|
Matka na oświęcimskim obłoku.
O nostalgii i sadyzmie w utworach Wandy Karczewskiej.
Wstęp
Pisząc o twórczości Wandy Karczewskiej, nie mogę pozbyć się
wrażenia, że piszę o dykcji literackiej, która w Polsce
została zlekceważona, potem zaś odrzucona. Zarazem jednakże,
muszę podkreślić, że nie wydaje się ona narracją
zaprzepaszczoną, językiem nierozwiniętym, pozostawionym na
manowcach literatury w postaci ziarna, które nie obumarło.
Karczewska bowiem, choćby w powieści Wizerunek otwarty,
zaproponowała jego skończoną postać, utrwaliła tym samym swój
własny wzorzec dykcyjny. Nikt jednak poza nią nie rozwinął jej
doświadczenia językowego, nie polemizował z pisarką ani nie
przekształcał twórczo jej sposobu narracji.
Maria i Paweł: Atak na narrację
Proza Karczewskiej, taka jak Głębokie źródła czy Wizerunek
otwarty, także jej tomy poetyckie, m. in. Powrót do
Kalińca, stanowią tym samym rodzaj dokumentu narracyjnego,
umożliwiającego unikalne doświadczenie dykcji, o której Anna
Kamieńska pisała: ten liryzm, co chwila ośmieszany i
ośmieszający sam siebie, mimo wszystko narasta i niesie
ciemną, pełną niedomówień i tajemniczości falę literackiej
narracji („Nowa Kultura”, 1973). Fenomen prozy
Karczewskiej wynika z podjęcia przez nią eksperymentu
syntetyzującego w obrębie utworu fikcję literacką, realizm i
autentyzm. Eksperyment ów, co warte szczególnego podkreślenia,
jest eksperymentem stylizacyjnym – poprzez stylowe
ukształtowanie narracji dochodzi w powieściach pisarki do
mieszania porządków ontycznych dzieła literackiego.
Za przykład niech posłużą zdania kończące wydaną w 1973 r.
powieść Karczewskiej pt. Głębokie źródła.
Niejednokrotnie w swoich utworach pisarka doprowadza do
rozbicia figury domu, przy tym: do unicestwienia tego, co
Kamieńska określała mianem jej własnej tonacji lirycznej.
Sadyzm, wprowadzany w nostalgiczny, kalejdoskopowy pejzaż
świata przedstawionego, Karczewska realizuje za pomocą zabiegu
trudnego do opisania z perspektywy historycznoliterackiej. Dla
potrzeb niniejszego szkicu określę go mianem ataku
narracyjnego. Tego rodzaju atak, akt narracyjnej i pisarskiej
agresji wobec fabuły utworu, uważny czytelnik autorki napotyka
już w prologu Wizerunku otwartego. W podobnym, choć
zwielokrotnionym doświadczeniu uczestniczy on również,
zapoznając się z epilogiem Głębokich źródeł, w którym
Maria – narrator powieści – ujawnia swoje demiurgiczne
skłonności i demaskując kreowaną przez siebie fikcję
literacką, doprowadza do ostatecznego kolapsu utwór, który
narratywizowała. I oto wskutek ataku narracyjnego dochodzi do
przedziwnej sytuacji metanarracyjnej. Do implozji. Głębokie
źródła zapadają się w siebie. Książka sama sprowadza na
siebie zagładę, gdyż narracja okazuje się autodestrukcją.
Maria – narrator powieści Karczewskiej – likwiduje kolejnych
bohaterów utworu, jednego po drugim, ujawniając ich fizyczną
niesamodzielność:
– Na co jeszcze czekacie? – mówi – o co wam jeszcze chodzi?
Przecież was wcale nie ma. Ty, Wiktorio, jesteś cała ze snu,
czyli z narracji. Tobie, Filipie, użyczyłam tylko zewnętrznych
rysów kogoś bliskiego mi. Małgorzata Kamieniarz? Czy ktoś znał
taką kobietę, jaką jest moja zmyślona Małgorzata? Ona istnieje
tylko na zasadzie prawdopodobieństwa zdarzeń: to wszystko, co
ona przeżyła, mogło przeżyć tysiące kobiet, cierpień
oświęcimskich zaznały miliony, ktoś ginął na naszej ziemi za
kogoś aż nazbyt często. Piotr Kamieniarz? Ta postać ma
najwięcej rysów mojego autentycznego stryjecznego dziadka z
Francji, ale Piotr wziął też wiele z innych, krzepkich
starców, jakich znałam w życiu, z których niejeden, byłam tego
świadkiem nie raz i nie dwa, umierał w okrutnym rozkładzie
ciała, mózgu przede wszystkim. Piotr powstał z nich właśnie.
