RAFAŁ DERDA - ur. 1978 w Koninie. Autor kilkudziesięciu publikacji poetyckich, prozatorskich oraz krytyczno-literackich (m.in. Czas Kultury, Akcent, Topos, Odra, Impart, Biweekly). Tłumaczony na język angielski.

Fot. Radosław Szymański

 

i to się nazywa pamięć, czyli na temat Księgi meldunkowej Macieja Roberta


Księga meldunkowa jest książką o przywiązaniu do miejsca, osób i przeszłości. Można by było stwierdzić, że to na tyle, ale właśnie od tego stwierdzenia zaczyna się najciekawsze. Jak pisać o najbliższym nie popadając w tani sentymentalizm? W jaki sposób przetworzyć autobiograficzny materiał (przynajmniej przypuszczam, że autobiograficzny) by nie tylko relacjonować, ale też dać wierszowi odpowiedni oddech i szlif? Najnowszy tomik Roberta daje na te pytania prostą, aczkolwiek nieoczywistą odpowiedź. Odpowiedź ta brzmi: wystarczy być szczerym, i wiedzieć jak i o czym pisać.
Można wyodrębnić trzy powody, dla których wydana w zeszłym roku przez poznańską Wielkopolską Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury pozycja jest pozycją przekonującą. Są to: wspomniana już szczerość wypowiedzi, doskonały warsztat literacki oraz niezwykle wyczulenie na to, co poetyckie w codzienności. Roberta interesuje ulica na jakiej żyje, ludzie z którymi się spotyka, wspomnienia przeszłych dni. Motto z pierwszego wiersza wydawnictwa brzmi: Bałuty i Chojny to naród spokojny, tak więc dostajemy nawet z grubsza zarysowane geograficzne i kulturowe tło, w którym rozgrywać się będą zamieszczone w książce wiersze. Chciałoby się banalnie powiedzieć: tylko tyle i aż tyle. W wypadku Księgi meldunkowej wahadło przechyla się zdecydowanie w stronę „aż tyle”. Już pierwsze strofy tomiku pokazują nam o co toczyć się będzie gra w tym tomiku i pokazują z taką intensywnością, że nie da się ich nie przytoczyć:

               Chojny, Komorniki

                                   Bałuty i Chojny to naród spokojny
                                   uliczne graffiti

               Zła dzielnica. Kradnąc w tym
               sklepie złapiemy cię w innym –
               informuje napis na kartce.

               Dziewczynka śmiejąc się,
               biegnie środkiem ulicy za piłką,
               jakby samochody nie istniały.

               Młoda kobieta kuca w bramie.
               Jest bez majtek, podciąga tylko
               spódnicę i sika prosto na asfalt.

               Sine pośladki błyszczą jak niebo
               przed burzą. Jej facet mówi mi:
               Udawaj, że nic nie widziałeś.

               (Chojny, Komorniki, str. 5)

Utwór prosty, ale zajmujący, mocno odmetaforyzowany ale przekonujący warsztatowo. Oczywiście, to nie jest szczyt tego na co stać autora Pustych pól. Znajdują się w jego najnowszej publikacji również miejsca mocno rozpoetyzowane i pozbawione dosłowności przytoczonego powyżej tekstu. Jednak nawet w mniej skupionych na codzienności fragmentach pozostaje ten sam nastrój, nastrój znajdowania mistycznego w przyziemnym, liryki w prozie codziennego życia. Czasem klimat ten znajdujemy jedynie w tle, ale wtedy, w szerszej perspektywie całej książki, jeszcze mocniej rezonuje przypominając nam o przyjętej przez poetę ścieżce. Świetnie da się to prześledzić na przykładzie poniższej miniatury:

               Na krańcu pustego pola

               Pali suche drzewa,
               które zniósł latem.
               Czarne kręgi w śniegi
              
               (Na krańcu pustego pola, str. 35)

Krótki, lakoniczny tekst, który tyle samo ujawnia, co zataja. Jeżeli nie zna się treści innych utworów z Księgi meldunkowej domyślenie się, kim jest bohater tekstu jest po prostu niemożliwe. W świetle całej pozycji sprawa staje się nieco jaśniejsza, chociaż i tak pozostaje to w sferze spekulacji. Na pewno jest to miejscowy, osoba wrośnięta tak mocno w lokalny krajobraz że stał się nieodzowną częścią zimowego pejzażu. Nad takimi właśnie postaciami pochyla się Maciej Robert. Czasem używa do tego kilku zdań, jak w utworze przytoczonym przed chwilą, czasem pisze rozbudowany poemat (Kreda), jednakże cały czas trzyma się tego samego tonu, tonu uważnej troski. Troska ta jednak nie broni się przed ciepłą, hrabalowską ironią, przez co zapewnia się tekstom równowagę i ucieka od zbytniego melancholijnego patosu. Księga meldunkowa z każdym przeczytanym wierszem staje się coraz bogatszą mozaiką, kalejdoskopem dni obecnych i przeszłych, staje się lekturą po ludzku zajmującą, gdzie stosunkowo łatwo jest zidentyfikować się z podmiotem lirycznym. Każdy z nas ma swoje Bałuty, każdy ma takie miejsce, co do którego czuje się podskórną żądzę jego opisania. Problem polega na tym by uczynić to wiarygodnie i ciekawie. Maciej Robert w swojej najnowszej publikacji udowadnia że jak najbardziej jest w stanie sprostać temu zadaniu.
Na zakończenie chciałbym podrzucić ostatni utwór mogący służyć jako rękojmię znaku jakości omawianej książki. Jest to wiersz, w którym wspomniana już lokalność oraz zainteresowanie kwestią poetyki codzienności podkreślona jest w doskonały sposób przez warsztatową sprawność, z jaką autor opisuje prozaiczną zdaje się fabułkę.

               Chłopiec na rowerze

               Znosi go na zakręcie. Potem długa w dół
               i można ściągnąć koszulkę. Jego chude

               łopatki są białe przedletnią bielą.
               Za rogiem dybie na niego świat, bar
              
               Monika otwiera podwoje i pokrzywy
               Uparcie się legną dookoła kapliczki.

               Nagle jest! Butelka z piwem wybucha
               mu w dłoniach, więc oblizuje palce

               i zaraz, mokre, wyciera ukradkiem
               o łydki. Ścieżka prowadzi go w krzaki,

               skąd słychać tylko chrzęst. Ktoś rzucił
               w trawę nad wodą dwa rozbite lustra.

               (Chłopiec na rowerze, str. 40)

Nie można nie zauważyć umiejętności z jaką Robert oddaje pęd jazdy na rowerze, brzęk szkła (przekonywująca kulminacja w wykrzyknieniu: Nagle jest!), ciepło miejskiego lata. Wydaje mi się, że po prostu nie można tych wierszy nie lubić, więc z tym większym przekonaniem zachęcam do zapoznania się z Księgą meldunkową.



Autor: Maciej Robert Księga meldunkowa
Wydawnictwo: WBPiCAK, Poznań, 2014
Książka z serii: Biblioteka Poezji Współczesnej 086

© sZAFa 2015
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.