MAGDA GAŁKOWSKA - poetka (podobno) współczesna, napisała trzy książki poetyckie, ma zamiar napisać przynajmniej jeszcze jedną. Wygrała dwa ważne konkursy i nie wygrała kilku mniej ważnych. Publikowała w różnych miejscach, np: w środkach komunikacji miejskiej w Łodzi. Bywa całkiem sympatyczna. Mieszka w Poznaniu.
 

 foto: Maria Kuczara

 
 
 

hiperwentylacja

         
Ours is the fire, all the warmth we can find,
          He is a feather in the wind.
          Led Zeppelin


podobno Donald Trump molestował kobiety, a nas kto
pokocha? zimna pinda z kanciastą bryłką w środku,
niedostępny redaktor w fazie emocjonalnego pobudzenia?
podziemne przejście śmierdzi moczem i już wiem, że tam

nic mnie nie spotka, mogę spokojnie krwawić i odkażać
alkoholem drobne rany, boskie, rany, julek nie daruję
ci tej nocy, ani następnych, bo przychodzisz zawsze
gdy pragnę innego, a upośledzony sąsiad wyzywa matkę

od kurew. zainspirowany debatą kandydatów na prezydenta
stanów, jednoczących we wspólnej destrukcji. więc kto
pierwszy położy dłoń i złorzeczenie? to jedynie niewielkie
nacięcia, all of my love, więc miejcie się, na baczność.

 

 

 

miłość

          zakochani ludzie chcą patosu,
          ja się staram być przyziemny
          i mam na to sposób
          Taco Hemingway


jutro deszcz i zachmurzenie w całym kraju,
deszcz i zachmurzenie, smutne piosenki
prosto z radia. ja cię kocham, a ty śpisz,
ty mnie kochasz - ja się budzę głodna

i smażę jajecznicę, zaspokajam kolejną
potrzebę. obiecałam ojcu, że będę dbać
o siebie i nie będę przeklinać, ale ktoś
na klatce wyjebał ogłoszenie o zamykaniu

drzwi o dwudziestej, jakby nie wiedział,
że niszczy życie seksualne mieszkańców
tego zadupia, gdzie wszyscy są i nikogo
nie ma, gdzie nawet Stephen King w końcu

bredzi jak Coelho, a wiersze o miłości
brzmią jak oda do mielonki z promocji
w Lidlu. tanie kochanie, tylko nie mów
sąsiadom, bo się zlecą i zabraknie. dla nas.

 

 

 

roads

bóg w pełnym rynsztunku bezkarnie
przejeżdża na czerwonym. mnie
spada łańcuch, a tak naprawdę
kołysze się na zajechanej zębatce.

przerzucam słowa, oczko po oczku,
dopóki nie trafią - nie zaskoczy
i nie będzie się kręcić. Jadźka
jestem, mam sześć dych - oznajmia

żona boga zaliczając kolejne słupki.
jej łańcuch nie przeszkadza, chroni
przed dwupasmówką i nocą, gdy "sex
on fire" to jedynie wspomnienie.

jak ten gość na murku, kolega boga
zwracający to, co nienależnie przyjął,
na co się załapał, czego długo
nie zapomni, choć nie będzie pamiętać.

przerzucam oczko po oczku i zaskakuje
i kręci się, choć nie wiem jak
zmieścić nas wszystkich w jednym
miejscu, wierszu, wieczorze.

 

 

 

rycerz pucharów

bądź wreszcie. jak Will Smith oddaj mi oczy
albo serce, zanim rozszarpią je na kostki
i wrzucą do drinka w barze na Jeżycach, za nim
pójdę w ciemno, w niepewną dzielnicę, z pieśnią
z jeszcze bardziej niepewnej przepony. wyciągam
niskie ce i słomkę z wysokiej szklanki.

bądź wreszcie. jak Christian Bale, zagubiony
przy brzegu, pewny na mieliźnie, zanim utknę
pomiędzy płynnym i stałym. poobijam biodra
o cudze futryny. w niepewnej dzielnicy wolno
rosną skrzydła, więc za nim zacznę ostrożnie,
w japonkach z przeceny, po nie swoich marzeniach.

 

 

 

krótki spacer przez las

         
I hear her voice, calling my name
          the sound is deep in the dark
          The Cure

a gdyby chciała uciec, to ma dwieście metrów
na dziko, pomiędzy jednym, a drugim składem
lśni tafla i czeka. jej ruch, gdy zanurzoną stopą
narusza odwieczny porządek. monotonny stukot

z tyłu głowy, za plecami metalowe koła
rytmicznie uderzają o szyny. dwa dni temu
awansowała z matki na kobietę, znów odkrywa
ziemię obiecaną: piersi i uda, mleko i miód.

nie ma tu edenu, ale grzech nie zerwać,
gdy pcha się do rąk.

 

 

 

jesień

w łazience najcieplej, rozważam przeprowadzkę.
pomiędzy szafkę - szczyt marzeń z peerelu,
a grzejnik - drabinkę do nieba ciepłoty
i rozleniwienia, kontemplacji abstrakcji

na zasłonce prysznicowej za 14.99. będę
toczyć życie dobijając matkę ziemię
nadmiernym zużyciem, bo kiedy nie ma miłości
przynajmniej jest gorący prysznic i niezbyt

tanie oczyszczanie, ale bojler tak pięknie
oddaje ciepło. identyczne, szare smugi
na mojej twarzy i podłogowych płytkach,
dobijając matkę. co dalej, co dalej?

© sZAFa 2016
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.