Inni? Joanna, Homer? Nie miałam nigdy żadnej przybranej córki.
Homer to czysty wymysł, fikcja powstała ze zbitki cech różnych
ludzi. Gdzieżby taki Homer mógł istnieć wśród subtelnych
wybrańców Muz?
[…] A teraz idźcie już. Powołałam was wszystkich do istnienia,
abyście spełnili powierzone wam role. Zrobiliście to. Możecie
zresztą na swój sposób egzystować dalej.
Maria przymyka powieki. […] Ma uczucie, że wychodzi z długiej
śmiertelnej choroby. Jak spod ziemi. Oswobodzona od Słów.
[1]
Wprowadzenie metanarracji doprowadza do rozproszenia fabuły
Głębokich źródeł. Sadystyczny gest Marii ujawnia jednak w
finale powieści swój ukryty, ekspiacyjny sens. To, do czego
doprowadzić ma atak narracyjny, tj. zniszczenie światoobrazu,
jest przejawem niezwykle silnego i wymownego resentymentu
narratorki powieści wobec Słowa, czyli wobec logocentryzmu,
fasady wszelkich kultur literackich. Narratorzy powieści
Karczewskiej, zarówno Maria z Głębokich źródeł, jak i
Paweł Męczennik z Wizerunku otwartego nienawidzą literatury,
chcą ją zdemaskować i skompromitować. Aby ją uśmiercić,
wchodzą w przestrzeń gry literackiej i tworzą narrację
powieściową. Posługują się dykcją klasyczną – zarówno
Głębokie źródła, jak i Wizerunek otwarty są sagami
rodzinnymi. W węzłowych punktach narracji Maria i Paweł
ujawniają jednak pastiszujący charakter opowiadanych przez
siebie sag i ujawniają swoje rzeczywiste intencje – pragnienie
stworzenia anty-powieści, anty-sagi i anty-narracji.
Pastisz jako działanie narracyjne zawsze konsternuje
czytelnika, rozwarstwia struktury świata przedstawionego
utworu, tym samym unieważnia logocentryczną zasadę konstrukcji
tekstu, tzw. literackość. W powieściach Wandy Karczewskiej,
pastiszujących sagi rodzinne, unieważnienie to musi sięgać
również podstawowej figury magicznej w literaturze, jaką jest
figura domu. Rozbicie obrazu domu wprowadza do formuły sagi
rodzinnej silny motyw traumatyczny, w powieściach Karczewskiej
ujawniający się w reakcjach, które określiłem mianem ataku
narracyjnego. Po zniszczeniu domu niemal natychmiast musi
dojść do autodestrukcji narracji. Znamienne jest to, że atak
narracyjny, którego w Wizerunku otwartym dokonuje Paweł
Męczennik, okazuje się dokładnym odbiciem ataku Marii na
narrację w Głębokich źródłach:
Tej kopki siana, przy której ja, Paweł Sikora, położę się
pewnej nocy na wznak, na krótko skoszonej trawie – nie ma i
nigdy nie było; nie ma też łąki za ogrodem ani tego sadu i
domu, w który wejdę skrzypiąc sosnowymi drzwiami i potykając
się o ten sam próg zawsze niewidoczny w ciemności; schody
sprzed domu z odaszkowanym gankiem, obrośniętym nasturcją, też
są z innej parafii, a wierzby i jabłonie zmyślone.
Nie było też nigdy żadnego Fryderyka, Małgorzaty czy Maa
Zielononóżki, są oni wraz ze mną całkowicie wyssani z palca,
choć, Panie, strzeż moją głowę od guza, jeśli stanę na drodze
pewnej pięknej sowiookiej sąsiadce z facjatki, „pani stójkowej”,
która się może rozpozna w Zielononóżce.
[…] Albo ja – spójrzcie na mnie: do wczoraj – męczennik z
cierniową koroną na głowie, z krzyżem na zgiętych plecach,
kandydat na bohatera swoich czasów, a w istocie… mistyfikator,
pozer i komediant […] leży więc ów kreator, rysuje zygzaki
witką po niebie i chichoce: oto macie mnie, bawcie się, to ja,
Paweł Męczennik, przypatrzcie mi się dobrze.
