ADRIAN SZARY – (ur. 1983 r. w Radomiu). Absolwent filologii polskiej na UMCSie w Lublinie, doktor nauk humanistycznych w zakresie językoznawstwa, polonista ZSO nr 6 im. Jana Kochanowskiego w Radomiu, wykładowca Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego im. Kazimierza Pułaskiego, w tym samym mieście. Autor sześciu tomów poezji, zbioru bajek, opowiadań, monodramów, redaktor sześciu antologii. Wydał m.in. tomiki CV (2011); Abecedarium (2012); Sylwa (2013); Heureza (2013); Horoskopy (2015). Publikował m.in. w Miesięczniku Prowincjonalnym; Bluszczu; Akancie; Migotaniach; Zeszytach Poetyckich oraz na portalach: Salon Literacki i Pisarze.pl.

fot. Remigiusz Kutyła

 
 
 

Pasja

mój wiersz umarł nagle
za kulisami teatru

i oto leży na scenie
martwy poniżony

nie noś po nim żałoby

przecież zawsze lubiłaś
kolorowe sukienki

 

 

Selfie

na moim selfie widzę ciebie
to samo spojrzenie na ten sam świat

na moim selfie matka wyfruwa oknem
a ojciec tonie w bursztynowym oceanie whisky

tylko mnie nie ma na moim selfie
bo mnie już w ogóle nie ma

i nigdy nie było
naprawdę

 

 

Tiramisu

że zawsze możesz zobaczyć
zazdroszczę

że częściej możesz usłyszeć
że kiedy chcesz możesz dotknąć

zazdroszczę

ja głuchoniemy
żebrak bez czucia

co prosi obok
o żar

uczucia

 

 

Der arme Poet


Mieszkam w Charlottenburgu
niedaleko zamku

jak księżniczka
jak Burgunda

Mogliśmy nie spotkać
się wcale poezjo

Mam tylko ciebie
kilka rozrzuconych książek

Nad głową ochronny
parasol

Z poddasza wszystko
wydaje się małe

jak dziecięce resoraki
jak klocki Lego

tęsknisz

czasem

Zawsze będę
pamiętał

I będę cię
adorował muzo

aż do ostatniej kropli
wódki

Nigdy nie proszę
o niemożliwe

Kiedyś mnie
przecież zgasisz

jak peta

Berlin, 9-12 czerwca 2015r.

 

 

Koral

Dziś są twoje imieniny,
za rok chyba mnie tutaj
nie będzie. A może będę,
tylko inaczej albo tak
samo. Zawsze tak samo.

Żył jak pies i umiera jak
pies – powiedzą, bo oni
zawsze będą mówić, a ty
nie mów nic, wiem
wszystko, wiem, że
tak jak ja wolisz psy
od kotów, koty od ludzi…

Zapal i tak pięknie, jak tylko
ty potrafisz, zaciągnij się
tym światem, którego
za rok już chyba nie będzie.
A może będzie tylko inny albo
taki sam. Zawsze taki sam.

5 lipca 2015r.

 

 

Dykcja

wydłużaj samogłoski
a---e---i---o---u---y
w myślach w mowie
w uczynkach
a---e---i---o---u---y
w mejlach esemesach
listach
a---e---i---o---u---y
powtarzaj samogłoski
a---e---i---o---u---y
szybciej
a---e---i---o---u---y
ćwicz dykcję
a---e---i---o---u---y
by częściej głośniej
pewniej i wyraźniej
a---e---i---o---u---y
mówić

k o c h a m

 

 

Do Luizy


Ogród twój Luizo stoi teraz pusty
nikt go nie opisał nawet Andrzej Bursa

Nikt nie namalował farbami Tycjana
Szopen go nie schował na dnie fortepianu

Ty w nim zakopałaś wiosenne dni młode
gdy w słońcu wzrastałaś zapachem urodą

Aż cię niczym różę wykradł ktoś z ogrodu
i zabrał na dłużej do flakonu z wodą

Dziś w złotych wazonach rozwijasz swe płatki
kwitniesz jako żona dojrzewasz jak matka

Pocałunków bryza smaga kwiatów usta
bez ciebie Luizo ogród stoi pusty

 

 

Prosta piosenka o Nadziei
                   -
Nadii W.


Nadzieja mieszka
między nami

Nadzieja dniami
i nocami

chociaż niektórzy
z nas się śmieją

my o Nadziei
my z Nadzieją

my dla Nadziei
przy Nadziei

w życia zamieci
w łez zawiei

skąpani marzeń
promieniami

bo jest Nadzieja
między nami

 

 

Anilorak

Wyłączam telefon i umieram dla świata.
Zasypiam, śnią mi się kobiety bez nazwisk,
z imionami na literę K, na literę M.
Palą slimy lighty, a dym wżera mi się w skórę,
w płuca, w umysł i uzależnia od pięknych kobiet.
Palenie bierne jest gorsze od czynnego.
Podobnie jest z miłością, samo patrzenie
jest gorsze od dotyku, milczenie od rozmów,
smutek od uśmiechu. Nikt nie zauważył mojej
nagłej śmierci. Kobiety malują się tak samo,
farbują włosy, mężczyźni piją piwo i oglądają mecze.
Z martwych wstanę z każdym kolejnym pinem,
loginem i hasłem. Wystarczy tylko włączyć
telefon, który znów będzie milczał pogrążony
w głębokiej żałobie.

5 lipca 2014 r.

 

 

Gniazdo, papier, osy

To był dzień jak każdy inny,
a może inny jak każdy nasz dzień.

Kiedy rodzimy się do życia
po nocnym letargu, żyjemy tak
jakby każdy oddech miał być ostatni,
a śmierć czyhała na nas pod skalpelem
księżyca, tnącym ciała niebieskie.

Słońce rumiane jak przepici
robotnicy, kolejny los przegrany
w kolekturze kalendarza, żadnych fantów.
Imieniny: Karoliny, Antoniego.

Wyszedłem na balkon, osy misternie
budują gniazdo. Niczego w życiu
nie zbudowałem i gdybym palił
właśnie teraz sięgnąłbym po papierosy,
a tak tylko: papier, osy…

Z domu wysyłam ten sam wspólny
esemes z życzeniami do kilku Karolin,
z kościoła nieopodal słychać tę samą wspólną
modlitwę do świętego z Padwy.

Dwie podobne litanie, a księżyc zaczął
już obchód wśród gwiazd położnych.

5 lipca 2013r.

© sZAFa 2015
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.