|

 

PAWEŁ DĄBROWSKI – ur. w 1966 roku we Wrocławiu. Uciekł ze studiów politechnicznych, gdzie świat był zbyt wymierny, i został polonistą. Wykonywał różne zajęcia, w różnych zawodach. Zastanawia się, jak wpłynęło to na doświadczenie życia. W czasach akademickich działał w teatrze studenckim, później był dziennikarzem i fotoreporterem, nauczycielem i kuratorem sądowym, handlowcem i specjalistą w branży reklamy, marketingowcem, redaktorem i recenzentem. Dla utrzymania równowagi umysłowej ćwiczył techniki relaksacyjne. Nauczył się sztuki masażu, dzięki której pomagał innym w dystansowaniu się do pędu życia i stresu dnia powszedniego. Nałogowo bada układ relacji jednostki do kontekstów kulturowych. Pasjonuje go to, w jaki sposób werbalny zapis zarówno dokumentacyjny, jak i artystyczny, scala świadomość, utrwala tożsamość, porządkuje emocje, uzmysławia wpływ tradycji, buduje nowe jakości, uniemożliwia standaryzację jednostki do automatu ekonomiczno-konsumpcyjnego. W ramach pisanego bloga bywa dziennikarzem, myślicielem, poetą. 

Blog autorski: 
www.paweldabrowski-art66.blogspot.com 

   Fot. Dominika Dąbrowska

 
 
 

Życie na speedzie
 

Do książki #Yolo Jakuba Koisza podchodziłem z rezerwą. Obawiałem się, że nie będę w stanie zaangażować się jako czytelnik w świat, którego bohaterowie mają nieco ponad dwadzieścia lat. Bałem się, że bardzo odbiegłem od tego wieku. To, że nie miałem problemu z wejściem w fabułę zawdzięczam bardzo sprawnym umiejętnościom narracyjnym, jakimi może pochwalić się Koisz. Zważywszy na to, że #Yolo jest debiutem literackim, dobrze wróży to kolejnym projektom pisarza.

Wokół powieści unosi się lekka aura skandalu. Tajemnicze zestawy znaków będące tytułami poszczególnych rozdziałów są niczym innym, jak kodem oznaczającym poszczególne substancje będące dopalaczami, środkami psychoaktywnymi stosowanymi przez ludzi alternatywnie do narkotyków. Dopalacze są chlebem powszednim bohaterów książki. Świat oglądamy oczami pierwszoosobowego narratora, który sam do niedawna też “wciągał”, ale przestał. Nie wyjaśnia dlaczego. Nie próbuje też skomentować tego, dlaczego jego koledzy stosują nadal te substancje. To świat zastany. Tak jest, że młodzi ludzie pobudzają chemicznie swoją aktywność. Ciąg wydarzeń i zapisanych rozmów umożliwia nam rekonstrukcje ich profili osobowościowych. Niektórzy z nich przybyli do Warszawy, gdzie toczą się opisywane wydarzenia, z prowincji. Brakuje im pewności i wiary w siebie. Potrzebują substancji stymulujących, aby dążyć do przyjętych celów, potrzebują takich substancji aby funkcjonować w układach towarzyskich. Wygląda na to, że ekspresja własnych emocji na trzeźwo przychodzi im z trudem. Opisywane środowisko młodych ludzi jest bardzo hermetyczne. To osoby kontaktujące się wyłącznie z ludźmi im podobnymi. Nie wchodzą w relacje międzypokoleniowe. Można odnieść wrażenie, że żyją w dystansie do świata zamieszkiwanego przez starszych. Nie mają kontaktów z osobami, z których doświadczenia mogliby czerpać. Rodzice są jedynymi osobami z innego pokolenia przywoływanymi na kartach powieści. Ukazani są jako sprawcy niedostosowania życiowego swoich dzieci. To przez nich jest tak jak jest. Kontakt z nimi jest obarczony napięciem. Napięcie wynika z lęku przed oceną. Jeden z bohaterów w trudnej sytuacji długu, w jaki popadł, rezygnuje ze zwrócenia się do rodziny o pomoc. Nie jest w stanie wyjść naprzeciw napięciu jakie temu by towarzyszyło.

Co można powiedzieć o opisywanej grupie młodych osób? Czy doświadczają samospełnienia? Czy są szczęśliwi? Drobne chwile stymulowanej euforii to za mało do szczęścia. Męczy ich niepewność, poczucie osamotnienia, na kontakt z innymi dość często reagują agresją. Środki psychoaktywne działają doraźnie, na dłuższą metę rozbijają osobowość, zwiększają problemy zamiast zmniejszać. Życie na speedzie bywa dramatyczne. Jednym z wydarzeń powieści jest śmierć kolegi narratora.

Pewna nie do końca uświadomiona pustka egzystencji zmusza do nazywania świata. Narrator czyni to poprzez liczne odwołania do kontekstów kulturowych, zwłaszcza literackich i filmowych. Sporo jest także odwołań do elementów kultury masowej i autorefleksji o stosowaniu zdobyczy współczesnej technologii. To miejsce na komentarz i krytykę zachowań. Bezsprzecznie jedna z mocniejszych warstw powieści.

Yolo to powieść o wartkiej narracji. Czyta się tę książkę łatwo. Postacie powieści nie są papierowe o czym przekonałem się, gdy dotarło do mnie, że w miarę lektury przyzwyczaiłem się do bohaterów, do tego, że jestem świadkiem wydarzeń, które ich dotyczą.

Pierwsze świadectwa odbioru wskazują na to, że obraz młodych ludzi rozciągnięty został na całą generację. Odczytany jako straszny obraz zdegenerowanego pokolenia młodych. Czy tak jest w istocie? Stany, jakich doznają młodzi ludzie nie są niczym nowym ani w życiu ani w literaturze. Zmieniły się tylko środki wspomagania się, stymulowania zachowań. Dziś to dopalacze - wcześniej lejący się strumieniami alkohol. Tamten obraz jest tylko dlatego mniej drastyczny, bo alkohol ma status legalności w społeczności w jakiej żyjemy. Poza tym wszystko jest podobnie. Każde pokolenie musi przeżyć swój czas burz.



Jakub Koisz, #Yolo, Wydawnictwo OVO, Wrocław 2016

 

© sZAFa 2016
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.