[2]
Gute Nacht Knaben: Próba liryzmu
Aby opisać specyfikę tematów poetyckich Wandy Karczewskiej,
Henryk Pustkowski przywołuje pojęcie „urodzinnienia”.
[3] Nie
jestem pewny, czy rodzinność rzeczywiście może okazać się
kategorią ujawniającą podstawowe strategie liryczne poetki.
Wyłącznie, o ile rozumieć „urodzinnienie” jako podstawową
kategorię egzystencjalną i metafizyczną, nie zaś
sentymentalną, zrozumienie złożoności motywu domowego w poezji
Karczewskiej staje się możliwe. W pojęcie rodzinności
Karczewska włącza bowiem motyw swoistego wyrodzenia i
wydziedziczenia: bohaterek jej wierszy dom nie rozpoznaje i
najczęściej pozostawia je samym sobie. Dialog, który odbywa
się wewnątrz rodziny z tą, która powraca do domu, jest nad
wyraz dyskretnym i wyrafinowanym sporem dwóch równie
wpływowych kultur: wiejskiej i erudycyjnej. W wierszu Rozmowa
nocą z tomu Powrót do Kalińca podmiot Karczewskiej
wyznaje:
Dziś w nocy zjawiła się Matka
na swym oświęcimskim obłoku
w jej cieniu – ojciec
Przyszła
usiadła naprzeciw za stołem
powiada co tak grębiejesz nad pustką kartką
Ucichła w tobie ta maszynka
jak jej tam Euterpe
Pasikoniki trzeszczą ci w głowie
jazy szumią w uszach
ślepniesz jak wysłużony koń
[4]
W Powrocie do Kalińca „urodzinnienie” dotyka każdego
elementu świata przedstawionego. Nadaje to poezji Karczewskiej
ton na poły obsesyjny – podobnie jak tomy prozy: Wizerunek
otwarty i stanowią rozbitą sagą rodzinną, Powrót do
Kalińca wydaje się rozbiciem liryki domowej. Rodzinność w
wierszach takich, jak Uroboro i Śpiewajcie światu nową
pieśń staje się wręcz symbolem prześladowczym. W
monologach poetyckich Karczewskiej liryzacja służy odsłonięciu
sadystycznego obrazu świata i jego przezwyciężeniu. Ujawnienie
sadyzmu w światoobrazie wiersza jest dla Karczewskiej
równoznaczne z wymierzeniem dziejowej sprawiedliwości.
Wyłącznie poprzez poddanie nostalgii próbie okrucieństwa
możliwe staje się wyzwolenie rodziny z „urodzinnienia”. Próbie
tego rodzaju poddana zostaje sytuacja liryczna w wierszu
Śpiewajcie światu nową pieśń, gdy w trakcie koncertu chóru
do grupy śpiewających dzieci dołącza spalony w krematorium
chłopiec:
Słuchajcie:
przekwitła polna różyczka,
jeleń dobiegł do źródła.
Pośród dziewcząt i chłopców,
z kwiatami w rękach wyciągniętych do was,
wchodzi mój spalony brat,
nieruchomymi ustami szepce:
gute Nacht Knaben,
śpiewajcie światu nową pieśń,
śpiewajcie światu nową pieśń .
[5]
Przemiana, która dokonuje się w cytowanym zakończeniu liryku
Karczewskiej, jest próbą liryzmu przez odradzający się sadyzm.
Do regresu w zło radykalne jednak nie dochodzi – liryzm
utrzymuje się mimo rozbicia ram przedstawienia przez inwazję
okrucieństwa. Czułość ocalona w wierszu Śpiewajcie światu
nową pieśń ma jednak charakter szczątkowy i mozaikowy.
Wskutek rozproszenia przez sadyzm traci swój realistyczny
wymiar, utrzymując wyłącznie horyzont metafizyczny. Obok zła
radykalnego włączonego w poszerzone ramy światoobrazu
egzystuje dobro, na tym świecie ma jednak charakter wyłącznie
retoryczny. Inkantowanie powtarzających się wersów kolędy
Śpiewajcie światu nową pieśń zapewnia o istniejącej w
innej przestrzeni miłości, nie jest jednak w stanie do niej
dotrzeć ani zaprowadzić jej panowania w świecie ogarniętym
sadystycznym szaleństwem.
