy Cię nie przerosłam.

*

Miała twarz jakby przysypaną popiołem – mówił tata - od razu wiedziałem, że umarła.

*

Miałam trzydzieści siedem lat, kiedy wreszcie dotarła do mnie Twoja śmierć. Rozwyłam się, jakbyś
umarła dopiero co, jakby Twoje ciało wciąż jeszcze leżało w sieni, a sztywne firany wydzielały duszną woń cytryny.

*

Jaką część mnie pochowali razem z butami, Mamo?

*

– Ten wysoki w czarnej kurtce to mój chłopak – powiedziałam z dumą do kuzynki, przechodząc po Twoim pogrzebie przez cmentarną bramę.

*

Podobno najważniejszą rzeczą, jakiej matka może nauczyć córkę, jest umiejętność cieszenia się życiem. Odrobiłaś tę lekcję na szóstkę, moja uśmiechnięta, łysa Mamo.

*

– Cicho już! – strofowałam wyjącego nad grobem tatę.

*

Lubiłam słuchać, jak opowiadasz o dzieciństwie. O tym, jak jeden jedyny raz w życiu dostałaś od mamy lanie, kiedy nauczyciel za karę zatrzymał Cię w "kozie". O tym jak z ciocią Lucią ustawiłyście na parapecie puste pudełka po zapałkach, a jakiś mężczyzna myślał, że to sklep i miał pretensje, że nie chcecie mu niczego sprzedać. W końcu o tych nocach, kiedy zostawałaś w domu sama, bo tata już nie żył, a mama chodziła do miasta sprzedawać mięso. Byłaś dzielną dziewczynką, Mamo. Do samego końca.

*

– Była pani dzieckiem – słyszę. - I czuła pani złość za tę odwróconą rolę. To ona miała być matką, a pani córką, nie odwrotnie.
– Złościłam się na mamę? - dziwię się.
– Oczywiście. Że umiera.

*

Pełgające między konarami drzew światełko naszego letniego domku. Czekałaś tam na nas, kiedy po dniu pełnym wrażeń wracaliśmy na kolację. Nieprzerwanie od lat szukam tego okna, Mamo.

*

Nusiunia. Mówiłaś na mnie: Nusiunia. Jak to dziś obco brzmi.

*

Czy to nie dziwne, że po pierwszej nocy z maleńką córeczką, przestałam śnić koszmary o Tobie? Jakbym Ciebie nią zastąpiła. Piłka znowu wróciła do gry.

*

Najszczęśliwsze wspomnienie tamtych osiemnastu miesięcy? Wsparta na ramieniu taty wspinasz się po schodach prowadzących na strych, a my – Twoje dzieci bijemy Ci brawo.

*

Miałam siedem lat, kiedy zaczęłam się bać Twoich wyjść. Męczyło mnie przeczucie, że nie wrócisz.

*

Chciałabym, żeby to się wreszcie skończyło – powiedziałam. Naprawdę to powiedziałam.

*

Czy gen choroby dziedziczy się razem z pięknym uśmiechem, Mamo?

*

- Kochasz mnie? - spytałam cicho. Leżałyśmy na tapczanie. Całowałam Cię i przytulałam. To była nasza ostatnia rozmowa, już się prawie nie budziłaś.
- Jeszcze jak – odpowiedziałaś.
 

VII 2015 r.

© sZAFa 2016
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.