|

 

MAGDA GAŁKOWSKA - poetka (podobno) współczesna, napisała dwie książki poetyckie, ma zamiar napisać przynajmniej jeszcze jedną. Wygrała jeden ważny konkurs i nie wygrała kilku mniej ważnych. Publikowała w różnych miejscach, np: w środkach komunikacji miejskiej w Łodzi. Bywa całkiem sympatyczna. Mieszka w Poznaniu.
 

 foto: Maria Kuczara

 
 
 

Fantom do zimnego utulenia. Tomasz Pietrzak Pospół


„Nie rany po kulach, sznyty od noży/ale blizny po dzieciach rwanych nocą/To pani zadry wojenne, to pani zatargi ze śmiercią” – pisze autor w wierszu pt. Weteranka, w drugiej części swojego najnowszego tomu poezji. Celowo zaczynam od drugiej części książki, od Pani Ej, ponieważ to w tych wierszach zawiera się cała groza wojny: strach, brak poczucia przynależności i wykorzenienie. Panią Ej może być każda kobieta, doświadczająca losu uchodźcy wojennego, kiedy wojna zabiera nie tylko dom, miejsce na świecie, ale również tożsamość, a nawet ciało. Pani Ej już nie jest osobą, właściwie można zaryzykować stwierdzenie, że nie ma płci; zapomniała o niej, może nawet się jej wyrzekła dlatego, że tak było łatwiej przetrwać „blizny po dzieciach”, traktując je, jako piętno wojny, efekt działań,  na które nie ma się wpływu. To, że Tomasz Pietrzak pokazał tę rodzącą się i narastającą traumę właśnie poprzez pryzmat uciekinierki z piekła, czyni ją nie tylko bardziej zrozumiałą dla kogoś, kto sam takich doświadczeń nie ma, ale przede wszystkim czyni ją bardziej przerażającą, bo w jakiś sposób namacalną. Bohaterka nie jest już kolejną anonimową kobietą, oglądaną w programach informacyjnych, okazuje się być gdzieś tuż obok, za ścianą, w sklepie, na przystanku autobusowym. Ciekawy jest też sposób, w jaki Pietrzak opowiada losy Pani Ej. To nie ona opowiada o sobie, ale narrator, przez co czytelnik ma wrażenie, jakby nie czytał poezji, ale oglądał reportaż. Te wiersze są właśnie takie „reporterskie”, są trochę jak fotografie w bardzo swoistym i specyficznym albumie. To wiersze napisane prostym językiem, językiem Pani Ej, która, gdyby tylko potrafiła przemówić, tak właśnie by swoją historię opowiedziała.
Pierwsza część tomu Pospół to historie rodzin ze Śląska, historie z czasów wojny
i powojennych pogromów, w których również dominują losy kobiet, jak choćby w cyklu Wehikuły Wiery:

          II
          Dla mężczyzn to wojna
          jest święta, a myśmy w kuchniach
          właśnie stawały się święte.

          Nigdy się tyle nie modliłam,
          chociaż w Bogów nie wierzę,
          nie wiem, jak się wierzy w nic.

          Ale modliłam się do planet
          i gwiazd i do mokrej ziemi;
          całowałam się nawet z ikonami

          pantokratorów - tymi martwymi
          płatami drewna, które dają ciepło
          dopiero, gdy rzucone są w ogień.

W pierwszej części autor nie tylko opowiada wspomniane historie, losy, fragmenty tego, czy innego życia, ale także, a może przede wszystkim próbuje doszukać się w tych historiach źródeł obecnych uprzedzeń: ksenofobii i rasizmu. Próbuje wyjaśnić dlaczego kilka pokoleń później nadal nie potrafimy akceptować różnorodności, nie potrafimy pozbyć się – nie swojej przecież traumy. Nie potrafimy, ponieważ ta trauma przekazywana jest z pokolenia na pokolenie, w niej wzrastamy, dlatego tak trudno się nam uwolnić, a uwolnienie się jest konieczne, konieczna jest empatia, by w pełni zrozumieć i uświadomić sobie, że każda jednostka jest na taki los nieustannie narażona.

„[…] Już owad/jest na celowniku natury,/już płaz z Ałtaju dobrze wróży;/pewna bakteria
z Chile dzieli się/ tak, że przestaje być bakterią./To pewne, że przyjdą po nas/mądrzejsi, odporniejsi na siebie/i spojrzą/na nasze skamieniałe głowy,/mówiąc:/
No nie wiem co to. Coś jakby/do czegoś czemuś służyło, coś/jakby balia na powietrze.” (Prolog).

Jeszcze jedna rzecz w książce Pietrzaka zwraca uwagę, a mianowicie dość liczne porównania i odwołania do natury, do ziemi jako planety, przyrody, jako jedynej pewnej siły, gwarancji przetrwania wszystkiego. Gdyby pójść w rozważaniach nieco dalej i dopuścić się niewielkiej spekulacji, można by doszukać się swego rodzaju proroctwa, z którego istnienia być może Pietrzak nawet nie zdaje sobie sprawy, a jeśli zdaje, to być może nie traktuje tego w tych kategoriach. Dla mnie znamienny jest wiersz pt. Wyrzut – „wnet/ i ta ostatnia wojna/ skamienieje,/jak przed nią wojny/trylobitów/pterodaktyli/i mamutów. Minie/dekada, dwie, trzy,/a potylica, rzepka, oko/staną na komódce/między paterą/a bębnem z Borneo […]”

Pospół to książką poetycka fantastycznie inna i różna od poprzednich tomów Pietrzaka. Zdecydowane bardziej spójna w treści i zwięzła językowo, a również przez to bardziej frapująca, momentami porażająca.


Tomasz Pietrzak, Pospół, Instytut Mikołowski im. Rafała Wojaczka Mikołów 2016.

 

© sZAFa 2016
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.