Zarówno atak na narrację, jak i próba liryzmu są w utworach
Karczewskiej desperackim wysiłkiem intronizacji, za każdym
razem skazywanym na porażkę. Pisarka wierzy, że poprzez
uśmiercenie języka i narracji, doprowadzi do wskrzeszenia
platońskiej cnoty sprawiedliwości. Stąd pragnienie powrotu do
źródła, które w wierszu Uroboro okazuje się początkiem
wszelkiej rodzinności – w jego imię Karczewska gotowa jest
uśmiercić literackość. Metafizyka zawarta w kręgu rodzinnym
jest bowiem metafizyką wszelkich instytucji sprawiedliwych,
toteż tylko ona jest zdolna do tego, aby wymierzyć odpłatę za
krzywdę i wyrównać to, co Karl Jaspers określał mianem winy
metafizycznej. Winy – co należy dodać - nigdy nieujmowanej
per se.
Winy niezrozumiałej:
I tylko nocą jest zmartwychwstawanie
W brzasku się zjawia od strony cmentarza
[…] Wyciąga do mnie martwe sine ręce
spod połów płaszcza
nie każ mi wracać tam mówi
tam tak strasznie zimno
[…] Tam wracam wrócę do Ciebie po życiu
tej krótkiej chwili w ewolucji wiecznej
do Ciebie Ojcze a przez Ciebie wrócę
do Uranosa do pra-Ojca-Ojców
do iłu gazu do ognia i wody
do pramaterii zjednoczyć się z Tobą
po Nieskończoność Obcowania wrócę
[6]
Siepacze: odwracając Odyseję
Ostatni utwór Wandy Karczewskiej, Spacer w alei parkowej,
spisany został – jak zaświadcza Lucyna Skompska – we wrześniu
1995 roku, tj. na dwa miesiące przed zgonem pisarki. Skompska
pokrótce omawia tekst: Forma poematu jest synkretyczna,
„wielogłosowa”, partie liryczne sąsiadują z obszernymi
fragmentami epickimi – zapisanymi w pierwszej osobie
wspomnieniami różnych osób.
[7] Karczewska w poemacie nie
tylko podejmuje grę stylem polifonicznym i dygresyjnym, czyni
przy tym utwór tekstem transgatunkowym – konstruuje go w
punkcie przeplotu poetyckiego solilokwium i prozy intymnej.
Ciągła wymiana instancji lirycznej i narracyjnej, Ja mówiącego
i Ja sprawozdającego, doprowadza do upłynnienia struktury
świata w poemacie. Przechadzka Marii i Pawła po kaliskim
parku, także ich rozmowa wydają się czytelnikowi rodzajem
onirycznego eksperymentu pisarki. Jest w sposobie rozwinięcia
poematu coś niezwykle hipnotycznego – ekspozycja kolejnych
wątków dialogu u Karczewskiej przypomina XX-wieczną grę
strumieniem świadomości: w ten sam sposób, począwszy od
Ulissesa Jamesa Joyce’a, skończywszy zaś na Wozakach
Pétera Esterházy’ego monologizowano wypowiedź bohatera
literackiego. Tym zarazem europejska praktyka literacka różni
się od koncepcji poematu wielogłosowego polskiej pisarki. W
poemacie Karczewskiej estetyce strumienia świadomości
podporządkowana zostaje nie wypowiedź jednego podmiotu, ale
cała dziedzina dialogu, ogólna sytuacja liryczna, tworząca
światoobraz Spaceru w alei parkowej:
Szukasz jej śladów? Naprowadzę cię na nie. Pójdź ze mną aleją
parkową przez stojący na omszałych palach stary drewniany most
– Mario tego mostu już dawno nie ma! – Jest, jest w pamięci
naszej, w wyobraźni, bardziej wyrazistszy niż był w
rzeczywistości. Pochylisz się nad ciemną rzeką, zobaczysz w
jej wodach jasne odbicie teatrum panabogusławskie – Ona go tak
nazywała. Kiedyś, stojąc na moście, westchnęła: Boże, być kim
innym, nie żyć na uwięzi jednego ciała, istnieć po wielekroć w
różnych postaciach – Giulietty, Marii Stuart, jak Sarah
Benhardt, jak Mistress Modjeska, albo być ptakiem, motylem,
nie, motylem nie, za krótko żyje, ptakiem być.
