home


Brygida Helbig

Ur. 1963 r. w Szczecinie – pisarka i kulturoznawczyni (komunikacja międzykulturowa), lubi uczyć młodzież i uczyć się od młodzieży. Od 1983 mieszka w Niemczech, początkowo w Bochum, a od 1995 w Berlinie. Autorka tomików wierszy „Wiersze Jaśminy” (Berlin 1997), „Hilfe” (Szczecin 2010), powieści „Pałówa” (Gdańsk 2000), „Anioły i świnie. W Berlinie!” (Szczecin 2005), zbioru prozy „Enerdowce i inne ludzie” (Szczecin 2011). Najbardziej przywiązana do swojej książki o Marii Komornickiej „Strącona bogini” (Kraków 2010). Często pisuje do szczecińskich „Pograniczy”. Kursuje między Berlinem a Szczecinem, jej domem jest trasa kolejowa z przesiadką w Angermünde, poza tym autostrada na Prenzlau i czerwona walizka na kółkach, w niej: apteczka, kosmetyczka, biblioteczka.
 

 
 
 

Klimakterium

kończy się okres
chowania się
pod stołem
kręcenia wokół
własnej osi
czas wyrzucić
tampon
kneblujący usta
spalić podpaski
w które wsiąkła
krew przelana
z pustego w próżne
zapuścić sobie wąsy
lub zedrzeć je
ze skóry
rzucić urok
trzy razy splunąć
przeżegnać się
przekląć ostro
i w końcu wyjść
na prostą

 

 

 

 

***

zanim umrę
a mam już sporo lat
więc zanim umrę
pragnę jeszcze tylko jednej rzeczy
pragnę jeszcze tylko
się urodzić

 

 

 

 

***

zawsze mówić tak
potrzebować pół życia
żeby to poodkręcać

 

 

 

 

***

kiedyś na pewno będę żyła
kiedyś na pewno się obudzę
najpóźniej w krematorium
gdy uderzy we mnie
brzask płomienia

 

 

 

 

***

ten blisko
pięćdziesięcioletni
pan w ekstazie
co oblizuje się
dwudziestolatką
to twój facet
błeeee

 

 

 

 

***

ona,
za katedrą,
ma na niego oko,
on,
wciśnięty w ławkę,
jest na drugim roku.
kochani,
nie podniecajcie się,
nic z tego nie będzie.

 

 

 

 

***

byłam w ciąży i poszłam na musical
dudniło tak strasznie, że moje dziecko
przewracało się w brzuchu przerażone
a ja nie wyszłam z sali

odtąd moje dziecko ma wrażliwe uszy
nie mówiąc już o duszy

a ja dalej nie wychodzę z takich sal
wytrzymuję
wyrzyguję
jestem dzielna
a przede wszystkim
bardzo dobrze wychowana

 

 

 

 

***

otwierają się wieka trumien
szklane wieczka niebek
które zakopałam w ziemi
mając siedem lat, czas
na zmartwychwstanie

 

 

 

 

***

zajrzałam do twojego aparatu sojer
byłeś w warszawie

co to za głupota kochanie
nie byłem w żadnej warszawie
jesteś na zdjęciach w warszawie z bartoszem
kto wie kto tam jeszcze był z wami
kochanie to nie warszawa
jak to nie warszawa to przecież pałac kultury
to ratusz w środzie wielkopolskiej

 

 

 

 

***

w dzień milczał
i garbił się
jak zaklęty
kopał co napotkał
na drodze
za to w nocy
budził
się ze snu
i krzyczał
w głębokim śnie
jesteś świnią,
ty tato,
jesteś świnią!

 

 

 

 

Enerdowcy

sprzedaliście się za puszkę coca-coli
i teraz was to bardzo boli

© sZAFa 2010
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone i prawnie chronione. Przedruk materiałów w części lub całości możliwy tylko i wyłącznie za zgodą autora.