JAKUB SAJKOWSKI (1985) – Poeta, lektor języków, tłumacz, recenzent. Redaktor działu krytycznego w „sZAFie”. Wydał książki poetyckie: Ślizgawki (2010), Google Translator (2015). Wiersze publikował m.in. w „Pro Arte”, „Arteriach”, „Dwutygodniku”, „Art Papierze”, „Wakacie”, na stronie internetowej Biura Literackiego oraz w lokalnym wydaniu „Gazety Wyborczej”. Finalista laureat kilku konkursów poetyckich, ostatnio im. Klemensa Janickiego, „O Laur Czerwonej Róży”, oraz Konkursu Krytycznoliterackiego Pulsu Literatury w Łodzi. Laureat stypendium artystycznego miasta Poznania. Prowadzi blog literacki: http://czytnikliteracki.blogspot.com.
Fot. Paweł Szałankiewicz

 
 
 

Dwudziesta piąta rocznica wynalezienia internetu

Żegnaj, piesku, tam, gdzie zmierzam,
klimat jest tropikalny, będę się sam
kleił do siebie. Twoja ślina na mojej twarzy -
jedyne, co mogłeś mi podarować -

zostanie zmyta przez skoki
temperatury i wilgotności. Na mojej podróży
dużo bardziej zaważy niezaleczony katar, skoki
ciśnienia podczas lądowania zatkają mi uszy,
nie usłyszę żadnych imion z oddali.

Gdy otwieram drzwi nowego mieszkania, zamiast ciebie
wita mnie gigantyczny azjatycki karaluch,
udaje martwego. Ucieka,

kiedy usiłuję go sprzątnąć. Gdyby był polskim
sportowcem olimpijskim, Dariusz Szpakowski opiewałby
jego
niesamowitą wolę walki, niewiarygodną szybkość
i przygotowanie fizyczne.
Ale nie urodził się

jednym z nas.

 

 

 

Maszyna do robienia „Hello”

W Chinach jest super prosta zabawa: trzeba powiedzieć „Hello”,
a biały odpowie „Hello”. Jeśli nie, to znaczy, że jest zepsuty
i trzeba sobie sprawić nowego. Aktywiści

do spraw ochrony praw białych publikują kampanie społeczne:
BIAŁY TO NIE ZABAWKA! NIE KUPUJ GO
W PREZENCIE DZIECKU! Filigranowa studentka z prowincji Guangdong
przyznaje się do zjedzenia Paula, nauczyciela ze Stanów.

Był taki słodki, że musiałam go schrupać.
Tylko w jaki sposób

pochłonęła ciało dwa razy większe od swojego?
Media mówią o małych-wielkich Chińczykach, inne o coraz lepszej asymilacji
obcokrajowców w Państwie Środka, jeszcze inne o doskonałym

przyswajaniu zagranicznego know-how. Studentka twierdzi, ze to bardzo proste:
widziała to w japońskich kreskówkach.

 

 

 

Posesja z kapliczką

Błogi spacer po wsi zakłóca ujadanie psa
na posesji z kapliczką, tak wściekłe,
że mógłby rozszarpać płot. Przesyłam

chińskim znajomym zdjęcia z polskiej prowincji.
Czy nauczyłeś już swojego koguta mówić po chińsku?
Nie mówi, ale wszystko rozumie. Mana imię Marsjasz,

będzie obdzierany ze skóry jak murzyn
w chińskiej reklamie proszku do prania.
Jedna czwarta populacji świata

śmieje się do rozpuku, gdy Chinka bierze go za szmaty
i wrzuca do pralki. Wychodzi z niej piękny i powabny
obywatel państwa środka.

 

 

 

Can you take a piece of me?

Weźmiesz cząstkę mojego ciała? Pyta chiński student.
To znaczy chciałby sobie ze mną zrobić zdjęcie,
ale nie potrafi tego wyrazić inaczej

w moim języku. W tym kraju ludzie nadają sobie
znaczące imiona:
Niebo. Koniczyna. Cedr.
Żeby było łatwiej się odnaleźć? Dotknąć? Wystawić

na pożarcie? Niebo przykryte smogiem
przekraczającym wszelkie normy,
roślinność czeka na powolną śmierć

która nie nadchodzi, bo znowu deszcz
oczyszcza powietrze i zapach kadzideł
który przywiódł mnie do tej buddyjskiej świątyni.
Pozwolili mi w niej ukryć się przed burzą

kradnąc jednocześnie oświetlenie do roweru

 

 

 

Whisky on the rocks

Lód na ścieżkach w parku, choć już śnieg odtajał.
Po raz trzeci upadamy, po raz trzeci udaje się zaprzeć. Mnie wypada

z kieszeni klucz, temu mężczyźnie setka. Mówi, że wraca
ze szpitala od żony, która ledwo uszła z życiem. Twierdzi,
że mieszka na Kosmonautów, choć drogę wybiera okrężną.

Ja mu zdradzam jedynie, że za miesiąc wracam do Chin,
miejsca, gdzie tłumaczyłem dziewczynie, że Święty Piotr
w Biblii był facetem od kluczy. Ślusarz, włamywacz

albo dentysta z Guangzhou, który operuje przy przeszklonych drzwiach
wychodzących na ulicę. Można niemal ujrzeć podniebienie pacjentki
i jej kamienną twarz.

 

 

 

妈妈[mama]

Wg chińskiej kaligrafii, kobieta-koń, centaur, duszony
nie przez młodość, a chiński masaż. Pierwszego dnia
boli dosłownie wszystko, potem już nic, absolutnie nic

i można całą sobą być państwem środka, równowagą
skutera który jednocześnie przewozi dziecko, psa i zakupy.
Tego dnia centaursię przewraca, tłum

nie udziela pierwszej pomocy, bojąc się procesu
o odszkodowanie. Przerażone dziecko znajduje ukojenie
w mądrości podręczników. Szkoda kobiety,

ale wszyscy się tu nie pomieścimy. Czasem trzeba
z czegoś zrezygnować.

© sZAFa 2016
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.