[8]
Wraz ze zmianą porządków czasowych – poemat Karczewskiej
rozgrywa się pomiędzy 51 latami (1936-1987) – konwencja
rozmowy spacerowej zostaje złamana i zastąpiona przez dialog
osób uczestniczących w podróży metafizycznej. Rozpoczęta
przechadzka przeradza się w odyseję i stawia przed jej
uczestnikami nakaz swoistej egzystencjalnej ekspiacji:
obowiązek Powrotu. Nostalgiczna wędrówka po alei parkowej
ujawnia w ten sposób swój sadystyczny wymiar – tym poemat
Karczewskiej różni się od Odysei, w której powrót
Ulissesa do Itaki nie wynikał z żadnego okrutnego imperatywu:
- Spójrz paw idzie do nas Patrz
jak podnosi swoje wspaniałe pióropusze
tańczy
- Dla ciebie tańczy tokuje
ty nawet pawia potrafisz przywabić
[…] I ci przeklęci zalotnicy
- A my nie mamy Telemacha aby ci pomógł
ich wszystkich wymordować
A to są po prostu moi rówieśnicy szkolni
Pawle Pawle czy ty zawsze będziesz
taki sam
[9]
Karczewska gra w poemacie ideą doświadczenia mitycznego –
mitem przechadzki przenosi w mit wędrówki Odysa, w mitycznej
idei Powrotu zaś ujawnia budującą ją sprzeczność: sadyzm.
Ulisses, aby powrócić, musi dokonać aktu zniszczenia zastanego
świata, tj. odzyskać dawny kosmos poprzez uśmiercenie tego, co
dawną kosmiczność zdeformowało. W poruszające piękno Powrotu
wpisana zostaje rzeź zalotników. Dopiero wskutek zabicia
kochanków Penelopy Odyseusz zdobywa się na odpowiedź, kim
jest. Śmierć mężczyzn, przywołana przez Pawła jako ponury,
spacerowy żart, powraca w finale poematu Karczewskiej.
Odpowiednikiem homeryckiej rzezi staje się kaźń, której
poddana zostaje matka mówiącej, bita przez hakenkreuzów.
Podobnie jak Odyseja Greków, odyseja Karczewskiej ujawnia w
tym obrazie swój pasyjny charakter:
Wtedy zaczęli ją bić, bykowcami po głowie, po twarzy, po
piersiach, brzuchu i nogach. Chciałem ją zasłonić – mówił
ojciec – ale odrzucili mnie pod ścianę, strzelili bykowcem, aż
się zatoczyłem. Walili w nią, słychać było tylko ich krzyki,
odgłosy ciosów i jej coraz słabsze słowa: nie wiem, nie
powiem, siepacze, nie wydam córki, aż skrwawiona padła na
ziemię, straciła przytomność. Psy wyrywały się ze smyczy,
takie dzikie czarne potwory, zlizywały strugi krwi z podłogi…
[10]
Tortury, którym poddawana jest kobieta, można interpretować w
splocie wielu mitycznych podań. Poza wzorcem Odysei Karczewska
parafrazuje w poemacie również mit o Ariadnie. Figura
kreteńskiej księżniczki jest zarówno włączana w wiele postaci
utworu, jak i z nich wyłączana. Poprzez tak szeroką
transpozycję charakterów poematu utwór Karczewskiej ujawnia
cechy dialogu podmiotów wielokrotnych, nieprzystających do
siebie, wręcz polimorficznych. Mała Helcia, późniejsza Maria,
pragnie pozostać Ariadną, imieniem Ariadny zarazem określa
swoją matkę. W czasie kaźni kobiety mit o Ariadnie zostaje
spełniony do końca – wydaje się, że bita matka nie jest już
kreteńską księżniczką, podobnie jak nie wydaje się Penelopą. Z
przedmiotu nostalgicznej adoracji staje się przedmiotem
sadystycznego ataku: zalotnikiem i Minotaurem. Pytanie Pawła,
czy bohaterka poematu odnalazła matkę: w gwiazdach lub w
Dolinie Cedronu, jest pytaniem z perspektywy mitu szczególnie
przewrotnym. Nić Ariadny miała przecież doprowadzić Tezeusza
do Minotaura – po odnalezieniu potwora w labiryncie, należało
go zabić:
Ale w tobie jest jedno – głód
tęsknota metafizyczna nadzieja
na spotkanie z Ariadną w Dolinie Cedronu
[…] Chciałabym już tam być ale czy ja
grzeszna będę tam kiedykolwiek […]
- I znalazłaś tam Matkę
W gwiazdach?
Poczekaj
Odnajdywałam ją powoli
we wszystkich sprzecznościach
błędach i wzlotach
Boże ten ostatni jej wzlot
gdy gestapo najechało na nasz dom
z budą i wilczurami na smyczy
te jej odpowiedzi rzucane im w twarz
na ich wrzaskliwe pytania
„Wo ist deine Tochter Marie?”
