MAGDA HARMON - kolekcjonuje to, co ułomne i nikomu niepotrzebne. Jej specjalnością jest zgłębianie teorii wyssanych z palca i podróżowanie po krętych odnogach świadomości. Urodzona i duchowo ukształtowana na Dolnym Śląsku. Skończyła niemcoznawstwo na Uniwersytecie Wrocławskim oraz psychologię na University of East London. Pracuje z bezdomnymi, cierpi na nerwicę i coś tam pisze.

 
 

Śmierć czyli być jak neutrino


Mój stosunek do śmierci zmienił się mocno w ostatnim czasie. Przez cały październik i pół listopada miałam nocne mary na miarę Teresy z Lisieux. Dodatkowo nachodziły mnie wrażenia poza osobowe o specyficznym zabarwieniu dźwiękonaśladowczym. Coś jakby lekki poszum deszczu przechodzący w coraz to mocniejszy brzęk gradu o szyby i rynny. W wizjach owych bytowałam na planecie umiejscowionej niedaleko kredensu ciotki mojej z Warszawy. Podąża się stamtąd skrajem lasu aż pod nacieki skalne przypominające struktury z Jaskini Niedźwiedziej. Od moich towarzyszy dowiedziałam się, że analiza morfologii tamtejszych skamielin wykazała śladowe ilości zapotrzebowania na śmierć. Uświadomiłam sobie wówczas, że życie pozagrobowe oznacza bytowanie po wyjściu z grobu i ustawienie się 'tam'; bycie aktywnym pomimo grobu albo zza grobu. W postaci ducha, topielicy, zombie, strzygi, świętego zmartwychwstałego, jednak najczęściej - szarego przeciętniaka. Ergo - 'tam' też są lepsi i gorsi. Powiedziano mi: "My wszyscy tutaj bytujemy poza grobem, ale czy ktoś z nas w ogóle spoczywa w spokoju?" Otóż nie. Niektórzy nawet w wiekuistym zapętleniu odgrywają siebie samych w nieskończonych filiach tej samej skorumpowanej korporacji, gdzie dzień za dniem siedzą od rana do wieczora, a potem szybko na siłownię, jakby płaskie brzuchy miały moc zaklinania śmierci. Nie mają czasu na płacz nad sobą, nade mną. No i znów im coś nie wyszło, psia mać. Nie, nie jestem buddystką - religie są dla zwolenników patriarchatu. Zdecydowanie bardziej fascynuje mnie nauka i pewność, że czas to nie wektor.
A potem to już tylko szkielety Paszczaków tańczyły dla mnie radośnie, a ja płynęłam przez ich orszak jak królowa balu. Były pocieszne i przyjazne, pełne życia i energii tańca. Suneliśmy sobie dokądś powoli w rytmie głębokiego brzmienia drum & base. Wiedziałam, że gdzieś i kiedyś zacznę się rozpadać na coraz to mniejsze kawałki, by w końcu przemienić się w samotne neutrino, któremu na niczym i nikim już wcale nie zależy. Moi towarzysze poinformowali mnie, że nastąpi to dopiero wtedy, gdy odrodzę się przynajmniej raz w każdym z pokoleniu leptonów i zrozumiem ich wewnętrzne prawa. Czy wiecie, że neutrina potrafią zmieniać zapach?

© sZAFa 2015
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.