„Wo ist der Feind des Dritten Reiches?”
[11]
Spacer w alei parkowej kończy się zupełnym odwróceniem
starożytnych paradygmatów Powrotu: zawartych zarówno w
dziejach Odysa, jak i w historii Ariadny. Rozwiązanie zagadki
tożsamości okazuje się w poemacie Karczewskiej rozwiązaniem
siebie. W momencie, w którym Maria odnajduje w sobie wszystkie
starożytne Plejady, odkrywa również istnienie Minotaura i
zalotników, tym samym: spotyka się z matką, tj. ze śmiercią.
Sadyzm ujawnia się wreszcie bezpośrednio i radykalnie – jako
„głębokie źródło”. Sadyzm jest samym Ja:
Zajrzyj kiedyś do moich głębokich źródeł
zanurzysz się w Wielkiej Prawdzie
jaką się mówi na progu śmierci
Wpatrywałam się jeszcze nieraz w Plejady
błądziłam oczami między Alkione
Mają Elektrą Merope i
zaczęłam ją widzieć inną niż za życia
pełniejszą prawdziwą i – nieszczęśliwą
Taką ją odnalazłam ale nie tam
gdzie błyszczą gwiazdozbiory
– A gdzie, Mario?
Tutaj
na ziemi
W sobie
[12]
Rozbicie tablicy nagrobnej:
powrót do Euterpe
Pomieszałem literaturę z modlitwą, uczyniłem z niej ofiarę
składaną z ludzi – pisał Jean Paul Sartre w autobiografii
intymnej Le Mots.
[13] Rok po jej wydaniu odmówił przyjęcia
literackiej Nagrody Nobla, przyznawanej mu za Słowa. Dodawał:
Duch Święty spogląda na mnie. Miał akurat powziąć decyzję,
żeby wrócić do Nieba i porzucić ludzi; w ostatniej chwili
zdążyłem jednak zaofiarować siebie, pokazuję mu rany swojej
duszy, łzy, którymi nasiąkł mój papier, czyta ponad moim
ramieniem, stygnie jego gniew. Czy udobruchała go głębia
cierpień, czy może wspaniałość dzieła? Powiadałem sobie:
dzieło, a myślałem w skrytości: cierpienia.
[14]
Czytając te ustępy z Sartre’a, nie sposób nie zastanawiać się
nad tym, czy w ostatnim tomie poetyckim Wandy Karczewskiej
Wiersze ze snów miłości i rozpaczy (1995) nie dochodzi do
podobnego, skrajnego w swoich skutkach, przesunięcia.
Sartre’em kierowała religijna przewrotność, a zwłaszcza:
poszukiwanie w sobie samym ontologii dzieła literackiego. Stąd
w analektyce świętego lamentu osadził on dialektykę
bluźnierstwa, następnie zaś rozwinął ją i uczynił z niej
źródło tożsamości egzystencjalnej. Karczewska postępuje
podobnie, choć nie posługuje się dialektyką bluźnierstwa, lecz
– dialektyką sceptycznego wzruszenia. Ono nakazuje jej
zrezygnować z „powrotu do Kalińca”, uznać go za niemożliwy i
bezzasadny, tym samym zastąpić ów powrót „powrotem do Euterpe”.
Prawdopodobny bowiem jest tylko powrót do źródła. Miejsce zaś,
które jest źródłem, nie może być uznane za dom. To dwie
całkiem inne wartości – jedna z nich jest rzeczywista, druga
zaś utopijna. Stąd wywodzi się moje skojarzenie dialogu poetki
z Euterpe z rozmową Sartre’a z Duchem Świętym. W obu
sytuacjach dochodzi do zatrzymania, a wręcz unieruchomienia
źródła, i – przez to – do pełnego zrozumienia, że nie jest ono
znakiem domu. O ile dla Sartre’a jest to początkiem
literackiej teurgii, dla Karczewskiej to samo oznacza triumf
niedoskonałego świata nad doskonałością literatury:
Świat staje się pełen magicznej wiary
w nagłe uzdrowienie chorych
w ocalenie siebie od samych siebie
[…] Słyszę fletowy głos wilgi
To Euterpe wraca znów do mnie
ze swoim instrumentem
[15]
W tym ujęciu Wiersze ze snów miłości i rozpaczy okazują
się tomem szczególnie przewrotnym, są bowiem dla Karczewskiej
uśmierceniem własnej dykcji, którą powinien wreszcie
przenicować niedoskonały, triumfujący świat. Śmierć w
objęciach matki, ojca ani brata nie jest już możliwa – możliwe
pozostaje tylko odejście w ramionach Euterpe. Wszystkie
strategie autorskie Karczewskiej: atak na narrację, próba
liryzmu, odwracanie mitu, zostają rozbite przez głos mówiący
jej ostatniego tomu – tak jak rozbija się nagrobną tablicę,
jeśli w trakcie jej przygotowań epitafium zostanie błędnie
wyryte. Błędnie wyrytym epitafium autorki Wizerunku
otwartego jest formuła sagi rodzinnej. Formuła doskonała…
Teraz po jej zniszczeniu liczy się tylko to, aby ktoś w
cudowny sposób odnalazł szczątki i kierując je laską
Prospera, wyprowadził w stronę całości świata:
W istocie
żyje najlepiej jak się potrafi
Z rozdartych obrazów świata
ze ścięgien powyrywanych z porządku rzeczy
buduje przemocą wyobraźni rzeczywistość
leżącą w wierszu jak rumowisko
ale ruiny i światy wyzwolone z przyrodzonych związków
oddychają tajemnicą nadświatów
i meandry jej wierszy
pozornie rozbiegane we wszystkie strony
schodzą się w końcu prowadzone laską Prospera
w znak nieskończoności czyli w doskonałość wiedzy
[16]
Triumf niedoskonałego świata musi stać się triumfem zła
radykalnego, tj. deklaratywnym triumfem sadyzmu. W ostatnim
tomie Karczewskiej świat przedstawiony utworów budują
informacje o nowoczesnych wojnach, zbrojeniach, konfliktach w
Czeczenii, a także w Bośni i Hercegowinie. Śmierć w objęciach
Euterpe powoduje, że podmiot liryczny dopuszcza do siebie myśl
o nowym temacie utworu literackiego. W wierszach takich, jak
Powiedz mi staje się nim polityka i metafizyka wojny:
Ziemio moja
a z nas z epoki rozbicia atomu z wieku szaleństwa nuklearnego
co pozostanie
Kim być, co czynić, byśmy się nie osunęli jak Ziarnko Piasku w
przepaść Czasu Nie zatonęli jak Atlantyda w Oceanie Niepamięci
[17]
Tym motywem Wanda Karczewska nawiązuje niezwykle wyraźną
relację z polskimi neokatastrofistami lat 80. i 90., a
szczególnie – z odchodzącym już Romanem Brandstaetterem. Od
Sartre’owskiego egzystencjalizmu ku współczesnemu
neokatastrofizmowi – ta droga dla autorki Głębokich źródeł
wydaje się rodzajem rozprawy z własnym wzorcem literackim. Jak
wskazywali bowiem Karczewska i Brandstaetter, najważniejsze
jest to, co pozostanie z wieku szaleństwa. Z
perspektywy życia utrzymuje się zaś nie dom, lecz źródło:
Zostawimy wam w spadku
Wiedzę o obozach koncentracyjnych
I o komorach gazowych,
I bombę kobaltową,
I penicylinę,
I cybernetykę
I komputery,
I elektryczną maszynkę do golenia,
I międzygwiezdne pojazdy,
I nudę postępu.
[18]
Zakończenie
Dramat Wandy Karczewskiej nie jest wyłącznie dramatem
utraconej narracji. Świadczy on również o porażce literatury
głównego prądu, o jej niedostatecznej sile uogólniania
polskich przemian literackich, zwłaszcza: przemian w centrum
literatury regionalnej. Negacja literatur regionu doprowadziła
do stanu swoistej afazji, rodzącej się zarówno wewnątrz
krytyki literatury, jak i w obrębie metodologii badań
literackich. Nie tylko czytelnik nie wie, w jaki sposób
odnieść się do strategii pisarskich Karczewskiej. Nieświadomi
poetyk regionalnych stają się również krytycy i historycy
literatury. Brak metody rekonstrukcji intencji autorskiej
doprowadza do zaniku systemu modelującego tekst literacki.
Oznacza to dokładnie tyle – mówię tu w imieniu badaczy
współczesnej literatury polskiej – że straciliśmy szansę
pełnej filologicznej egzegezy dzieł takich, jak Głębokie
źródła lub Wizerunek otwarty. Idiolekt pisarzy podobnych
do Karczewskiej zróżnicował się bowiem do tego stopnia, że
wytworzył metanarrację poza narracjami wiodącymi.
Mówiąc o metanarratorach, myślę nie tylko o Wandzie
Karczewskiej. Przywołuję wówczas w pamięci również
ostrołęckich pisarzy z mojego dzieciństwa, zwłaszcza Edwarda
Kupiszewskiego. Jedna ze scen pochodzących z jego niewydanej
za życia powieści pt. Wieczerza w Rajskiej Dolinie,
wydaje się swoistym dopełnieniem stylu Karczewskiej. W niej
staje się widoczne to, że nostalgia i sadyzm są kategoriami,
które zbudowały i umocniły dykcję wszystkich literatur
regionu. Literatur współcześnie lekceważonych bądź uznawanych
za anachroniczne. Tymczasem wiele jest uderzającego
podobieństwa w matce Karczewskiej, torturowanej przez
niemieckich siepaczy i matce Kupiszewskiego, przebijanej kosą
przez jego ojca. Podobieństwa – dodajmy – zupełnie
niedostrzeganego w literaturze ponowoczesnej, badającej sadyzm
już nie przez soczewkę mitologii rodzinnych, ale z perspektywy
neoegzystencjalnych dramatów Ja:
Ojciec zastanawiał się, ważył w sobie słowa ciężkie, słowa –
kamienie młyńskie, tak wielkie, że nie chciały przejść przez
gardło. Widziałem je z daleka i chciało mi się śmiać, bo się
męczył, skręcał w sobie, pękał, a one obracały się jałowo raz
w jedną raz w drugą stronę. Nawet gdyby je wycisnął z gardła,
nie mogłyby mi zrobić krzywdy, bo nie było już takiego słowa
na całym świecie.
Zorza polarniała słabiej, większa część kopuły niebieskiej nad
moim snem stawała się przez to czarna, bezgwiezdna jak
otchłań.
Ojciec zrezygnował. Ułożyły się na sobie słowa kamienie i
zapadały w drzemkę. Ale w tej chwili drapieżne milczenie
mściwe jak zawsze, pchnęło ojca do czynu – opuścił kosę,
pochylił się do przodu i ruszył na mnie, aby nieuchronnie
dotknąć gardła. Wtedy matka wcisnęła się między nas, wzięła
kosę na siebie, w swoje serce, bo krwawo rozbłysło.
– Matko – powiedziałem – dlaczego to zrobiłaś? Jestem przecież
ponad wszystkim i nawet kosa ojcowa, jadowita nienawiścią, nie
zrani mojej skóry. Po co mi był twój teatralny gest, gdy już
odwykłem od wzruszeń i nie nagrodzę cię nawet oklaskami.
– Wyrodny synu – powiedział ojciec, bardziej wstrząśnięty
moimi słowami niż własnym zbrodniczym czynem .
Przypisy:
1. W. Karczewska, Głębokie źródła, Warszawa 1973, s. 412.
2. Eadem, Wizerunek otwarty, Łódź 1983, s. 7.
3. H. Pustkowski, Słowo o „Powrocie do Kalińca” [w:] W.
Karczewska, Powrót do Kalińca, Kalisz 1988, s. 6.
4. W. Karczewska, Rozmowa nocą [w:] ibidem, s. 44.
5. Eadem, Śpiewajcie światu nową pieśń [w:] ibidem, s. 20.
6. Eadem, Uroboro [w:] ibidem, ss. 36,38.
7. L. Skompska, Komentarz do „Spaceru w alei parkowej”,
„Tygiel Kultury” nr 10/11, 1996, s. 54.
8. W. Karczewska, Spacer w alei parkowej, „Tygiel Kultury” nr
10/11, 1996, s. 45.
9. Ibidem, s. 44.
10. Ibidem, s. 52.
11. Ibidem, s. 51.
12. Ibidem, s. 53.
13. J. P. Sartre, Słowa, przeł. J. Rogoziński, Warszawa 1964,
s. 142.
14. Ibidem, s. 147.
15. W. Karczewska, Kto tu mówi do kogo [w:] eadem, Wiersze ze
snów miłości i rozpaczy, Łódź 1995, s. 76-77.
16. Eadem, Szkic do portretu poetki z 1976 roku [w:] ibidem,
s. 27.
17. Eadem, Powiedz mi [w:] ibidem, s. 81-82.
18. R. Brandstaetter, Carmen saeculare [w:] idem, Hamlet I
łabędź, Poznań 1988, s. 128. |